CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!

piątek, 19 maja 2017

115. I think it's over..

Hejka :*
Wiem ze czekaliście znów kilka miesięcy, a obiecałam inaczej..
Poprawie się!!


Objaśnienie:
J: - ja ,
K , K2: - kobieta, kobieta 2
M: - mężczyzna,
Z: - Zack,
V: - Viktor.


__________________

K2: Bill Smith to była bardzo niebezpieczna postać, jego brak może albo pogorszyć sytuacje albo polepszyć i nie wiem czy mamy Pani dziękować czy zamknąć w więzieniu na kolejne stulecie. - gdybym nie siedziała to chyba bym sie przewróciła. Ja nie mogę na tyle lat zostawić Nialla!
M: Proszę poczekać na zewnątrz, musimy przedyskutować tą sprawę. - Zack złapał mnie za ramie i jak przystało na policjanta wyprowadził z sali.
Z: Myślę, że spojrzą na Ciebie przychylnym okiem. - uśmiechnął się, może i ma rację.
J: Mam nadzieję.. - denerwowałam się, w środku cała się trzęsłam z nerwów.
Z: Poważnie Nathalie, nie stresuj się tak, nigdy taka nie byłaś a poza tym byłaś w większych tarapatach. - jaki on mądry.
J: Możliwe, ale ludzie się zmieniają.. Nic nie rozumiesz.. - denerwować am się coraz bardziej, jak Niall poradzi sobie beze mnie?! Albo jak ja poradzę sobie bez niego?
       Czekaliśmy na wyrok chyba dobrą godzinę,  już z nerwów mnie nosiło,  a Zack.. oaza spokoju, jakby wiedział że nic złego się nie wydarzy..
M: Proszę wprowadzić winną. . - wyłonił się mężczyzna z sali. Posłusznie weszłam do środka i usiadłam na swoim poprzednim miejscu. Kobiety patrzyły na mnie z lekkim, niezbyt zrozumiałym dla mnie, uśmiechem.
K: A więc tak, - zaczęła jedna z nich - z tego co wiemy, jest Pani dość ciekawą osobowością,  pani przeszłość nie jest godna pochwały,  ale ostatnie lata byłyby  wzorem do naśladowania,  cudowna restauracja, pomoc potrzebującym,  tylko pogratulować  .. - co to sie ma do tej sprawy?
K2: ..do rzeczy, nie możemy wypuścić pani bez żadnej kary, więc kara grzywny będzie odpowiednia. Może Pan, panie Zack wyjść z sali.. - rozkazała mu, nie poprosiła. Policjant był zaskoczony, ale nie skomentował.
M: Dziękujemy Pani, panno Horan, sprawa zostaje umorzona, nie będzie żadnej kary, w dokumentacji odnotujemy że współpracowała pani z naszą tajna służbą śledczą i zlikwidowana Pani wroga publicznego numer 1. Naprawdę ktoś taki mógłby się nam przydać. . - niedowierzaniem własnym uszom
J: Czy ja dobrze słyszę? - skinęli głowami - To co z tą kara grzywny..?
K: Musieliśmy Ci coś przy nim powiedzieć. . liczymy na to że i Ty się nie wygadasz.. Przemyśl naszą propozycję..
J: Przepraszam ale nie mogę skorzystać,  Bill był moim ostatnim takim zadaniem, chce zacząć normalne życie,  więc dziękuję za waszą łaskawość i zapraszam na kolacje do mojej restauracji, wyślę zaproszenia do domów.. A teraz wybaczcie.. - wstałam z miejsca - .. muszę załatwić coś ważnego.  - uśmiechnęła się do nich, podałam im dłoń i tyle mnie widzieli. Uniewinniona to moje najlepsze słowo!!!! - Zack, wrócę sama. - wyszłam z sądu, policjant wybiegł za mną.
Z: Jak to sama, masz samochód pod komendą.. - no tak..
J: Dobra, ale szybko.. - uśmiechnęłam się i wsiadam do radiowozu. Szatyn próbował że mnie wyciągnąć o czym rozmawialiśmy ale na nic się to nie zdało,  za nic w świecie bym mu nie powiedziała. Niecałe pół godziny później byłam już w drodze do Vika, muszę z nim poważnie porozmawiać.. Przemknęłam przez restauracje jak cień, musiałam dokładnie rozpisać moją umowę z Viktorem.
V: Nathalie? - chłopak siedział za biurkiem..
J: Wypad! - powiedziałam groźnie,  muszę mieć spokój, a niepotrzebne pytania są teraz zbędne.
V: Oho.. wróciłaś.. - nie skomentowała, ale miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Chłopak wyszedł z pomieszczenia a ja otworzyłam odpowiednie dokumenty i zabrałam się za tworzenie umowy. To teraz tak, darowizna, czy przekazanie mu połowy udziałów, taak, to drugie będzie najlepsze, muszę jednak mieć jakiś wgląd w to co robi. Innymi słowy będzie moim wspólnikiem.
         Po dwóch godzinach miałam gotową umowę,  przekażę mu ją jutro, a tymczasem czas zapomnieć o całym świecie. Zajęłam z wieszaka mój fartuch i poszłam do kuchni, zapachy były wspaniałe, a kucharze uwijali sie w mgnieniu oka z każdym daniem. Wzięłam jedno i zabrałam się za gotowanie i tak do samego wieczora, widziałam że reszta kucharzy byli zaskoczeni że tu dzisiaj byłam, no ale cóż.. Może niech się na nowo przyzwyczaja.
V: Jak się czujesz? - podszedł w końcu do mnie.
J: Naprawdę dobrze.. - uśmiechnęłam się do niego - ..przyjdę też jutro, a tymczasem chodź,  muszę z Tobą porozmawiać.
V: Możecie iść do domu - zwrócił się do kucharzy - Ja posprzątam.. - byłam zaskoczona, ale może to i lepiej, pomogę mu. - To o czym chcesz porozmawiać? - zapytał gdy już byliśmy w biurze, usiedliśmy na swoich miejscach i po prostu zaczęliśmy rozmawiać, śmiać się i opowiadać sobie co u nas się działo przez ten czas. - Powiedz lepiej co teraz planujesz, skoro już po wszystkim..


J: Chodź,  pokażę Ci gdzie chce się znaleźć w niedalekiej przyszłości.. - wstałam z miejsca i podeszła do komputera, otworzyłam jednego z maili na mojej poczcie i
pokazałam mu zdjęcie mojej nowej posiadłości, no prawie mojej. Odtworzyłam szybko maila z mojej poczty i pokazałam mu zdjęcia domu który chce kupić.
V: Woow, kupiłaś ją?
J: Jeszcze nie, jestem w trakcie negocjacji.. - uśmiechnęłam się do niego i rozmarzyłam się jak będzie świetnie żyć tak daleko od wszystkiego i wszystkich.
V: Nath ja.. - zaczął dość poważnie - ..ja po prostu nie dam rady bez Ciebie..
J: Co masz na myśli?
V: Nic szczególnego, mówię tylko że potrzebuję Cie, nie poradzę sobie bez Ciebie i tęsknię za Tobą. - czułam się dość dziwnie, obiecał mi, że nic nigdy nie poczuje..
J: A co z Jannette? Pokłóciliście się ?
V: Nieee, wszystko jest jak najlepiej, ale wiesz, Ty to Ty.. - uśmiechnął się słabo i złapał mnie za dłonie - Wyprowadzisz się 2000 mil stąd i już więcej Cie nie zobaczę..
J: Posłuchaj mnie, jak na razie nigdzie się nie wybieram, to ma być dom na stare lata, poza tym zawsze będziesz mógł przyjechać albo zadzwonić i przecież wiesz że mam śmigłowiec i wystarczy, że dasz znać a ja zaraz będę blisko.. - uśmiechnęłam się pocieszająco - Wiesz, teraz to Jannette powinna być dla Ciebie najważniejsza, nie wypuścić jej ze swojego życia bo to wspaniała osoba.
V: Taak i tu masz rację, uwielbiam ją..
J: Tylko?
...
___________

I jak? Wiem ze długo czekaliście znowu.. Kilka miesięcy, ale postaram się częściej :* :*
Skomentujecie chociaż?
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!





Naat

niedziela, 29 stycznia 2017

114. I'm going to prison..

Siemka, cześć, aloha!!
Wróciłam z rozdziałami!! 
Zagląda tu ktoś jeszcze? Mam nadzieje że tak i FanFiction szybko wróci do tej swojej małej popularności :)
Licze na was kochani!! Nam nadzieje, że moja przerwa Was nie zniechęciła!!!!!

Objaśnienie:
J: - ja (Nathalie)
N: - Niall,
A: - adwokat,
Z: Zack,
M: - mężczyzna
K1,K2: - kobieta 1,2
______________________
 
Leżałam przed nim w samej bieliźnie, chciałam pomóc i jemu się rozebrać, ale odsunął moje ręce. Z cwaniackim uśmiechem ściągnął każdą część swojego dzisiejszego ubioru. Czemu wciąż czułam delikatne onieśmielenie? Obdarowywał moje ciało setkami drobnych pocałunków, od podbrzusza kierował się w górę, gładząc moje uda rękoma. Pragnienie było coraz większe, a wiedziałam że będzie doprowadzał mnie do szału.
N: Wiesz jak bardzo Cie kocham, prawda? - szepnął mi do ucha a zaraz potem ugryzł mnie w tym miejscu, te słowa wywołały niesamowite uczucie w moim brzuchu, motyle?! Nie wiem dokładnie jak to nazwać, ale to coś wspaniałego.. Chwile później biustonosz znalazł się na podłodze, pocałunki na piersiach, obojczykach, szyi, kości policzkowe i w końcu usta. Marzyłam by to wszystko nabrało tempa, żeby działo się szybciej, chciałam go mieć już w sobie. Ta miłość jest tak niewyobrażalnie wielka, że nie mam pojęcia jak wytrzymam bez niego za kartkami. Uciec nie mogę, Nathalie Horan tak nie postępuje.. - Nie wyobrażam już sobie życia bez Ciebie. Nie chce Cie kiedykolwiek stracić.. - i jak ja mam teraz zniknąć?! Ale przecież nie powiem mu że to nasza ostatnia noc, na nieokreślony bliżej czas. To by go zabiło! Albo zabiło mnie?!
       Ta noc, była czymś co na pewno zapamiętam na długo.. Będzie mi brakować Nialla, jego uśmiechu, błękitnych tęczówek, śmiechu, głosu, ciała. Wszystkiego co dotyczy jego osoby.. Przed wschodem słońca wydostałam się z jego ramion, zamruczał coś niezrozumiałe, ale na szczęście się nie obudził, spakowałam jakieś rzeczy. Oby Zack załatwił wszystko tak jak należy. Muszę stamtąd jak najszybciej wyjść, skończyć raz na zawsze w tym życiem, zatracić się w miłości do blondyna i nie przejmować się przeszłością. Żyć tak jak każda kobieta w moim wieku. Cieszyć się miłością, szczęściem i beztroskim życiem. W kuchni usiadłam przy stole, wzięłam kartkę i długopis i wysmarowałam krótki liścik do blondyna.
         
"Nigdy nie wątp w moją miłość Niall! 
Jest niewyobrażalnie wielka, tak jak Twoje serce..
Wrócę! OBIECUJE!! 
Nath xx "

Zostawiłam kartkę na stole i wyszłam z domu. Łza zakręciła mi się w oku, miałam ochotę się rozpłakać, ale wiedziałam że to i tak w niczym nie pomoże. Miałam jeszcze kilka godzin, podjechałam pod restauracje i zaszyłam się w biurze. Włączyłam komputer i przejrzałam wszystkie rozchody i przychody, dochody i koszty lokalu i muszę przyznać że Viki sobie całkiem dobrze radzi. Jest świetny w te klocki, co prawda nie ma aż tak dużych zarobków jak ja, ale wiele się nie różnią. Napisałam szybko maila do mojego prawnika, wiem że odczytuje pocztę zaraz po wejściu do swojego biura, także nie będzie żadnych opóźnień.. Czas minął mi dość szybko, pojechałam do mecenasa by załatwić tą sprawę.
J: Dzień dobry. - przywitałam się z mężczyzną.


A: Witam, właśnie skończyłem przyrządzać umowę. - wskazał na krzesło bym usiadła. - Jednak się Pani zdecydowała. - uśmiechnął się
J: Tak, myślę że to i tak już długo trwało. - skomentowałam i wzięłam swoje pióro w dłoń. Szybko wzrokiem przeleciałam po całej treści umowy i podpisałam w odpowiednim miejscu. - Z dniem jutrzejszym Pana szefem będzie Viktor, jednakże będę się z panem kontaktować, jak mu idzie.. W końcu to moje życie.. - uśmiechnęłam się słabo. - W razie jakichkolwiek jego problemów finansowych i innych o których będzie Pan wiedział, proszę mnie informować. - wstałam z miejsca. Mężczyzna skinął głową i wyciągnął dłoń w moją stronę.
A: Miło się z Panią pracowało, mam nadzieje że będzie Pani pamiętać że może na mnie liczyć w razie potrzeby.
J: Dziękuje, owszem będę.. - podziękowałam i wyszłam z jego biura. Nadszedł ten czas, wsiadłam w auto i podjechałam pod komisariat. Muszę jeszcze porozmawiać z Zackiem. Bez żądnego ostrzeżenie weszłam do jego gabinetu
Z: Nathalie?! Co Ty tu robisz? - był zaskoczony moim widokiem?!
J: Jak to? Tylko mi nie mów że niczego jeszcze nie próbowałeś załatwić.. - wściekłam się
Z: No wiesz.. - podrapał się po karku.
J: Kurwa! Zack! Miałeś mnie wyciągnąć z tego gówna, a Ty nawet nie próbujesz? Za mało Ci za każdym razem płaciłam, mógłbyś się chociaż raz odwdzięczyć.. ! - krzyczałam na niego.
Z: Uspokój się bo pogorszysz tylko swoją zjebaną sytuację.. - zaskoczył mnie doborem swojego słownictwa, myślałam że to bardziej ułożony mężczyzna i nerwy go nie ponoszą.
J: Grozisz mi? - usiadłam spokojnie na krześle.
Z: Nie, ale mówie jak jest. - zrobił to samo - ..poza tym właśnie dzisiaj mam rozmawiać z moim przełożonym w Twojej sprawie, nie licz na cud.. Zabiłaś dość wpływowego człowieka..
J: Moje wpływy się nie liczą?! - przerwałam mu
Z: Liczą, ale nie były tak liczne jak Billa. Nathalie musisz uzbroić się w cierpliwość. Załatwiłem Ci że będziesz sama w celi i to w takiej świeżo po remoncie. - uśmiechnął się lekko
J: Jakie kurwa pocieszenie.. - mruknęłam.
Z: Chodź, nadszedł Twój czas.. I nie martw się, zrobię wszystko żebyś szybko wyszła.. - powiedział ściszonym głosem. Powiedzmy że mu wierze.
          Przeszliśmy przez jeden korytarz, drugi i trzeci i weszliśmy w duże, drewniane drzwi. Było w niej jedno długie biurko, za którym siedziały dwie kobiety, stare z resztą, i jeden siwy mężczyzna. Na środku stało jedno krzesło, na którym posadził mnie Zack i sam stanął krok za mną.
M: A więc Nathalie Horan.. - zaczął siwy - ..postawiony zarzut to morderstwo Billa Smith'a. Naprawdę? - spojrzał zaskoczony na mnie. Czułam jakby mnie podziwiał za to.
J: Tak, jednakże to było w obronie własnej. - odpowiedziałam. Kobiety popatrzały na siebie a potem na mnie.
K1: Była Pani wcześniej notowana? - zapytała kobieta w blond włosach, na pewno miała całą moją kartotekę przed sobą.
J: Może mandaty drogowe. - rzuciłam.
K2: Bill Smith to była bardzo niebezpieczna postać, jego brak może albo pogorszyć sytuacje albo polepszyć i nie wiem czy mamy Pani dziękować czy zamknąć w więzieniu na kolejne stulecie. - gdybym nie siedziała to chyba bym sie przewróciła. Ja nie mogę na tyle lat zostawić Nialla!
M: Proszę poczekać na zewnątrz, musimy przedyskutować ją sprawę. - Zack złapał mnie za ramie i jak przystało na policjanta wyprowadził z sali.
Z: Myślę, że spojrzą na Ciebie przychylnym okiem. - uśmiechnął się, może i ma rację.
J: Mam nadzieję.. 
_______
I jak? Spodobała się? Mam nadzieje, że nie zapomnieliście całej fabuły :)
Zapraszam ponownie na to ff i zachęcam do komentowania i opisywania waszych uczuć związanych z tym opowiadaniem :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

środa, 16 marca 2016

Przepraszam!!!!!!!!!!!!!!!!

Cześć!!  :* :*


A więc tak, znów wyjeżdżam!! 
Tym razem nie wiem jak będzie z internetem, do tego moja twórczość wygasa.. Może jak ułoży mi się w życiu, to wrócę do tego ff, ale jak na razie muszę czekać..
Wyjeżdżam za granice, tym razem inne państwo!!
Jak tylko wena wróci od razu dodam rozdział!!!! OBIECUJE!!!!!!!!
Dziękuje wam za komentarze i że w ogóle to czytaliście!!!!! :* :* :* :*
Bez was nie było by tego FF :* :* :*



Naat

poniedziałek, 22 lutego 2016

113. Our last night..

Cześć!!
Przepraszam!!
Działo sie dużo! Przy ostatnim rozdziale pisałam że wróciłam, a tu odwalam wam miesięczną przerwę.. Przepraszam!! Ale musze wam powiedzieć, wróciłam do kraju, zamierzam jak na razie być w Polsce, do tego problemy z byłym chłopakiem i niesamowite uczucie z moja największą miłością!!
Oczywiście Horan zawsze będzie ważny, ale mój Misiek jest najważniejszy :* :* :*

Objaśnienie:
J: - ja (Nath),
N: - Niall,
Lou: - Louis,
Z: - Zack

Przypomnienie: Midnight Memories - restauracja Nathalie. 
_________________________

 J: Zrób wszystko, albo dowiedzą się jak głębokie masz kieszenie!
Z: Szantażujesz mnie?! - też sie denerwował, ale w większości przez to jak bardzo sie bał.
J: Ostrzegam.. - wyszłam szybko z pokoju a jeszcze szybciej z posterunku. Nie zamierzałam wracać do pałacu, musiałam załatwić ochronę dla mojego blondyna! Nie mogę mu powiedzieć że pójdę siedzieć, muszę coś wymyślić! Zatrzymałam sie pod Midnight Memories i wybrałam odpowiedni numer.. Oczywiste jest to że musiałam długo czekać aż odbierze. - Tomlinson?
- odezwałam się gdy w końcu to zrobił.
Lou: Nie wierze, że to Ty.. - mruknął zły.
J: Słuchaj, nie chodzi o mnie.
Lou: Ale to jednak Ty zadzwoniłaś! - nie był zadowolony.
J: Chodzi o Nialla, - nie daj się sprowokować Nath.. - ,wiem, że aktualnie nie masz co robić, mógłbyś zająć się jego ochroną?
Lou: Że co?! - wkurzył się - Oszalałaś? On jest dorosły! Nie potrzebuje niańki.. - co za kretyn!
J: Tomlinson skup się! Wiesz że Bill miał wielu w swojej armii, a teraz kiedy go nie ma, mogą się mścić! - zaczynałam krzyczeć.
Lou: A Ty?! - oburzył się.
J: Ja.. - zmieszałam sie, on też nie może wiedzieć, czemu sama nie mogę sie tym zająć - Ja muszę załatwić pewną sprawę. Zgadzasz sie kurwa czy nie?! - warknęłam na niego
Lou: Tak.. - mruknął - ..Kiedy i na ile? Co on wie? A czego ma nie wiedzieć? - zalewał pytaniami.
J: Od jutra rana, na nieokreślony na razie czas.. Nic nie wie, ale będzie wiedział tyle co Ty i powinno mu to wystarczyć! - mimo złości jaką zdążył u mnie wywołać ucieszyłam się. Niall powinien też byc zadowolony, ze spędzi czas z przyjaciółmi, a ja będę mogła cierpliwie czekać aż Zack załatwi bym wyszła. Nie wierze że pójdę za kratki, nie po to policjant dostawał tyle w łapę, bym teraz siedziała!
    Wróciłam do pałacu, Niall siedział w salonie i miał dziwną minę. Zignorowałam to i poszłam od razu do biura, muszę załatwić pewne sprawy. Ledwo zdążyłam usiąść za biurkiem i blondyn pojawił się w drzwiach.
J: Coś się stało? - zapytałam gdy tak stał i patrzył.
N: Miałem pytać o to samo.. - wszedł głębiej do pomieszczenia - .. Mam wrażenie że coś się dzieje.. - usiadł w fotelu.
J: Czemu tak sądzisz? - uśmiechnęłam się sztucznie.
N: Mnie nie oszukasz. - skomentował, czyżby aż tak doskonale mnie znał?! - Dzwonił do mnie Louis i.. - zamilkł, nic się nie odzywałam, chciałam usłyszeć co Tomlinson mu powiedział - I mogę spędzić z nimi jakiś czas? Zależy mi na tym, dawno ich nie widziałem. A teraz powinno być spokojniej, więc..
J: Możesz. - przerwałam mu - Ja muszę na jakiś czas wyjechać, nie ważne gdzie, ale Ty w tym czasie bądź ciągle z przyjaciółmi.. Proszę Cię, żebyś był ostrożny, żebyś nigdzie się sam nie pokazywał, tyle możesz chyba dla mnie zrobić? - czemu mój głos drżał?! Nie chciałam go kolejny raz zostawiać, ale doskonale wiem że uciec od tego nie mogę, znajdą mnie prędzej czy później, a tak Zack coś wymyśli, musi!!

N: Mówisz poważnie? Mogę się z nimi spotkać? - ucieszył się - Ale zaraz.. Jak to wyjechać, gdzie? Na ile? Czemu beze mnie? - masa pytań, na które trzeba znaleźć jakiekolwiek kłamstwo.
J: Nie utrudniaj, ciesz się wolnym czasem.. - powiedziałam cicho i zaczęłam wystukiwać byle jakie rzeczy w komputerze. Niall chwile posiedział i wpatrywał sie we mnie, ale kątem oka widziałam że coś chodzi mu po głowie. Wstał, podszedł do mnie i przykucnął, odwracając moje krzesło przodem do niego. Jego ciepłe dłonie spoczęły ma moich kolanach, głębokość jego oczy nie miała dna. Cisza pomiędzy nami była tak znacząca że oboje wiedzieliśmy w jaki sposób ten dzień może sie skończyć. Blondyn złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą, przeszliśmy do sypialni, zatrzymaliśmy sie przed łóżkiem i to było to czego pragnęłam. Stał za mną, jego palce muskały moją skore na karku, odgarnął włosy i poczułam gorące wargi Horana na ciele. Pierwszy dreszcz przeszedł wzdłuż kręgosłupa, zaraz po nim kolejny i jeszcze jeden. Odwróciłam się przodem do Nialla i złączyłam nasze usta. Żadne z nas nic nie mówiło, wiedzieliśmy czego chcemy.. Pocałunek nie był nachalny, całowaliśmy się powoli, namiętnie i bez jakiegokolwiek stresu. Nigdy wcześniej takiej atmosfery między nami nie było.. Jego dłonie na moich biodrach, moje palce w jego włosach. poczułam jak narzeczony delikatnie kładzie mnie na łóżko, a zaraz potem zaczął pozbywać się mojej dzisiejszej garderoby. Leżałam przed nim w samej bieliźnie, chciałam pomóc i jemu się rozebrać, ale odsunął moje ręce. Z cwaniackim uśmiechem ściągnął swoją każdą część dzisiejszego ubioru. Czemu wciąż czułam delikatne onieśmielenie? Obdarowywał moje ciało setkami drobnych pocałunków, od podbrzusza kierował się w górę, gładząc moje uda rękoma. Pragnienie było coraz większe, a wiedziałam że będzie doprowadzał mnie do szału.
N: Wiesz jak bardzo Cie kocham, prawda?
...

____________
Jeszcze raz was przepraszam!! 
Chociaż 5 komów? Się da się? :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

czwartek, 14 stycznia 2016

112. It is not an end of problems.. :/

Hejka.. :*
Jest tyle wyświetleń na każdym z postów, a liczba komentarzy nawet w najmniejszym stopniu nie odpowiada temu.. :( Post czyta około 550 osób a komów zaledwie 8, 9.. :( 
Ale chociaż czytacie, wiem, że to moja wina bo tak rzadko dodaje rozdziały, ale wiele się w moim życiu ostatnio działo.. Obiecuje że wracam!!!!

Objaśnienie:
J: - Ja (Nathalie)
N: - Niall,
Z: - Zack.
_________________

..wiedziałam że kiedyś go zabije, ale nie wiedziałam że w takich okolicznościach. Przypomniałam sobie o Niallu, rzuciłam broń i podbiegłam do niego, uklęknęłam przy nim i starałam sie go ocucić. - No obudź sie, jesteś Horan musisz sie obudzić. - potrząsałam nim delikatnie. - Niall proszę cie, kocham Cię.. - łkałam cicho, pierwszy raz mu to powiedziałam. Nie mogę go stracić! Pochyliłam sie nad nim i ucałowałam jego usta, nie reagował. Odsunęłam sie od niego i skuliłam chowając twarz.
N: Naath.. - od razu podniosłam głowę, na moich policzkach było pełno łez. - Krwawisz.. - przeraził sie i dotknął mojej rozciętej wargi.
J: To nic.. - wtuliłam sie w niego, co odwzajemnił dwa razy mocniej.
N: Powiedziałaś mi to? Czy mi sie tylko przyśniło? - spytał gdy się od siebie oderwaliśmy.
J: Ale co takiego? - udałam i zmarszczyłam brwi.
N: Że mnie kochasz..
J: Yhym. - tylko tak skomentowałam. - Chodźmy stad. - zarządziłam i wstaliśmy z podłogi. Blondyn się nie odezwał, wsiedliśmy do auta i bardzo szybko znaleźliśmy się w pałacu. Od razu poszłam pod prysznic, ubrałam bieliznę i  podkoszulek blondyna. Niall już leżał, miałam wrażenie że śpi, ale gdy zajęłam miejsce obok niego, otworzył oczy.
N: To był piękny sen.. - zaczął, a ja na początku nie wiedziałam o co mu chodzi.
J: Domyślam się, ale to nie był sen. Kocham Cię Niall od samego początku, od kiedy tylko zacząłeś się o mnie starać, od kiedy uprzykrzałeś mi życie. Tak bardzo jak miałam czasami ochotę cię zabić tak mocno kochałam. Przez Ciebie jestem teraz jaka jestem, potrafię pokazać Ci swoje uczucia, stałam się przez Ciebie słaba, ale też i silniejsza. Każde okazanie moich uczuć powoduje, że mięknę.. Ale też każde Twoje 'kocham Cię' sprawia, że nic mnie nie pokona. Jesteś moją jedyną słabością i jedynym powodem dla którego jeszcze walczę.. Nie muszę Ci codziennie powtarzać że Cię kocham, moje czyny i postawa do Ciebie o tym świadczy. - wyznałam, pierwszy raz w życiu powiedziałam komuś taką rzecz, ale on jest wart wszystkiego!
N: Co mam Ci teraz powiedzieć?! Że odkąd się w Tobie zakochałem, czekam na te słowa? To już trochę minęło.. - zaśmiał się i dotknął pierścionka zaręczynowego na moim palcu. - Nigdy nie wątpiłem, że coś do mnie czujesz, ale czasami nie wiedziałem czy to miłość, czy nienawiść.. - ucałował moje czoło. Wtuliłam sie w niego mocniej. - Zabiłaś go?
J: Tak..
N: Koniec z takim życiem? - dopytywał
J: Nie wiem, Bill miał wszędzie swoich ludzi, więc albo się będą mścić, albo sie wycofają. - nie znałam bardziej chronionego człowieka na świecie, prezydent USA ma pewnie mniejszą ilość ochrony niż Bill Sokołów i zabójców.
N: Chciałbym żeby to był koniec tej wojny. - nie odpowiedziałam mu już na to, nie wiedziałam nawet co..
    Kolejne dni były inne, codziennie sprawdzałam czy ktoś chce pomścić Billa, ale nikt się nie kwapił. Może jeszcze nie wiedzą?! Na pewno tak! Sprawdziłam pocztę i jedna wiadomość wydawała sie być najciekawsza. 


 "Witaj Nathalie,
                  Domyślasz sie czemu do Ciebie pisze, najlepiej jak pojawisz sie w moim  komisariacie. Nie tak łatwo będzie zapomnieć o Billu.. 

 Zack."
 
Świetnie, wręcz cudownie! Czyli albo pójdę siedzieć, albo mnie zabiją! Ubrałam sie szybko w eleganckie ubrania, zrobiłam makijaż, fryzurę i szukałam Nialla.

J: Niall?!! - nie słyszałam odpowiedzi, wróciłam do biura i sprawdziłam na kamerach. Dawno zapomniana czynność! Spał w swojej sypialni, dziwne.. Nie sądziłam że on jeszcze tak przebywa. - Niall..? - powiedziałam spokojnie siadając obok niego. Zamruczał coś, ale się nie obudził, ja nie zamierzałam czekać! - Wychodzę, nie czekaj na mnie.. - powiedziałam pewnie i wyszłam z pomieszczenia, znalazłam odpowiednie kluczyki i pojechałam. Dość szybko znalazłam sie przez policją, nie oglądając się za siebie weszłam do budynku i odnalazłam pomieszczenie w którym zawsze jest Zack. Musi mi wyjaśnić o co mu chodzi!
J: Witaj.. - przywitałam sie z mężczyzną.
Z: Jak dobrze, że tak szybko zareagowałaś na maila. - wskazał na krzesło na przeciw biurka.
J: Dobrze wiesz że zawsze tak jest.. - mruknęłam. Zack'a coś gryzło. - Przejdź od razu do rzeczy, nie owijaj w bawełnę! - postanowiłam.
Z: Ymm.. Wiem, że w życiu miałaś dużo problemów przez Billa..
J: Miałeś nie owijać. - upomniałam go.
Z: Tak, wiem.. - zaciął sie i patrzył w swoje papiery - ..Będziesz musiała iść do więzienia za zabicie go. - że co?!
J: Jak to? Przecież zabił tyle osób.. - denerwowałam sie, ale nie chciałam robić scen na komisariacie.
Z: Tak, ale też sfinansował większość policyjnych sprzętów.
J: Czyli to kurwa tak! - nie wytrzymałam - A już zapomniałeś ile przytuliłeś za każdym razem jeśli o mnie chodziło?! - wstałam z miejsca.
Z: Pamiętam i dlatego.. Proszę nie patrz tak na mnie.. - miałam nadzieje że nauczę sie kiedyś mordować spojrzeniem. - ..Dlatego posiedzisz w więzieniu tylko kilka dni, może tygodni.. Zrobię wszystko byś wyszła jak najszybciej.. - byłam wściekła, nie mogę iść siedzieć! Nie mogę zostawić teraz Nialla!
J: Oszalałeś?!! - oburzyłam się - Przecież tak wiele mi zawdzięczasz! Nie możesz niczego zrobić?!! - krzyczałam na niego.
Z: Przykro mi Nathalie.. Daje Ci dzień, jutro wstaw się tu o 1pm, albo wyślemy po ciebie odpowiednie służby! - powiedział stanowczo z kamiennym wyrazem twarzy.
J: Zrób wszystko, albo dowiedzą się jak głębokie masz kieszenie!
Z: Szantażujesz mnie?! - też sie denerwował, ale w większości przez to jak bardzo sie bał.
J: Ostrzegam.. - wyszłam szybko z pokoju a jeszcze szybciej z posterunku. Nie zamierzałam wracać do pałacu, musiałam załatwić ochronę dla mojego blondyna! Nie mogę mu powiedzieć że pójdę siedzieć, muszę coś wymyślić! Zatrzymałam sie pod Midnight Memories i wybrałam odpowiedni numer.. Oczywiste jest to że musiałam długo czekać aż odbierze. - Tomlinson?

...
_____________________
Może krótsze, ale myślę że się spodobało.. :*
Oczywiście że jeszcze końca nie będzie, w poprzednim rozdziale podroczyłam sie troszke z wami.. :*
Myślicie że Nathalie bez Billa już będzie miała lepiej? <3
Może z 10 komów? !!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!





Naat

środa, 6 stycznia 2016

111. I finished with You..

Hej xx
Minęło tyle czasu! Wiecie jak mi przykro ze dawno nic nie dodawałam :/
Brak czasu, to praca, to święta z rodziną, mogłam sie w końcu z nimi zobaczyć <3 Poza tym codziennie kłótnie z chłopakiem sprawiały że wena ulatywała, do tej pory tak jest, ale zmuszam się codziennie do napisania czegoś!!
PRZEPRASZAM!!!!!

Objaśnienie:
J: - ja ( Nathalie, potem Niall, znów Nath),
N: - Niall (potem Nath),
D: - Dave,
B:- Bill.
___________________

N: O czym plotkowałyście? - wyrwał mnie z zamyśleń. Szybko dotarliśmy do domu.
J: A o naszych zawodach.. - rzuciłam. Blondyn spojrzał na mnie przerażony. - Spokojnie, mówiłyśmy o gotowaniu.. - zaśmiałam sie - Jestem padnięta, idziesz spać?
N: Tak.. To tylko o tym co robicie? Widziałem jak pożerałaś mnie wzrokiem.. - teraz to on się zaśmiał, wiedział co mówi.
J: Czyżby?
Może głodna byłam.. 
N: Na pewno.. Po takim objedzie. - złapał mnie za biodra. Doskonale wiedział że rozmawialiśmy o nich.
J: Lubie na Ciebie patrzeć. - rzuciłam i wyrwałam się z jego objęć, prowokując go bardziej.
N: Yhym.. - mruknął. - A zapomniałbym, pojedziemy jutro do mojego domu? - zaskoczył mnie tym.
J: Po co? - zdziwiłam się.
N: Musze coś stamtąd zabrać..
J: Mieszkasz u mnie już tyle czasu i teraz Ci się przypomniało? - mój wspaniały humor od razu znikł. Powrót tam, choć na chwile wiąże sie z niebezpieczeństwem, tym bardziej że od dawna nikogo nie zabiłam, Bill ucichł.
N: Taak..
J: Nie ma takiej opcji.. - powiedziałam krótko i poszłam pod prysznic. Żeby pozwolić mu tam jechać muszę dokładnie wszystko sprawdzić, z resztą nie mam teraz czasu by tam wracać. Musze zająć sie trochę restauracją, a raczej całkowitym przepisaniem jej na Vika, niech chłopak ma coś w życiu ode mnie.
N: Nath.. - usłyszałam go, po chwili stał nago obok mnie, pod gorącym strumieniem wody.  - Pojedziemy tylko na chwile.. - dalej o tym.
J: Ale ja powiem kiedy. - skomentowałam krótko i wyszłam z kabiny. Niall musi sobie przypomnieć jak to w moim życiu jest. Przez te wszystkie czułości nawet ja zapomniałam!

*Oczami Nialla*
    Nathalie musi się zgodzić, może to co chce zabrać nie jest aż takie ważne, ale ja tęsknie za tym domem! Tak samo jak za chłopakami i wcześniejszym życiem. Oczywiste jest to że ją kocham, ale chce też mieć kontakt z przyjaciółmi. Dawno nic niebezpiecznego się nie działo, więc nie rozumiem czemu ona się tak martwi..
    Trwało to dość sporo i nawet mijaliśmy się w pałacu, rzadko rozmawialiśmy przez te kilka dni. Jeśli była w domu to i tak zamykała sie na całe dnie w swoim biurze, co to za życie skoro my się ciągle mijamy?! Chce by było inaczej, tak jak u normalnej pary.
N: Niall?! - usłyszałem ją, słyszałem również jak zbiega ze schodów.
J: Jestem w salonie. - odpowiedziałem normalnym tonem.
N: Zbieraj się, jedziemy. - powiedziała sucho. Byłem zaskoczony że tak nagle zmieniła zdanie. A może po prostu wszystko zorganizowała i wie że jest spokojnie. Zabrałem telefon słysząc ze przychodzi wiadomość. Dopiero w samochodzie odczytałem, to Bryan. 

D: ' Hej Horan, co u Ciebie? Dawno sie nie widzieliśmy, nie odzywałeś się! Może jakieś piwko? ' - jak zawsze pozytywnie nastawiony. Sam miałem ochotę wyskoczyć gdzieś z kumplami jak za dawnych czasów..
J: ' Siema :D Właśnie jadę do swojego mieszkania.. Dawno to ja wielu rzeczy nie robiłem.. A to piwko to chyba jednak odpada :/' - przypomniałem sobie jaka jest Nath.. 

D: ' To szkoda.. No ale odzywaj się czasami. ' - nie odpisałem już, nawet nie miałem co.. Po kolejnych 20 minutach dojechaliśmy do mojego mieszkania. Cieszyłem się że tu jestem, serce biło mi o wiele szybciej, w końcu tyle czasu minęło..

*Oczami Nathalie* 


               Coś mi nie pasowało, dużo aut stało wzdłuż ulicy, ale jedno najbardziej przykuło moja uwagę. Podejrzane, dziwnie znajome.. Weszliśmy szybko do środka, widziałam że on to jest w skowronkach, ale miałam złe przeczucie. Niall skierował się do salonu a ja zaczęłam przeszukiwać mieszkanie, kuchnia, sypialnia, pusto, weszłam do łazienki i usłyszałam podejrzany trzask. Wyjęłam pistolet przed siebie i bardzo szybko wróciłam do salonu, zauważyłam blondyna leżącego na podłodze.
J: Niall?! - podbiegłam do niego, uklęknęłam przy nim i sprawdziłam puls.. Żyje! Nagle poczułam mocny ból w okolicy głowy i karku, a przed oczami była już tylko ciemność.. Słyszałam kroki dookoła siebie i jakiś śmiech. Po jakimś czasie udało mi sie wrócić do przytomnych. Rażące słońce powodowało przymrużanie oczu i jeszcze większy ból.
B: Ooo śpiąca królewna sie obudziła! - usłyszałam szyderczy głos Billa?!
J: Czego chcesz?! - wysyczałam
B: Mówiłem Ci że ktoś sie nim zajmie.. - podniosłam sie delikatnie, oparłam sie o sofę za sobą.
J: Nie mówiłeś że to Ty sie za to weźmiesz.. - zaczęłam sie macać po plecach w okolicy paska od spodni. Zniknął mój pistolet!
B: Tego szukasz?! - pokazał mi moją broń - No nie mówiłem. Nie musiałbym tego robić gdybyś wszystkich nie wyeliminowała.. - mówiąc to wyjął magazynek z mojego pistoletu, a broń rzucił w moją stronę. Wzięłam ją do reki. - Haha!! - zaśmiał sie.
J: Przecież wiesz że jestem najlepsza. - Bill zaczął wyrzucać po kolei każdy pocisk z magazynku, które powodowały dość głośny dźwięk przy zderzeniu z podłogę, albo tak mi sie tylko wydawało.
B: A jednak przegrałaś! Dopadłem i Ciebie i lalusia.. - wskazał na blondyna rzucając w niego  pociskiem.
J: Może nie spodziewałam sie po ojcu takiego ruchu.. - ból odchodził w zapomnienie, a na jego miejsce wchodziła wściekłość!
B: Miałaś tak do mnie nie mówić! - wysyczał i uderzył mnie pięścią w twarz. Poczułam w ustach żelazny smak krwi, a to potęgowało moją złość. Spojrzałam na niego.
J: A jak mam mówić do mężczyzny który mnie wychował?! Hmm?!

B: Nie jestem twoim ojcem! Twoi starzy.. - zaciął sie i złowrogo uśmiechnął. Magazynek był już pusty. - Miło było patrzeć jak umierają. To ja ich zabiłem!! - wrzasnął, a w moich oczach zebrały sie łzy, nie pozwoliłam jednak żadnej spłynąć po policzku.
J: Wiesz dlaczego ludzi takich jak Ty zawsze dosięgnięcie sprawiedliwość?! - Bill spojrzał na mnie zdziwiony, a ja podniosłam sie i wycelowałam w niego, na co prychnął. - Bo zapominacie o pocisku w lufie! - źrenice Billa znacznie sie rozszerzyły i gdy już miał do mnie podejść, wystrzeliłam. Dostał w sam środek klatki piersiowej, upadł na podłogę ale starał sie podnieść. Włożyłam kolejny pocisk do broni i stanęłam nad nim. - Tak żałośnie wyglądasz tatusiu.. - zaśmiałam sie z niego - Moja sprawiedliwość dosięga każdego Bill! - kolejny strzał, tym razem śmiertelny. Popatrzałam na niego przez chwile, wiedziałam że kiedyś go zabije, ale nie wiedziałam ze w takich okolicznościach. Przypomniałam sobie o Niallu, rzuciłam broń i podbiegłam do niego, uklęknęłam przy nim i starałam sie go ocucić. - No obudź sie, jesteś Horan musisz sie obudzić. - potrząsałam nim delikatnie. - Niall proszę cie.. - łkałam już -  ..kocham Cię.. 

...
____________________
To co Bill nie żyje, Niall i Nath mogą żyć wiecznie razem, czyli teraz epilog?! Czy ciągnąć dalej ?<3
Może by tak z 15 komów? <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat


wtorek, 24 listopada 2015

110. You are beautifull!!!! :3

Hej !
Wiem, teraz też czekaliście, ale zdecydowanie mniej niż wcześniej :*
+ Muszę podziękować Nicola Dolezych..
Jannette jest ważna nie tylko w opowiadaniu ale i dla mnie, to moja przyjaciółka i wiem że mogę jej zaufać! Oby i ona wiedziała że ma we mnie wsparcie!!

Żancia ten rozdział dla Ciebie <3



Objaśnienie:
J: - Ja(Nathalie),
N: - Niall,
V: - Viktor,
Jann: - Jannette

___________________________


 Wróciłam do sypialni i wyjęłam z szafy seksowną bieliznę, zdążyłam ją założyć kiedy od wrócił. Teraz to on lustrował mnie wzrokiem a ja patrzałam na niego w lustrze. Bez słowa wyszedł z pomieszczenia, wiedziałam ze jeszcze chwile by tu został i miałby na mnie taką samą ochotę co ja na niego. Nie będę ustępować, ubrałam na to krótkie, bardzo krótkie szorty i koszule, zapięłam ją tylko do połowy tak że niemal wszystko było widać. Wiedziałam że nie będzie mógł się oprzeć..
Zeszłam na dół i znalazłam sie w kuchni gdzie Niall już był. Siedział przy stole i patrzył w okno.
J: Jajecznica? - spojrzałam na niego
N: Hm?
J: Chcesz jajecznice na śniadanie? - uśmiechnęłam się.
N: Jasne.. - coraz lepiej, Niall się do mnie odzywa, więc z górki. Włączyłam muzykę i zaczęłam do niej tańczyć. Co kilka chwil zerkałam ukrytkiem na blondyna, powstrzymywał uśmiech, ale wiem że jego wzrok wypalał dziury na moim ciele. Gdy kolejny raz spojrzałam na mojego czubka miał przed sobą szeroko otwartą gazetę. Wyłączyłam palniki i podeszłam do niego na paluszkach.
J: Ty nie czytasz gazet! - zaśmiałam sie na widok jego reakcji, chłopak aż podskoczył na krześle.
N: Nie, ale świetnie zasłania twoje wygłupy.. - starał się nawet na mnie nie patrzeć.
J: Wiem, że chcesz dołączyć! - pociągnęłam go za rękę i zaczęłam razem z nim tańczyć do rytmicznej piosenki. Śmialiśmy się tak głośno że muzykę zagłuszaliśmy. - Ale się zmęczyłam.. - westchnęłam gdy wyłączyłam odtwarzacz. Spojrzałam na narzeczonego, szczerzył sie szeroko i wiedziałam że podobało mu się takie coś, sama byłam w tej chwili szczęśliwa!
N: Kocham Cię i nie odpuszczę Ci teraz. - podszedł szybko do mnie, wziął mnie na ręce i usadził na stole. Bez żadnych zahamować, wpił sie w moje usta i napierał niesamowicie mocno. Swoimi zimnymi paluszkami rozpiął do końca moją koszule i rozporek w spodenkach. Wiedziałam że długo nie wytrzyma! A ja sama nie byłam mu dłużna, ściągnęłam z niego t-shirt i zajęłam sie jego spodniami. - Specjalnie to wymyśliłaś, co nie? - mówił pomiędzy pocałunkami, które składał na mojej szyi.
J: Ale co? - udałam.
N: Ty doskonale wiesz o co mi chodzi. - zaśmiał sie zadziornie i poczułam jak gwałtownie i agresywni we mnie wchodzi..
    Ten sex był niesamowity, oboje go tak bardzo pragnęliśmy że nie mogło być inaczej. Cały dzień leniuchowaliśmy, razem ugotowaliśmy obiad, było tak beztrosko..
J: Chcesz jechać ze mną do Midnight Memories? - spojrzał w moje oczka, leżał na moich kolanach, kochałam się bawić jego włosami.
N: Możemy jechać.. - podnieśliśmy się z kanapy i zabierając kurtki wyszliśmy.
J: Jakie auto? - uśmiechnęłam się.
N: Jaguar? - zapytał nieśmiało, zgodziłam się i ruszyliśmy. Szybko pokonaliśmy drogę do restauracji, Niallowi jak zwykle buzia się nie zamykała, ale to dobrze. To znaczy że jest szczęśliwy!
J: Hej Vik.. - podeszliśmy do chłopaka, który właśnie stał przy swojej Jannette.
V: Cześć Nathalie.. Niall.. - podali sobie dłonie.
J: Co tam u was? Jak w restauracji? - uśmiechnęłam się do niego. Jannette promieniała tą ich miłością.
V: W restauracji świetnie, z resztą widzisz, klientów pełno, załoga dobrze sie sprawuje.. a u nas..
J: O tym porozmawiam z Jann.. - przerwałam mu - Który stolik wolny? - złapałam ja pod rękę.
V: 15.. Mówisz poważnie? - zdziwił się.
J: Tak, a Ty sobie z moim Niallem porozmawiaj, przecież jesteście facetami. - machnęłam rękę i skierowałam sie do wyznaczonego stolika. - To jak wam się układa? - uśmiechnęłam sie do brunetki.
Jann: Myślę że jest bardzo dobrze. Jest zapracowany ale to normalne, kocham go i aż nie moge uwierzyć że on kocha mnie. - spojrzałyśmy na nich. Stali w tym samym miejscu i o czymś zawzięcie dyskutowali.
Jannette<3

J: Dlaczego nie możesz uwierzyć? - zawiesiłam wzrok z powrotem na niej.
Jann: No spójrz tylko na mnie, niska, gruba, brzydka i do tego pracuje w kwiaciarni.. A on? Sexowny, mega przystojny, i do tego menadżer twojej restauracji.. Sprzeczne co nie? - uśmiechnęła się nerwowo.
J: Ty naprawdę oszalałaś.. - powiedziałam zaskoczona - ..Jak możesz tak o sobie mówić? Jesteś wspaniałą kobietą, wygląd nie jest wszystkim! A jeśli chcesz argumentów to proszę bardzo.. Wzrost to nie przeszkoda, zawsze to możesz słuchać jego serca gdy sie przytulisz, nie jesteś gruba, Ty widziałaś grubą osobę? - zaśmiałyśmy sie - .. Jesteś naprawdę śliczna, masz cudowne oczy, włosy, uśmiech, twoja cera jest taka idealna, nie jedna modelka o takiej marzy, a to że pracujesz w kwiaciarni dodaje Ci tylko uroku. Nie zadręczaj sie tym bo Ty naprawdę go uszczęśliwiasz, jeszcze nigdy go takiego nie widziałam, a znamy sie już dobrych kilka lat. Uwierz w siebie kobieto! - uścisnęłam pocieszająco jej dłoń, Jann aż się zarumieniła a oczy zaszkliły.
Jann: Dziękuje Ci, nawet nie masz pojęcia jak bardzo mi pomogłaś mówiąc to.. - otarła jedną łzę.
K: Przepraszam pani Horan, zdecydowały się panie co zamówią? - podszedł nieśmiało jeden z kelnerów.
J: Viktor niech wybierze dania. - odszedł, a ja znów spojrzałam na dziewczynę. Nie mam pojęcia jak ona mogła tak o sobie pomyśleć, jest wspaniała ale i mało pewna siebie. Viktor musi dać jej więcej wsparcia i zapewnić że to jak wygląda, a jest piękna, nie ma dla niego znaczenia. Musi zrównać z ziemią jej kompleksy bo są naprawde bezsensowne.. Nasz temat był bardzo ciekawy, zagadaliśmy sie na początku o kwiatach, potem o daniach lokalu a na końcu o naszych mężczyznach.. Ciekawe co oni robią?
N: No kochanie.. - pojawili się. - Czas się zbierać. - wyciągnął dłoń w moja stronę by pomóc mi wstać. Skorzystałam i już po chwili obejmował mnie w talii.
J: Jeszcze muszę tylko zajrzeć do biura, Vik.. - spojrzałam znacząco na bruneta i poszliśmy do mojego gabinetu. - W sobotę widzę Cie z Jann u mnie w pałacu, zrobię kolacje..
V: U Ciebie, na kolacji? Jann? Widzę że sie zakolegowałyście.. - ucieszył się
J: Można tak powiedzieć, jeśli ja skrzywdzisz odstrzelę ci torbę! - zagroziłam  - O 6pm w sobotę. - powiedziałam wychodząc. Wróciłam do Nialla i tym razem on prowadził auto. Zamyśliłam się o tej dziewczynie, mam nadzieje że moje słowa dotarły do niej i już nie będzie się takimi myślami katować..
N: O czym plotkowałyście? - wyrwał mnie z zamyśleń. Szybko dotarliśmy do domu.
J: A o naszych zawodach.. - rzuciłam. Blondyn spojrzał na mnie przerażony. - Spokojnie, mówiłyśmy o gotowaniu.. - zaśmiałam sie - Jestem padnięta, idziesz spać?
N: Tak.. To tylko o tym co robicie? Widziałem jak pożerałaś mnie wzrokiem.. - teraz to on się zaśmiał, wiedział co mówi.
J: Czyżby?
...
__________


I jak? Podobał sie!
A tak poza tym! Dziewczyny które mają podobny problem co moja bohaterka Jann! Nie możecie się tak zadręczać! Jesteście piękne! A wygląd to nie wszystko!! Jeśli ktoś z was tak żartuje to tylko dlatego ze musi dowartościować samego siebie i on nie jest nic warty! Uwierzcie mi!! :*

btw: Licze na choć 15 komów!! :*

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!






Naat