CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!

poniedziałek, 30 marca 2015

32. What are you doing with me?

Aloha :3 <3
Najpierw chce powiedzieć: WIELKIE DZIĘKI!!!! :* :*
Blog ma dopiero półtora miesiąca a już jest tyle wyświetleń :* <3 :D
Niech Hazzuś czuwa nad moim dzieckiem <3 :D
A teraz rozdział!! Będzie trochę inny :) Może bardziej weselszy, a mniej kryminalny :)
______________________

Tu jak zwykle było pięknie, te wszystkie światła, gorący klimat, a do tego nie muszę sie uganiać za Sokołami, wszystko czego teraz mi trzeba.. Rozpakowałam swoje rzeczy, odpaliłam komputer i upewniłam sie czy Bill ciągle jest w tej Rosji. Swoją drogą zastanawiające jest to co on może tam robić!?
          Pierwszy dzień w Miami, relaks, i jeszcze raz relaks. Pływanie w basenie, opalanie sie, nie musiałam sie niczym martwić. Na drugi dzień zadzwonił mój telefon, na wyświetlaczu pokazał mi sie Vik.
J: Hej! - odebrałam ze szczęściem w głosie.
V: O przepraszam, chyba pomyliłem numery.. - powiedział zdziwiony i rozłączył sie. Byłam zaskoczona, a po chwili znów zadzwonił.
J: No hej!
V: Nath, to na pewno ty?! - pytał zaskoczony.
J: Tak i nie rozumiem dlaczego sie rozłączyłeś! - powiedziałam z rozbawieniem.
V: Wiesz, nigdy nie odbierasz z taką radością ode mnie telefonu, więc mogłem podejrzewać że pomyliłem numer.. - miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
J: Czyli od Ciebie mam odbierać tylko ze złością? - zapytałam znacząco.
V: Niee.. - zaprzeczył szybko - ..Ty naprawdę poleciałaś do Miami? Czy mi sie śniło?
J: Naprawdę.. - uśmiechnęłam sie - Mówiłam Ci że muszę odpocząć od wszystkiego.. - rozsiadłam sie na leżaku nad basenem.
V: Dobrze że tyle mi płacisz za to wszystko, inaczej by mi sie nie opłacało..
J: Dobra dobra, nie przeginaj bo sie wkurzę.. - ostrzegłam go. - Nie wiem kiedy dokładnie wrócę, ale zajmij sie wszystkim..
Dom Nath w Miami :)

V: Tak jest! - rozłączyłam sie i dalej relaksowałam sie słoneczkiem. Po leżakowałam kilka godzin i stwierdziłam, że pójdę połazić po mieście..
    Do domu wróciłam pod wieczór, kupiłam sobie mnóstwo rzeczy i byłam zadowolona. Czasami w takich chwilach chciałabym mieć jakąś przyjaciółkę, ale zaraz potem przypominam sobie, że jej życie byłoby koszmarne. Zabrałam sie za robienie kolacji, muzyka cicho grała a ja nawet tanecznymi ruchami poruszałam sie po kuchni. Już zapomniałam jak to sie żyje beż żadnych stresów, czy obawy o swoje i innych życie. Gdy już kończyłam swój posiłek usłyszałam dzwonek do drzwi, nie spodziewałam sie nikogo, ale moje serce zabiło szybciej, a jeśli jakiś Sokół mnie znalazł?! Wzięłam największy nóż i poszłam otworzyć, schowałam ostrze za sobą i ostrożnie otworzyłam. Z jednej strony odetchnęłam widząc mojego gościa.
J: Nie sądziłam, że tak szybko dowiesz sie gdzie jestem..
N: A jednak.. - wyszczerzył sie. Wpuściłam go do środka i starałam sie by nie zauważył noża za moimi plecami. - To będą twoje najlepsze wakacje w życiu! - zapewnił i podszedł do mnie by mnie przytulic.
J: Zobaczymy. - opuściłam ostrze by sie nie skaleczył, odsunął sie i ze zdziwieniem spojrzał na moją dłoń. - Robię kolacje.. - wyjaśniłam i wzruszyłam ramionami.
N: Świetnie.. Jestem głodny jak wilk.. - wszedł głębiej do domu i cały czas na jego twarzy był wielki uśmiech. Aż sama zaczęłam sie szczerzyć jak głupia.
J: Gdzie sie zatrzymałeś? - zapytałam z ciekawości i nałożyłam nam kolacje.
N: W hotelu blisko plaży.. - wyjaśnił i zaczął zajadać. - To na co masz ochotę? - spojrzał na mnie, musiałam sie mocno powstrzymywać by nie palnąć żadnej głupoty.
J: Zaskocz mnie.. - uśmiechnęłam sie cwaniacko i wepchnęłam sobie do buzi jedzenie. Horan nie odezwał sie już podczas kolacji, wydaje mi sie że intensywnie myślał.
N: Obiecujesz że to co będzie sie działo podczas tego pobytu zostanie już na zawsze..? - zapytał z nadzieją gdy skończyliśmy jeść.
J: Nie mogę.. Nie mam pojęcia jak będzie w Londynie.. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Nie chce o tym myśleć. - uśmiechnęłam sie słabo i usiadłam na kanapie.
N: Masz racje. - uklęknął przede mną i złapał moje dłonie. Patrzał mi cały czas w oczy, było tam tyle pozytywnych uczuć. - Nie myślmy o tym co będzie, żyjmy chwilą.. - podniósł sie, zmuszając i mnie do tego. - Idziemy na spacer. - bardziej stwierdził niż zaproponował i pociągnął mnie do wyjścia. Nawet nie zdążyłam wziąć ze sobą bluzy czy telefonu. Chwile później znaleźliśmy sie na plaży, było ciemno, a gwiazdy świeciły dzisiaj nienaturalnie mocno. Blondyn nie puścił mojej dłoni, złączył nasze palce i cały czas sie uśmiechał. Opowiadał o wszystkim z takim zapałem, pasją, jakby nic innego nie miało dla niego znaczenia. Otworzył sie przede mną! Śmiałam sie co chwile, zapomniałam o wszystkich złościach, niebezpieczeństwach i walkach. Było tak jak od zawsze powinno żyć! Beztrosko i z osobą która potrafi wywołać tak szybkie bicie serca. Nawet kiedyś przy Tommim tak nie czułam. Niall jest inny, on przełamuje wszystkie moje zasady.. Z jednej strony jest to najlepsze co może być, ale z drugiej to niebezpieczne, bo łamie wszystko co budowałam przed całe życie. - Nie jest ci zimno? - zapytał gdy siedzieliśmy na piasku i wpatrywaliśmy sie w spokojne morze.
J: Niee.. - przeciągnęłam i w tym samym momencie poczułam jak obejmuje mnie ramieniem, zaczął dotykać mojej reki.
N: Jak to nie! Jesteś lodowata.. - przeraził sie
J: Nic nowego..

...
__________________
I co sądzicie?! Spodziewaliście sie takiej dobroci, radości ze strony Nath!?
Ja mysle, ze 10 komów dacie rade dobić!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!




Naat

sobota, 28 marca 2015

31. Quietly I wants you.. ~ Cicho chce Ciebie..

Hej :*
Warunek spełniony, ale teraz będzie trudniej! :*
Proponuje wam włączyć tą PIOSENKĘ do tego rozdziału.. :D
Mi sie ona strasznie podoba <3

Objaśnienie:
J: - ja (Nathalie),
V: - Viktor,
N: - Niall.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ 


Musze wyjechać, chociaż na kilka dni! To może rozwiązać mój problem na jakiś czas.. Moja złość pomimo tych myśli nie ustępowała, a Niall patrzał mi prosto w oczy, nic nie mówił, miałam nadzieje, że zrozumiał! Zaczęłam od niego odchodzić, poczułam jednak jego dłoń na moim nadgarstku, przyciągnął mnie bardzo mocno do siebie i wpił sie w moje usta. Intensywnie na nie napierał! Oszalał do końca!! Nie odwzajemniłam, byłam zaskoczona, wyjęłam broń zza pleców i przyłożyłam mu do szyi. Chłopak gdy tylko poczuł zimną lufę na swoim ciele od razu przestał mnie całować. Wściekłość rozsadzała mnie od środka! - Zgłupiałeś?! - warknęłam - Ja Cie ostrzegam, daje rade żebyś zniknął z mojego życia, a Ty mnie całujesz?! Życie Ci nie miłe?! - wrzeszczałam na niego
N: Strzelaj! - odezwał sie, pierwszy raz odkąd tu jesteśmy - Jeżeli w ten sposób ułatwisz sobie życie, zrób to.. - co on ze mną robi??! Opuściłam broń i położyłam na masce samochodu, sama sie o nią oparłam i schowałam twarz w dłonie. Przez niego staje sie słaba.. Poczułam jak chłopak staje przede mną i przyciąga do siebie, tulił mnie, a ja z całych sił starałam sie odsunąć od siebie myśli odwzajemnienia tego. - Ja wiem, że ty też chcesz bym był blisko.. Nie opieraj sie.. - mówił cicho do mojego ucha.
J: Ty nic nie rozumiesz.. - odsunęłam go od siebie - Moje życie to ciągły strach, przemoc i krew.. A ty?! Ty jesteś bezbronny, niewinny.. Nie poradzisz sobie będąc przy mnie.. Oni mogą Cie w każdej chwili zastrzelić, nawet teraz możemy być na celowniku któregoś z sokołów.. - chłopak automatycznie sie rozejrzał, jednocześnie w jego oczach pojawił sie strach. - Wsiadaj! - rozkazałam zabierając broń usiadłam za kierownicą, chłopak wykonał moje polecenie i ruszyłam.

http://media.tumblr.com/095301411090b9350c971687b370df82/tumblr_inline_mfdqlkESFB1rt1611.gif N: Nie możesz chociaż dać mi szansy? - poprosił cicho
J: Nie..
N: Czyli chcesz żebym zniknął?! - spojrzał na mnie
J: Tak. - może w końcu zrozumiał.
N: A jeśli ja chce Ciebie, nawet jeżeli w pakiecie jest takie coś?! - teraz to ja na niego spojrzałam, może trochę dłużej niż to było konieczne bo usłyszałam przeraźliwe trąbienie, prosto na nas jechał samochód! Skręciłam szybko na swój pas i wzięłam głęboki wdech. Nie byłam przerażona sytuacją która zdarzyła sie przed chwilą, tylko tym co powiedział blondyn..
J: Posłuchaj, wyjadę i.. - urwałam - Jeżeli w jakiś sposób dowiesz sie gdzie, i pojawisz sie tam.. Zastanowię sie nad tym wszystkim..
N: Mówisz poważnie..? - zapytał z radością, przerywając mi, skarciłam go wzrokiem.
J: Powiedziałam że sie zastanowię, a to nie oznacza że będziemy razem, w moim słowniku nawet nie ma czegoś takiego..
N: Ale i tak sie ciesze. - ucieszył sie i widziałam kątem oka jak na jego twarzy widnieje wielki banan. Odstawiłam go pod jego dom i poczekałam, aż wejdzie do środka i zamknie drzwi. Migiem znalazłam sie w pałacu, wyjęłam wielką walizkę i zaczęłam wrzucać do niej ubrania, kosmetyki, broń. Zajęło mi wszystko niecałe dwie godziny i pozostało mi tylko zastanowić sie gdzie mogłabym polecieć. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Vikiego.
V: Nath, wiesz która jest godzina? - odebrał zaspany.
J: Nie.. - spojrzałam na zegarek, było już po 3 w nocy.
V: Coś poważnego?
J: Pierwszy kraj, wyspa czy cokolwiek co przychodzi ci do głowy..
V: Coo?! - zapytał zaskoczony.
J: Mów. - powiedziałam przez zęby
V: Miami.. - powiedział od niechcenia.
J: W porządku i nawet dobrze sie składa.. Mam tam dom.. - uśmiechnęłam sie sama do siebie. - Przejmujesz dowodzenie w Midnight Memories na jakiś tydzień lub dwa.. - rozłączyłam sie i zjechałam windą na parter, zabierając walizkę. Musze jeszcze sprawdzić czy aby na pewno Bill nic nie planuje w tym tygodniu i czy nawet jeśli on nie poleci za mną to będzie bezpieczny. Zostawiłam torbę na dole i powędrowałam do biura, wpisałam odpowiednie hasła w komputerze i sprawdziłam to. Bill aktualnie wyjechał gdzieś do Rosji i dał każdemu wolne, co jest dla mnie prawdziwym szokiem! On nigdy tak nie robił! Zabrałam laptopa ze sobą i wróciłam po walizkę, załadowałam wszystko do meleksa i pojechałam pod lądowisko gdzie jest mój śmigłowiec. Kilka minut później łączyłam sie już z wierzą kontrolną Londynu i prosiłam o start.
W: Irish Nathalie masz pozwolenie na start! - usłyszałam w słuchawkach.
J: Dzięki, bez odbioru! - wystartowałam i teraz czeka mnie jakieś cztery godziny lotu.. Cudownie było widzieć budzący sie świat do życia, nie miałam żadnych problemów podczas lotu tak samo jak podczas lądowania. Wieża kontrolna dała pozwolenie na lądowanie i mogłam zacząć swoje wakacje. Tu jak zwykle było pięknie, te wszystkie światła, gorący klimat, a do tego nie muszę sie uganiać za Sokołami, wszystko czego teraz mi trzeba.. Rozpakowałam swoje rzeczy, odpaliłam komputer i upewniłam sie czy Bill ciągle jest w tej Rosji. Swoją drogą zastanawiające jest to co on może tam robić!?

...
_______________________
Spodziewaliście sie tego, że Nath będzie chciała zabić Nialla?!

Ja wiem, że dacie rade żeby było 7 komów!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!




Naat

czwartek, 26 marca 2015

30. Go with me!

Hej :*
Kochani, wiem, że wszyscy jesteśmy pogrążeni w smutku ale jest 30 rozdział.. !!

POD ROZDZIAŁEM WAŻNA NOTKA, PRZECZYTAJCIE I NAPISZCIE CO SĄDZICIE!!!!!!!!!!!!!

Objaśnienie:
K1: - Kelner1,
J: - ja (Nath),
N: - Niall,
V: - Viktor.

___________________________

Zabrałam sie za przygotowywanie dań, szło mi całkiem dobrze, jak zawsze z reszta. Pod koniec dnia znów klienci chcieli rozmawiać z kucharzami swoich dań. Na szczęście nie wychodziłam, ale czuje że szybko to sie wydarzy.
K1: Pani Nathalie.. - podszedł niepewnie z przestraszoną mina jeden z kelnerów.
J: Słucham? - spojrzałam na jego przestraszona twarz, od razu odwrócił wzrok.
K1: Proszona jest Pani na sale. - powiedział i odszedł, nawet nie czekał na moja odpowiedź. Westchnęłam tylko z bezradności zachowaniem niektórych kelnerów, umyłam ręce i wyszłam na sale. Rozejrzałam sie po sali i już wiedziałam kto chciał ze mną rozmawiać..
N: Czemu uciekłaś w środku nocy?
- zapytał lekko oburzony
J: Tylko po to przyszedłeś?! Jestem zajęta. - denerwowałam sie
N: Nie.. Chciałem Ci coś zaproponować. - na jego twarzyczce pojawił sie uroczy uśmiech i zaczynałam sie bać jego propozycji. - Chciałbym, żebyś ze mną wyjechała na krótkie wakacje.. - że co kurwa?!
J: Nie bądź śmieszny Niall.. - zaśmiałam sie ironicznie.
N: No proszę Cie, jesteś przepracowana, masz dużo stresu i musisz odpocząć.. - argumentował swoją propozycje.
J: Nie jestem przemęczona ani zestresowana.. - znów sie zaśmiałam - Nie zgadzam sie! - zaprzeczyłam pewnie
N: Nie jesteś?! A to twoje osłabienie ostatnio.. Nathalie spałaś prawie dwa dni łącznie z nocami.. - złapał mnie za dłonie i ścisnął lekko. Rozejrzałam sie i niemal każdy klient patrzał tylko na nas.
J: Niall przyszedłeś tu coś zjeść? - spytałam starając sie uspokoić buzujące już nerwy
N: Yyy, co, niee.. - za jąkał sie
J: Idź stąd! Nie mam czasu! - nie czekałam na jego sprzeciwy czy błagania, wyrwałam sie z jego rąk i wróciłam na kuchnie. - Chyba muszę wprowadzić tu jakieś dodatkowe zasady.. - powiedziałam do Vikiego. Chłopak czekał na zamówienie które właśnie kończyłam.
V: Kolejne?! - zaśmiał sie, na co spojrzałam groźnie na niego.
J: Chodzi mi o to że jeżeli będzie wołał mnie Niall, to macie mówić że mnie nie ma.. - uśmiechnęłam sie do niego, chłopak przewrócił oczami.
V: I będziesz każdemu po kolei przedstawiać Nialla, żeby wiedzieli że to on?! - zaśmiał sie - Wiesz co ja myślę? - pokiwałam głową na 'nie' - Myślę że strasznie go lubisz, ale Twoje 'zasady'.. - zrobił cudzysłów w powietrzu -  ..nie pozwalają Ci na okazywanie tego. - zabrał zamówienie i odszedł ode mnie. Stałam wmurowana w podłogę, ściągnęłam błyskawicznie fartuch i poszłam do biura. Viktor wkurzył mnie, jak może mnie o takie rzeczy posądzać!? Niall i ja to temat niemożliwy i on dobrze o tym sie. Przebrałam sie w swoje ciuchy i wyszłam z restauracji. - Co jutra.. ! - krzyknął do mnie z uśmiechem na twarzy. Nie odpowiedziałam mu, wyszłam z lokalu i w oczy rzucił mi sie blondyn. Marzyłam by nie podchodził do mnie, ale oczywiście moje marzenia sie nie spełniają. 

N: Pojedź ze mną.. - prosił, gdy znalazł sie obok mnie.
J: Nie! - odpowiedziałam krótko i stanowczo. Cały czas szłam w kierunku parkingu.
N: Proszę Cie.. Jeżeli Ci sie nie spodoba, więcej mnie nie zobaczysz.. - zatrzymałam sie w pół kroku. To była interesująca propozycja.. Chociaż, jeśli ktoś zobaczy mnie razem z nim i nawet jeśli nie spodoba mi sie, to i tak będę musiała robić to co do tej pory..
J: Znikniesz? - zapytałam jednak odwracając sie do niego.

N: Tak.. - powiedział to z trudem, widziałam w jego oczach że tego by nie chciał.
J: I tak sie nie zgadzam! - odparłam pewnie i wsiadłam do samochodu, Niall szybko obszedł samochód dookoła i wsiadł na miejsce pasażera. Bez słowa odpaliłam auto i ruszyłam z parkingu. Nie odzywaliśmy sie, byłam na niego wściekła! Co on sobie wyobraża?! Już zapomniał jak przy nim dostałam kulkę?! Było już całkiem ciemno, wyjechałam poza miasto i zatrzymałam sie na jakiejś bocznej drodze. Wysiadłam z samochodu chowając broń za paskiem od spodni na plecach, byłam jeszcze bardziej zdenerwowana niż na parkingu. Blondyn wysiadł zaraz za mną, podeszłam do niego i wrogo patrzałam w jego tęczówki. - Co ty sobie wyobrażasz?! - krzyknęłam - Jeszcze Ci mało?! Nie widzisz że zadawanie sie ze mną i przebywanie w moim towarzystwie jest niebezpieczne?! To że mnie postrzelili niczego ciebie nie nauczyło?!! - wrzeszczałam na niego, był przestraszony, stałam bardzo blisko niego, miałam ochotę go zastrzelić, to bardzo ułatwiło by mi życie.. Ale nie mogę! Nie jestem z takich ludzi, chłopak niczym nie zawinił, i chyba coraz bardziej chce przebywać blisko niego, a Vik ma racje. Ale tego też nie mogę! Jedynym wyjściem z sytuacji będzie zostawienie go tu.. Nieee.. Musze wyjechać, chociaż na kilka dni! To może rozwiązać mój problem na jakiś czas.. Moja złość pomimo tych myśli nie ustępowała, a Niall patrzał mi prosto w oczy, nic nie mówił, miałam nadzieje, że zrozumiał! Zaczęłam od niego odchodzić, poczułam jednak jego dłoń na moim nadgarstku, przyciągnął mnie bardzo mocno do siebie i ...
...
__________________________
Oczywiście najpierw mój warunek!!
5 komów i jest kolejny rozdział!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!





A teraz NOTKA!!
Chodzi mi o niektóre Directioner.. Szlak mnie trafia jak widzę posty typu: 'Jak Zayn nie wróci, przestaje być Directioner!'
albo: Gdy przy postach o odejściu Zayna widzę [*], ludzie przecież on żyje!! A niektórzy zachowują sie jakby umarł!!
Mam nadzieje, że wy z tych osób nie jesteście i macie podobne zdanie do mnie, jeśli jednak nie, to zastanówcie sie nad tym wszystkim..

Naat


środa, 25 marca 2015

OBIETNICA!!!

Post z mojego drugiego bloga.. Nie było sensu pisać inaczej skoro to jest to co myślę!!

Cześć..   
Zapewne już wiecie..   
Zayn odszedł! :"(   
One Direction to już nie to samo, ale nie zostawimy Nialla, Hazzy, Louisa, ani Liama.. Dalej będziemy Directioners!!!
 https://www.facebook.com/onedirectionmusic/posts/869295683125227
To jest oficjalna strona 1D, napisane tu jest że Zayn odszedł, że jest im przykro, ale dalej będą przyjaciółmi.. Najważniejsze jest to że chłopaki będą nagrywać kolejny album, dalsze trasy.. To nie koniec One Direction, ale to już nie będzie to samo!! Chłopaki będą dalej przyjaźnić sie z Malikie, co jest oczywiste!! Oni są braćmi do końca życia!!

Ja przenigdy nie zapomne o Zaynie, to jest po prostu nie wykonalne.. !! Mam 20 lat i staram sie nie rozryczeć jak małe dziecko.. Obiecuje wam, że pomimo tego że Zayn odszedł JA dalej będę pisać imaginy z nim! To jest pewne, dalej będziemy publikować jego zdjęcia i jak jak było wcześniej. Tu sie nic nie zmieni!! Obiecuje to wam!!
Jest mi cholernie źle że do tego przyczyniły sie Directioner.. Zayn po prostu miał już dość plotek, oskarżeń i innych takich rzeczy. To wykańczało jego jak i jego związek z Perrie..

ZAYN NIGDY O TOBIE NIE ZAPOMNE!! ZAWSZE BĘDZIESZ DLA MNIE CZŁONKIEM ONE DIRECTION!! 



KOCHAMY WSZYSTKO CO TWOJE ZAYN!!!!



















ZAŁAMANA, ZROZPACZONA I SMUTNA NAAT!!

wtorek, 24 marca 2015

29. What here am I doing?!

Witajcie!!
Nie wiem czy wszyscy wiecie, ale mam za miesiąc maturę!! Tak, MATURĘ! Muszę sie uczyć i to ostro, dlatego tak mało mnie tu teraz jest!! Musicie zrozumieć, nie tylko tego bloga 'zaniedbuje', z imaginami tak samo.. 
Macie 29 rozdział i myślę że spełnicie warunek bez problemu.. :)

Objaśnienie:
J: - Nath,
V: Viktor,
K1, K2: - Kelner1, Kelner2,
N: - Niall. 

Przypomnienie:
Midnight Memories - restauracja Nathalie.
__________________________

~Oczami Nialla~
...Rano gdy sie obudziłem jej już nie było, wyskoczyłem z łóżka jak poparzony i zacząłem szukać jej po całym domu. Nigdzie jej ni było, ale tego mogłem sie spodziewać. Nie zostawiła żadnej wiadomości, nic, kompletnie nic. A ja sie tak staram, walczę o jej względy a ona w środku nocy znika.
 

~Oczami Nathalie~
Obudziłam sie w środku nocy, ale to pomieszczenie za cholerę nie było mi znajome. Poczułam że na mojej talii jest jakiś ciężar, odkryłam z siebie kołdrę i zauważyłam że koło mnie leży jakiś chłopak. Nie możliwe, o ile dobrze pamiętam nie piłam żadnego alkoholu już od bardzo dawna, nie byłam na żadnej imprezie z Vikim, więc.. Pamiętam, rozmowę z Niallem, a potem że mdlałam, o nie! Wyszłam z łóżka tak żeby go nie obudzić, to faktycznie on, śpi razem ze mną! On nie zdaje sobie sprawy, że takie rzeczy mają poważne konsekwencje?! A jeśli Bill i reszta wiedzą że jestem u niego?! W mgnieniu oka wyszłam z sypialni, gdy tylko otworzyłam drzwi frontowe uderzył mnie zimny powiew wiatru. Nie myśląc wiele, wzięłam jakąś bluzę Nialla i wyszłam z jego domu. Miałam spory kawałek do swojego pałacu, ale za to restauracja jest bliżej. Nie wiem czy Vik zaprowadził gdzieś moje auto i mam nadzieje, ze nie, bo w kieszeni spodni znalazłam kluczyki od auta. Niemal biegłam do restauracji, czułam sie dziwnie, byłam zła, serce waliło mi jak oszalałe.. Czułam strach?! Czemu?! Dlaczego?! Nie umiałam sobie na te pytania odpowiedzieć, to nie jest dla mnie normalne. Może to być też efekt uboczny tych leków.. Zauważyłam swój samochód, wsiadłam i pojechałam do domu, chciałam już znaleźć sie w swoim pałacu. Kilka minut później siedziałam już na swoim łóżku z laptopem na kolanach. Musze sie dowiedzieć czy Bill coś kombinuje, miał jakoś cały tydzień do zaplanowania czegoś, ale niech nie myśli! Wracam do gry! Kontaktował sie ostatnio z Markiem, ale o ile kojarzę gościa i temat ich rozmowy to nie rozmawiali o Niallu. Odłożyłam sprzęt i powędrowałam do łazienki, moja rana prawie całkowicie sie zagoiła, został tylko brzydki strup. Wykąpałam sie i ubrałam w piżamę, zasnęłam od razu ale też szybko sie obudziłam.. W przedpokoju na wieszaku zauważyłam bluzę Nialla, na mojej twarzy pojawił sie mimowolnie uśmiech. Miło z jego strony że sie mną zajął, na pewno wie, że mogło to mu zagrażać, a pomimo to jednak wziął mnie do siebie. Chyba mu jej nie oddam, jak będę o nim myśleć to w niej pochodzę. Zadowolona ze swoich myśli wyszłam z domu zabierając wszystko co potrzebne. Wiedziałam, że to co zaczynam do niego czuć, nigdy nie może wyjść na wierzch i nawet jeśli w domu będę sie na myśl o nim uśmiechać, to muszę dalej grać niedostępna i nieugiętą..
J: Vik?! - zawołałam gdy weszłam do szatni pracowników - Jesteś już?! - rozejrzałam sie po kelnerach. Każdy tylko kiwał głową na przywitanie, ale żeby sie odezwać i powiedzieć że go nie ma to żaden sie nie odzywa. - A wy co?! Języków zapomnieliście?!
K1: Nie szefie.
K2: Przepraszamy szefie.. - widziałam w ich oczach strach.
V: Co ich straszysz? - pokazał sie w końcu, z jego wielkim uśmiechem. Przywitał sie uściskami dłoni z reszta i podszedł do mnie - Hej, jak sie czujesz?! Mam nadzieje, że już lepiej.. - spojrzał na mnie znacząco.
J: Tak, już jest dobrze. Chodź. - powiedziałam i nie czekając zaczęłam iść do swojego biura. Chłopak razem ze mną wszedł i zamknął za sobą drzwi. - Musimy porozmawiać.. - usiadłam za biurkiem.
Viktor :)
V: Mam sie bać?! Chodzi bardziej o restauracje, czy o Nialla? - zajął miejsce przede mną i spojrzał wyczekująco na mnie.
J: Chyba to i to.. - westchnęłam - ..Ale najpierw. Czemu mnie z nim wtedy zostawiłeś?!
V: No, bo nie chciałem wam przeszkadzać.. - wzruszył ramionami. Jaki on kulturalny jest!
J: A zdajesz sobie sprawę, że dopiero dzisiaj w nocy pojechałam do siebie?!
V: Co?! - był zaskoczony - Spędziłaś z nim noc?!
J: Oszalałeś?! Na pewno nie w ten sposób! - podniosłam głos - Zemdlałam mu w ramionach, jak odszedłeś! - wyjaśniłam - Gdybyś został była bym w domu, wiesz, że tak nie powinno było sie stać, a jeśli oni już wiedzą?!
V: Nie mów teraz że to moja wina! - również podniósł głos, ale skarciłam go wzrokiem.
J: Nie pozwalaj sobie! Nie zrzucam tego na Ciebie.. Dobra, koniec tematu. - wzięłam uspokajające oddechy i spojrzałam na niego - Chodzi mi o to że muszę wyjechać..
V: Jak to?! - spytał zaskoczony
J: Normalnie..
V: Dlaczego?
J: Musze odpocząć, może coś załatwić..
V: Albo kogoś.. - uśmiechnął sie - Gdzie? - kolejne pytanie
J: Nie mam pojęcia jeszcze gdzie..
V: Na ile? I z kim? - on naprawdę oszalał.
J: Tatuś Ci sie włącza?! Nie powinno cie to interesować, jestem już dawno dorosła i samodzielna, na pewno sobie ze wszystkim poradzę.
V: To ja wiem.. - zaśmiał sie - Oki, ale czemu mi to mówisz? - zaciekawił sie
J: Ktoś musi przejąć na ten czas Midnight Memories.. - spojrzałam znacząco na niego.
V: Że w sensie ja?! A myślałem że zabierasz mnie ze sobą.. - mruknął z udawanym niezadowoleniem, zaczęłam sie z niego śmiać.
J: Taa.. Nie za dobrze Ci?! I tak za dobrze Ci płace.. - stwierdziłam. - Jak sobie wszystko zorganizuje to dam ci znać, a teraz idź już sobie. - wygoniłam go i zaczęłam szperać w komputerze. Katem oka widziałam jak wychodzi z biura, nie wiem czy te wakacje to dobry pomysł, ale muszę wyjechać i wszystko sobie poukładać. Do tego chyba odwiedzę Filiphe i sprawdzę jak sie ma jego córeczka.. Załatwiłam wszystkie sprawy związane z restauracją i poszłam do kuchni zabierając swój fartuch. Viki dyrygował wszystkimi, ten chłopak naprawdę dobrze sobie radzi i coś czuje że kiedyś Midnight Memories zostanie jego. Musze pomyśleć nad przepisaniem mu jej, bo sama nie wiem kiedy mój majątek zostanie bez właściciela.. Zabrałam sie za przygotowywanie dań, szło mi całkiem dobrze, jak zawsze z resztą. Pod koniec dnia znów klienci chcieli rozmawiać z kucharzami swoich dań. Na szczęście nie wychodziłam, ale czuje że szybko to sie wydarzy.
K1: Pani Nathalie.. - podszedł niepewnie z przestraszoną mina jeden z kelnerów.
J: Słucham? - spojrzałam na jego przestraszona twarz, od razu odwrócił wzrok.
K1: Proszona jest Pani na sale. - powiedział i odszedł, nawet nie czekał na moja odpowiedź. Westchnęłam tylko z bezradności zachowaniem niektórych kelnerów, umyłam ręce i wyszłam na sale. Rozejrzałam sie po sali i już wiedziałam kto chciał ze mną rozmawiać..
N: Czemu uciekłaś w środku nocy?

...
_________________
To jak ?! 10 komów!!! :D
Dacie rade!! Ja to wiem!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

niedziela, 22 marca 2015

28. I will faint..

Aloha :3
Musze wam powiedzieć, nie mam pojęcia co będzie dalej.. Jak na razie :) Wszystko wyjdzie z czasem, a do tego zbliżająca sie MATURA, muszę wziąć sie ostro za naukę więc rozdziały będą pojawiać sie rzadziej, ale nie jest to przeszkodą do KOMENTOWANIA :D !! 

A i chciałam sie z wami podzielić świetnym remixem :D 
Night Changes :D
____________________

V: Jak sie czujesz? - podszedł do mnie.
J: Działo sie coś w restauracji? - wyminęłam jego pytanie.
V: Nieee.. - przeciągnął, on coś ukrywa!
J: Czego mi nie mówisz? - spojrzałam w jego oczy
V: Nic konkretnego, tylko..
- zamilkł - ..Niall przyszedł, pytał o Ciebie.. - moje nerwy wzbijały sie na szczyt możliwości. Przeszłam z Viktorem w bardziej ustronne miejsce.
J: Powiedziałeś mu coś? - zapytałam zła
V: Nie.. Wypytywał czy coś wiem, jak sie czujesz.. Nie chciał mnie słuchać, pewnie dzisiaj też przyjdzie.. - westchnął zrezygnowany.
J: Jak to?
V: Przychodził codziennie.. Może powinnaś dać mu szanse.. - spojrzał litościwie w moje oczy.
J: Szanse? Na co?! Żeby żył tak jak ja?! Nie mogę na to pozwolić.. Dobrze wiesz że mam dość kłopotów na głowie..  - byłam wściekła do tego zaczęło kołować mi sie w głowie. Złapałam sie za nią i usiadłam na jakiejś skrzynce.
V: Dobrze sie czujesz? - uklęknął przy mnie.
J: Nie.. - mruknęłam - ..te leki były bardzo silne, a ja przedawkowałam dopuszczalną ilość na dobę.. - powiedziałam prawdę, Viktor patrzał na mnie ze strachem w oczach.
V: Może zawiozę cie do domu? - spytał cicho.
J: Dam rade, ale odprowadź mnie do auta.. - chłopak pomógł mi wstać i poszliśmy do mojego gabinetu. Zostawiłam fartuch, zabrałam torebkę i kluczyki i wyszliśmy. Na dworze nie była dzisiaj zbyt piękna pogoda i zaczynało padać. - Zajmiesz sie wszystkim ?
V: Tak.. - uśmiechnął sie.
J: Wieczorem będzie pewnie niezły ruch, wiec jakbyś sobie nie radził to dzwoń.. - powiedziałam z trudem.
V: Dam rade.. Jak zawsze..
N: Nathalie!! - usłyszeliśmy Nialla. Odwróciłam sie do niego i pościłam Vikiego. Stanęłam prosto uważając by sie nie wywrócić, zawroty głowy nie ustępowały.
J: Nie zbliżaj sie! - powiedziałam z wrogością w oczach.

N: Musze wiedzieć czy nic ci nie jest.. Jak sie czujesz..? - pytał cicho, miał w oczach smutek.
J: Chcesz by nic mi sie nie działo? - podeszłam do niego, blondyn od razu złapał mnie za dłoń i przytulił do siebie.
N: Chce byś była bezpieczna.. - powiedział cicho, zauważyłam że Vik odszedł z uśmiechem na twarzy. Zdrajca z niego!
J: Jeżeli tego chcesz to dlaczego wciąż tu jesteś? Nie widzisz że to jest zbyt niebezpieczne dla ciebie?! - powiedziałam cicho, czułam że słabnę..
N: Chce twojego bezpieczeństwa, ale chce byś była ze mną.. - jego sława dudniły w mojej głowie, powieki mimowolnie zamknęłam i czułam jak odlatuje..

*oczami Nialla*
J: Nathalie! - powiedziałem trochę głośniej, dziewczyna bezwładnie leżała na mnie a ja podtrzymywałem ją by nie upadła. Wziąłem ją na ręce, brunetka była nieprzytomna.. Zaniosłem ją swojego auta, ułożyłem delikatnie na tylnym siedzeniu i ruszyłem do siebie, z resztą nie miałem pojęcia gdzie ona mieszka. Szybko znalazłem sie w swoim domu, zaniosłem ją do sypialni i położyłem ostrożnie na łóżku. Wziąłem telefon i zadzwoniłem do Liama, przyjaciel obiecał że zaraz będzie. On z nas najbardziej sie na tym zna.. Kilkanaście minut później był już w sypialni. Zostawiłem ich tam i poszedłem zrobić jakąś kawę, balem sie o moją Nathalie. - Wiesz co może jej być? - zapytałem gdy zjawił sie na dole.
L: Myślę że jeszcze jest mocno osłabiona po tamtym postrzale.. - stwierdził. - Na pewno chcesz by tu została? Ci ludzie co ją postrzelili pewnie będą szukać wszystkich co mają z nią jakikolwiek kontakt.. - spojrzał na mnie w wymowny sposób. On myśli że takie coś mnie wystraszy?!

http://38.media.tumblr.com/abc7894d268cca967a942d6974699c67/tumblr_mj0ar2oJtf1qiolaso1_250.gif 
J: Chce.. Nie interesują mnie konsekwencje.. - powiedziałem pewnie, przyjaciel uśmiechnął sie lekko i wyszedł z domu. I co ja miałbym teraz robić?! Nie mam pojęcia ile dziewczyna będzie spać, i w jakim stanie jest jej rana. Poszedłem do niej i tak by jej nie obudzić położyłem sie na boku, przodem do niej. Jej twarz, taka spokojna, niewinna i bezbronna. Tak bardzo pragnę bym mógł na nią patrzeć przez cały czas i do końca życia.To jest to czego pragnę najbardziej na świecie. Czuje że jest warta wszystkiego, nawet narażania życia. Nie odpuszczę, nie po tych wszystkich staraniach, nie po to tyle trudu sobie zadałem, by teraz zrezygnować.. Przykryłem ją szczelnie kołdrą i sam starałem sie zasnąć, było ciężko bo brunetka miała w nocy wysoką gorączkę, pociła sie, miała dreszcze i chyba złe sny bo rzucała sie na łóżku. To było coś strasznego, usilnie przytulałem ją do siebie by nic jej sie nie stało. Nad ranem sie uspokoiła, a ja mogłem odespać, nie był to mocny sen, gdy tylko przekręciła sie na drugi bok, ja otwierałem oczy. Jeszcze nigdy sie tak o nikogo nie martwiłem! Co ona ze mną robi?! Obiecałem sobie, że z gangsterską nigdy nie będę miał nic wspólnego, a tymczasem Nathalie została postrzelona bym ja sam nie dostał. Ona musi coś o tym wszystkim wiedzieć, inaczej była by tak samo zaskoczona jak chłopaki, ale nie, ona zachowując zimna krew osłoniła mnie swoim ciałem. Nigdy sie jej za to nie zdołam odwdzięczyć! Daje mi to też inny dowód, zależy jej na mnie i nie jestem dla niej tylko nachalnym chłopakiem z takim samym nazwiskiem. Muszę dla niej znaczyć o wiele więcej! Daje mi to nadzieje, że może kiedyś poczuje do mnie to samo co ja do niej?! .. Wstałem przed południem, wykonałem wszystkie poranne czynności i zszedłem na dół zrobić śniadanie. Nie wiem czy Nathalie sie obudzi tak szybko, ale zaniosłem jej kilka naleśników z nadzieniem do sypialni. Zostawiłem to na szafce i wróciłem na dół, starałem sie przez cały czas myśleć pozytywnie, znaleźć sobie jakieś zajęcie, ale nigdzie nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Chłopaki dzwonili i pytali sie jak sie trzymam, ale to nie ja mam kłopoty tylko Nath, a oni pytają tylko o mnie! Wieczorem znów ułożyłem sie koło niej, nie miała dreszczy więc spokojnie zasnąłem.. Rano gdy sie obudziłem jej już nie było, wyskoczyłem z łóżka jak poparzony i zacząłem szukać jej po całym domu. Nigdzie jej ni było, ale tego mogłem sie spodziewać. Nie zostawiła żadnej wiadomości, nic, kompletnie nic. A ja sie tak staram, walczę o jej względy, a ona w środku nocy znika.
...
_________________________
Hmm.. Myślę, że znów 9 komów!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!

http://media.tumblr.com/tumblr_m953irNOXB1rv240t.gif

Naat

piątek, 20 marca 2015

27. What's going on?!

Hejo :*
Tak wiec myślę że blog szybko sie rozwija.. Jest już 27 rozdziałów.. Nie mam pojęcia czy skończę go jutro, czy za tydzień czy może jak to w każdej bajce skończy sie wszystko na zasadzie 'żyli długo i szczęśliwie..' Nie mam pojęcia.. :D

Objaśnienie:
J: - ja (Nath, potem Vik, i na końcu znów Nath),
N: - Niall,
V: - Vik,
D: - Doktor
_________________________

J: Możesz sie w końcu odczepić? - zapytałam z nadzieją ale i niechęcią do niego. On pakuje sie w kłopoty! Może nie wie o tych kilkunasty już zabitych przeze mnie ludzi, które miały zabić jego!
N: Wciąż to samo, daj sie w końcu poznać.. - powiedział patrząc mi prosto w oczy. Ja zaś piorunowałam go wzrokiem.
J: A co jeśli nie chce?!

N: To.. - blondyn nie zdążył odpowiedzieć bo usłyszeliśmy jak z dużą prędkością podjeżdża ciemny samochód, pisk opon i w świetle tych słabych świateł dostrzegłam ten wiele mówiący znaczek na samochodzie. Usłyszałam huk wystrzału.. - Niall uważaj!! - krzyknęłam i zasłoniłam go własnym ciałem. Wszystko działo sie w tak szybkim tempie, zaledwie kilka sekund. Poczułam ból przeszywający moje ciało. Blondyn trzymał mnie w swoich ramionach, ale odsunęłam sie od niego i dotknęłam miejsca gdzie boli najbardziej. - Zniknij.. Nie pokazuj sie nigdzie.. - wyszeptałam. Reszta jego kumpli podbiegła do niego i wypytywała czy wszystko ok, a ja słabłam z każdą chwilą.
V: Zabiorę cie do twojego doktora.. - usłyszałam tuż przy uchu i czułam jak sie unoszę. Viki jest wspaniałym człowiekiem..

~Oczami Viktora..~
To wszystko działo sie tak szybko.. Nath rozmawia z tym chłopakiem, a chwile później jest postrzelona. Ona ma pojebane życie.. Musi ja szybko zbadać lekarz!
N: Mogę Ci jakoś pomóc? - podbiegł do nas ten blondyn.
V: Najlepiej będzie jak posłuchasz sie Nathalie.. Ona wie co mówi.. - spojrzał na mnie, potem na nią i ze spuszczoną głową odszedł. Wsadziłem ranną brunetkę na tylne siedzenie mojego auta i z maksymalną prędkością pokonywałem puste o tej porze, ulice Londynu. Nath jest silna, ale nie mogę pozwolić jej cierpieć. Dojechałem na miejsce, wziąłem ją na ręce i podszedłem do drzwi. W progu już czekał na mnie starszy pan, położyłem ją na szpitalnym łóżku i spojrzałem na doktora.
D: Na szczęście nie takie poważne jak ostatnim razem.. - chyba chciał mnie pocieszyć.
J: Zostawiam ją w pańskich rekach.. Ja muszę jeszcze jechać po jej samochod.. 

D: Mógłby sie nią ktoś w końcu zaopiekować.. - powiedział gdy już miałem odchodzić.
J: Ona nikogo nie wpuszcza do swojego życia.. - uśmiechnąłem sie blado do lekarza i wyszedłem. Nath.. Ona.. Jest dla mnie jak siostra, nie darze jej żadnym innym uczuciem.

Nigdy nie darzyłem.. Mam u niej ogromny dług wdzięczności i jeżeli miałbym go spłacać do końca życia, to będę to robił. Nie wiem co strzeliło mi wtedy do głowy?!.. Zostawiłem swój samochód pod restauracją i wsiadłem w jej Camaro, Nathalie od zawsze miała szybkie auta, każdy patrzy na nie z zazdrością i podziwem. Mówią że bogaci ludzie są bezuczuciowi i wredni dla otoczenia, ale ona łamie wszystkie stereotypy, trzeba tylko ja poznacz, zdobyć jej zaufanie.. Zaprowadziłem jej samochód pod domem lekarza, do pałacu nie mam dostępu więc jak wyzdrowieje to będzie mogła nim wrócić do domu. Pojechałem do siebie najszybszym autobusem jaki tylko był, martwiłem sie o nią, zawsze sie o nią martwię. Nie raz już była ranna, czasami było tragicznie a czasami znosiła to bez pomocy lekarza. Wiem że ma gangsterską przeszłość, ale nigdy nie zdradzała mi szczegółów..

~Oczami Nath~
Obudziłam sie w dość znanym mi pomieszczeniu. Przyzwyczaiłam wzrok do panujących tu jasno niebieskich kolorów ścian i drzwi sie otworzyły.
D: Witam.. - przywitał mnie mój stary znajomy.
J: Dzień dobry.. Ile tu jestem?
D: Zaledwie od wczorajszej nocy.. - doktor spojrzał na mnie troskliwie. - Zawsze szybko sie budzisz..
J: Taak.. Nie mam czasu na spanie.. - zaśmiałam sie sztucznie.
D: Po ostatnim postrzale obiecałaś mi, że tu nie wrócisz.. - powiedział ze smutkiem.
J: Obawiam sie że mogę jeszcze nie raz tu wrócić. - podniosłam sie lekko i już wiedziałam gdzie trafiła mnie kula.
D: Musisz chociaż dwa dni poleżeć, żeby chociaż sie zrosło. - widziałam że sie martwi. Nie mogę sobie pozwolić na leżenie. Teraz gdy Bill i jego banda wiedzą że jestem ranna, mogą zrobić coś Niallowi.
J: Postaram sie oszczędzać.. - z trudem wstałam z łóżka i zaczęłam wychodzić.
D: Masz tu leki przeciwbólowe, jedz najwyżej trzy dziennie, więcej nie bo trafisz do mnie z powrotem.. - uśmiechnął sie pokrzepiająco.
J: Dzięki.. - mruknęłam i wyszłam z jego domu, moje auto stało na podjeździe, za co byłam wdzięczna Vikiemu, odjechałam z piskiem opon dzwoniąc właśnie do niego. - Jesteś w restauracji? - zapytałam od razu jak odebrał.
V: Jak sie czujesz? - zignorował moje pytanie.
J: Żyje, jesteś czy nie?! - warknęłam na niego.
V: Tak, jest sporo ludzi, ale dajemy rade..
J: Za jakieś półtorej godziny będę..
V: Poradzimy sobie, nie.. - rozłączyłam sie w połowie jego zdania, nie interesowały mnie jego dobre chęci czy to że sie zamartwia. Nie powinien tego robić! Wjechałam na swoją posiadłość, weszłam szybko do domu, od razu poszłam do łazienki. Z szafki wyjęłam nowy opatrunek i rozebrałam sie. Odkleiłam opatrunek z rany na brzuchu i weszłam pod gorący strumień wody. Mam nadzieje że już nigdy tego blondyna nie spotkam, że w końcu zrozumiał, że zadawanie sie ze mną jest niebezpieczne. Chyba dostał wystarczającą nauczkę. Wyszłam z prysznica, wytarłam ostrożnie i dokładnie ciało w okolicy rany i przykleiłam nowy opatrunek. Wyszłam z łazienki owinięta ręcznikiem, wyjęłam z szafy nowe ubrania i ubrałam sie. Wróciłam do łazienki by sie pomalować, zrobiłam to i związałam włosy w koka. Schodząc na dół wzięłam tabletki od doktora, ból był tak silny że łykłam od razu ze trzy. Wsiadłam do BMW i pojechałam do lokalu. W środku panował harmider, Viktor w ogóle sobie nie radził, szybko weszłam do kuchni i zawiązałam lekko fartuch i zabrałam sie za zamówienia. Było ich sporo, i na szczęście mój ból ustępował.
V: Miałaś nie przyjeżdżać.. - koło mnie pojawił sie Vik, nie chciałam z nim rozmawiać, zawsze daje mi moralniaki.
J: Vik! Idź sobie stąd, dla twojego dobra idź i nie pokazuj mi sie dzisiaj.. - ostrzegłam go, widziałam jak chłopak sie przestraszył. Odpuścił i odszedł ode mnie, a zamówienia odbierał ode mnie inny kelner, gdzie zawsze robił to Vik. Ogarnęłam chaos w restauracji i panował porządek i spokój, a klienci dostawali swoje dania na czas. Pod koniec znów ból stał sie przeraźliwy, wzięłam kolejne jakieś dwie albo więcej tabletek i pojechałam do domu. Ledwo udało mi sie dojść do swojej sypialni, położyłam sie na łóżku tak jak stałam. Czułam sie słabo i wszystko dookoła mnie wirowało, z trudem przypomniałam sobie słowa lekarza: 'Weź trzy nie więcej..' . Policzyłam w głowie ile wzięłam i za dużo! Leki są naprawdę silne, ale i działały, ból ustąpił ale zamiast niego czułam jakbym przedawkowała jakaś kokę. Zasnęłam, nic nie czułam, nic nie słyszałam, kompletna pustka!
Obudziłam sie jak słonce wpadło przez okno w mojej sypialni. Podniosłam sie z lekkim bólem głowy, czułam sie dziwnie. Wyszłam z sypialni i powędrowałam do łazienki, przypominając sobie o ranie w brzuchu, zagoiła sie i już nie potrzebowała tak dużego opatrunku, wykapałam sie i przykleiłam mały plaster. Ubrałam sie, zabrałam telefon i zeszłam na dół. Wstawiłam wodę na kawę i odblokowałam telefon. Kilkanaście połączeń od Viktora i kilka od doktora. Wszystkie dostarczone jakieś trzy dni temu. Czułam jakby ktoś z życia wyrwał mi przynajmniej z tydzień. Wypiłam kawę i pojechałam do restauracji, Vik patrzał na mnie z troską i współczuciem, ja nie potrzebuje współczucia ani troski..
V: Jak sie czujesz? - podszedł do mnie.
J: Działo sie coś w restauracji? - wyminęłam jego pytanie.
V: Nieee.. - przeciągnął, on coś ukrywa!
J: Czego mi nie mówisz? - spojrzałam w jego oczy
V: Nic konkretnego, tylko..

...
_______________________
A ten rozdział jak wam sie podobał?! Nath poświęciła sie dla Nialla, myślicie że zrobi to jeszcze nie raz z takimi konsekwencjami?!
Myślę, że będziecie sie tego dowiadywać jeżeli będzie tu minimum 9 komów!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!




Naat

czwartek, 19 marca 2015

26. Niall look out!!

Witajcie moi kochani!! :*
Widziałam, że nie spodobał sie wam fakt że zakończę FF.. Oczywiście że jeszcze nie zakończę, nie wiem kiedy to będzie..
Informuje was, że posty będą sie pojawiać tylko jeżeli będą spełniane warunki :)

Objaśnienie:  
J: - ja (Nath),  
V: - Vik, 
M: - Martin,

N: - Niall.

Przypomnienie:
Midnight Memories - restauracja Nathalie. 
_________________________

M: Dziwko, pożałujesz! - zanim sie spostrzegłam poczułam ogromny ból w klatce piersiowej, a potem zauważyłam że wystrzelił. Zanim zdążyłam upaść ostatkiem sił wystrzeliłam pocisk, upadłam na podłogę, a moje oczy stawały sie cięższe, dostrzegłam jednak, że typ dostał w szyje, z tętnicy wydostawało sie coraz więcej krwi. Mogłam odetchnąć, Viktor bezpieczny.. Starałam sie oddychać powoli, moje powieki były tak ciężkie, że nie mogłam już ich utrzymywać, ból w klatce był tak silny, ze nic innego teraz sie nie liczyło. Nie mogłam myśleć o niczym innym, czy skupić sie na oddychaniu.
V: Nathalie! Nath.. Mała. Oddychaj..
- słyszałam jak panikuje - Nath no proszę.. - czułam, że położył głowę w miejscu największego bólu.
J: Vik.. - wyszeptałam
V: Tak?
J: Złaź ze mnie. - chłopak podniósł sie i mogłam rozpiąć bluzę, a potem kamizelkę. Ból był mniejszy i mogłam już swobodniej oddychać. Kolejna kamizelka kuloodporna do wyrzucenia, ale to najmniej ważne.
V: Dzięki Bogu.. - słyszałam ulgę w jego głosie.
J: Głupku, nie sadziłeś chyba, że nie jestem zabezpieczona?! - zaśmiałam sie, wyciągnęłam rękę tak by pomógł mi wstać. Zrobił to i przytrzymał mnie bym nie upadla, w jego oczach było szczęście, ale ja miałam ochotę uderzyć go w brzuch z całej siły jaką w tej chwili posiadam. Czemu nie powiedział że ma kłopoty?! - Teraz sie tłumacz! - rozkazałam.
V: Coo? - był zdziwiony.
J: Czemu on tu przyszedł?! - poszliśmy do salonu, usiadłam na kanapie i starałam sie ignorować ból w mostku.
V: Nie mam pojęcia.. - usiadł na przeciwko mnie. - Dawno temu miałem z nim zatargi, mało ważne o co, ale nie sądziłem że przyjdzie.
J: Mało ważne?! Jeżeli przyszedł to chciał Cię no nie wiem, zabić! - powiedziałam o wiele za głośno, bo poczułam to w klatce piersiowej. złapałam sie za bolące miejsce i oddychałam powoli.
V: Czyli jednak dobrze, że wcisnąłem ten alarm?! - uśmiechnął sie przepraszająco. Nie miałam już siły sie z nim kłócić o to. - Dać Ci coś na ból? - zmartwił sie.
J: Nie, zaraz przejdzie.. Przemyślałeś wszystko?! - widziałam, że ta sprawa chodzi mi po głowie.

V: Tak i nawet nie wiesz jak mi głupio, że tak sie zachowałem.. Zawdzięczam Ci wszystko, to kim jestem i że w ogóle jeszcze jestem.. - przyznał - .. Naprawdę Cie przepraszam. - powiedział skruszony.
J: Czyli możesz jutro już wrócić do Midnight Memories? - chłopak energicznie pokiwał głową na 'tak'. - To dobrze, bo Carl sobie nie radzi.. - stwierdziłam.
V: Mówiłem.. Oni sie tam Ciebie boją.. - zaśmiał sie.
J: Ciekawa jestem dlaczego?! - spojrzałam znacząco na niego.
V: Dobra, może czasami ich Tobą straszyłem, ale musiałem coś zrobić.. - dobre humory trzymały sie nas do końca dnia. Cieszyłam sie że z Vikim już wszystko jest dobrze i że wróci do restauracji, bez niego prowadzenie jej to nie to samo i nudno. Nikt nie ma tam ze mną takich kontaktów jak on, ogólnie nikt nie ma takich kontaktów ze mną. Ciężko by mi było bez niego!
    Dzisiejszy dzień był naprawdę pracowity, pełna restauracja i długa kolejka klientów czekająca na zwolnienie sie jakiegoś stolika. Chyba muszę zacząć poważnie myśleć nad rozbudowaniem lokalu.. Stałam z Viktorem przed restauracją, zamknęliśmy lokal pogrążeni w rozmowie.
V: Całkiem dobrze nam dzisiaj poszło.. - uśmiechnął sie.
J: Tak, jutro będzie to samo.. - zaśmiałam sie i zauważyłam jak podchodzi do nas ten blondyn. - Czy on sie kiedyś odczepi?! - brunet koło mnie spojrzał na niego.
V: To ja was zostawię.. - mruknął i zaczął odchodzić, ale złapałam go za ramie by sie zatrzymał.
J: Zostań.. - parking był pusty, byłam tylko ja z Viktorem i oni.. Do tego było już ciemno i latarnie nie oświetlały całego placu, a ja nie miałam, żadnej broni przy sobie. Chłopak podszedł do nas i spojrzał speszonym wzrokiem na mojego towarzysza.
N: Cześć.. - mruknął do mnie i podali sobie dłonie z Vikim.. Byłam pełna podziwu!
J: Możesz sie w końcu odczepić? - zapytałam z nadzieją ale i niechęcią do niego. On pakuje sie w kłopoty! Może nie wie o tych kilkunasty już zabitych przeze mnie ludzi, które miały zabić jego!
N: Wciąż to samo, daj sie w końcu poznać.. - powiedział patrząc mi prosto w oczy. Ja zaś piorunowałam go wzrokiem.
J: A co jeśli nie chce?!
N: To.. - blondyn nie zdążył odpowiedzieć bo usłyszeliśmy jak z dużą prędkością podjeżdża ciemny samochód, pisk opon i w świetle tych słabych świateł dostrzegłam ten wiele mówiący znaczek na samochodzie.. Usłyszałam huk wystrzału.. - Niall uważaj!!
...
________________
Myślę, że znów ktoś został postrzelony!! Ja wiem kto, a wy musicie spełnić warunek 8 komów, żeby sie dowiedzieć!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!

 
PS. Taki mam wygaszacz! ^^ *-*


Naat

środa, 18 marca 2015

25.Vik, you all right?

Hej :*
Moje FF zostało nominowane do LIBSTER AWARDS!! :D Dziękuje wam, że go czytacie.. I za komentarze :*
A teraz 25 już rozdział.. Ten będzie o wiele dłuższy i chyba ostatni..

Objaśnienie:  
J: - ja (Nath),  
V: - Vik,  
Jhn: - John,  
T1,T2, T3 - Typ1, Typ2, Typ3
M: - Martin.
______________________


John.
  Na wszelki wypadek założyłam pod bluzę kamizelkę kuloodporną i z torbą zapakowaną artylerią wsiadłam do samochodu. GPS poprowadził mnie do baru i bez żadnych tłumaczeń weszłam tyłem do lokalu.
T1: Tu nie można! - krzyknął do mnie jakiś typ, nie miałam ochoty na przepychanki, wyjęłam broń i strzeliłam mu prosto w serce. Szłam dalej nie odwracając sie..
T2: Co tu sie dzieje?! - ten był kolejnym poczęstowanym moją amunicją. Dotarłam do drzwi z napisem 'JOHN'
, weszłam i od razu wycelowałam w gościa za biurkiem. Śmierdziało tam tytoniem i skórą tapicerską.
Jhn: Nathalie Horan.. A przed chwilą rozmawiałem o Tobie.. -  zaśmiał sie i zaczął szukać czegoś w swoim biurku. - Szybka jesteś i widać, że najlepsza.. - jego uśmiech był obleśny. - Ale nie tak dobra jak ja.. - wyciągnął w moją stronę broń i odbezpieczył.
J: Mylisz sie.. - teraz to ja sie zaśmiałam i wystrzeliłam pierwszy pocisk od razu chowając sie za jakąś szafkę. Mężczyzna władowywał w nią i ściany dookoła mnie cały swój magazynek, a ja tylko czekałam aż skończy mu sie amunicja. Wychyliłam sie i zauważyłam, że go nie ma, wyszłam ostrożnie zza mojej osłony i szukałam go, spostrzegłam jeszcze jedne drzwi. Szłam w tamtym kierunku stawiając powoli kolejne kroki, nasłuchując go.. Usłyszałam jakiś łomot, jakby coś spadło, pobiegłam tam i zauważyłam Johna, chował sie za drzwiami, zdradziło go lustro za nim.. Niby taki świetny w tej branży, a taka słaba kryjówka.
J: Wiesz John.. - zaczęłam iść do niego - Każdy wie, że jestem najlepsza.. Nikt jeszcze nie przeżył starcia ze mną.. - mówiłam z cwaniackim uśmiechem - Nawet Ty nie przeżyjesz! - stanęłam nad nim i przyłożyłam zimną lufę do jego głowy. Mężczyzna powoli wstał z rękoma podniesionymi do góry.  - Rzuć broń! - warknęłam.
Jhn: Zabijesz bezbronnego?! - zakpił
J: Masz racje, tak sie nie robi.. - pociągnęłam za spust przedziurawiając jego czaszkę. Mężczyzna upadł na ziemie, a wokół niego tworzyła sie kałużą krwi. Wyszłam stamtąd chowając broń za pasek od spodni.
T3: Kim jesteś?! - wyleciał jakiś kolejny typ, z prędkością światła wyjęłam nóż i rzuciłam w niego i osunął sie po ścianie na podłogę. Dostał w brzuch, podeszłam do niego i wyjęłam mój sprzęt, coś jeszcze mamrotał, ale nie było to zrozumiałe.
J: Skończę twoje cierpienie.. - uśmiechnęłam sie do niego i wbiłam mu sztylet w serce, chłopak zachłysnął sie powietrzem i skonał. Zabrałam ostrze i wycierając je w swoja koszulkę wyszłam z tej speluny. Wsiałam do auta i bez zwracania uwagi na przepisy ruchu drogowego pojechałam do domu. Wściekłość rozsadzała mnie jeszcze bardziej, zabiłam 4 osoby w przeciągu niecałej godziny, do tego mój telefon nie przestawał sygnalizować że coś sie dzieje. Sprawdziłam i na ekranie wyświetlał sie specjalny kod, to alarm z domu Vikiego. Nie mogę go zostawić na pastwę losu, zakręciłam szybko na ulicy i pojechałam do niego. W jego mieszkaniu ktoś był i chłopak może mieć kłopoty. Kilka minut później weszłam z impetem do jego domu. - Viktor gdzie jesteś?! - wołałam na cały dom, szukając go wszędzie z bronią przed sobą.
V: Szybko przyjechałaś.. - zszedł na dół bez koszulki a na jego twarzy był uśmiech. Nic nie rozumiałam.
J: Co?! Sam uruchomiłeś alarm? - byłam w szoku, jak on mógł tak zrobić?!
V: Tak.. - przyznał cicho - ..Ale inaczej nigdy nie chciałabyś ze mną porozmawiać, a to że tu jesteś znaczy, że jeszcze ci na mnie zależy.. - mówił z takim przekonaniem.
J: Przestraszyłam sie, że masz kłopoty! Jak mogłeś?! - krzyczałam na niego, ale czułam, że tęsknie już za nim, złapałam sie za głowę.

http://33.media.tumblr.com/a8857a2a73836c8c3ed574bbb5ff5661/tumblr_n00jtoD2fP1snblj3o1_500.gif
V: Przepraszam Cie, za wszystko.. - podszedł ostrożnie do mnie, odsunął moją rękę z bronią i wtulił sie we mnie. Odwzajemniłam uścisk niemal od razu, czując strasznie dziwny ból w sercu.. Jednak coś nie dawało mi spokoju, usłyszałam jakiś podejrzany trzask a potem kroki w naszą stronę.
J: Masz jakiegoś gościa?! - odsunęłam sie od niego i spojrzałam w oczy.
V: Niee.. - zdziwił sie.
K: Hahaha.. - usłyszeliśmy jakiś śmiech i oboje spojrzeliśmy na gościa przed nami.
J: Kim jesteś?! - warknęłam.
K: To twój kochany Viktor nie powiedział Ci o dawnym znajomym? - powiedział z ironicznym zaskoczeniem, spojrzałam na Vikiego, był przestraszony.
V: To Martin.. Kiedyś razem pracowaliśmy. - powiedział do mnie - Jak mnie znalazłeś?!
M: Nie trudne to było.. - kolejny cwaniacki uśmiech - ..Myślę, że nie wyrównałeś rachunku i przyszedłem odzyskać co moje. - wyjął pistolet i wycelował w niego, od razu stanęłam przed Vikim i wycelowałam w tego Matrina. - Dziewczyna Cie broni?! - zaśmiał sie - Lepiej odsuń sie dziewczynko. - pokazał bronią, ja jednak nie przestraszyłam sie go i odbezpieczyłam swój pistolet.
J: Dziewczynko?! - zakpiłam - Zdajesz sobie sprawę kim ja jestem? - teraz na mojej
twarzy pojawił sie ten fałszywy, cwaniacki uśmiech. - Zadzierasz nie z tymi co trzeba! - warknęłam.
M: Chyba jednak zaryzykuje.. Tylko odsuń sie, nie chce uszkodzić takiej ładnej buźki! - dalej celował w Vikiego. Nie miałam zamiaru odpuścić.
J: Czego od niego chcesz?
M: Hmm.. Nie przyszedłem tu rozmawiać! - wściekł sie, o to właśnie chodziło.
J: Typowe! - zaśmiałam sie i strzeliłam mu w kolano, od razu upadł na ziemie łapiąc sie za krwawiące miejsce. Odepchnęłam Viktora tak, że sam upadł na ziemie, ale dzięki temu nie był na celowniku tego gościa. - Schowaj sie! - krzyknęłam i sama kucnęłam za ścianką. Gdy zauważyłam że Vik chowa sie w kuchni, wyjrzałam zza mojej osłony. Ten mężczyzna wciąż ubolewał nad kolanem, miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. - Chyba sie nie spodziewałeś, co?! - podeszłam do niego i stanęłam nad nim. Patrzał na mnie groźnie ze łzami w oczach.
M: Suko! Czemu to zrobiłaś?! - warknął
J: A nie wiem.. - wzruszyłam ramionami - .Taki miałam kaprys!
M: Dziwko, pożałujesz! - zanim sie spostrzegłam poczułam ogromny ból w klatce piersiowej, a potem zauważyłam że wystrzelił. Zanim zdążyłam upaść ostatkiem sił wystrzeliłam pocisk, upadłam na podłogę, a moje oczy stawały sie cięższe, dostrzegłam jednak, że typ dostał w szyje, z tętnicy wydostawało sie coraz więcej krwi. Mogłam odetchnąć, Viktor bezpieczny.. Starałam sie oddychać powoli, moje powieki były tak ciężkie, że nie mogłam już ich utrzymywać, ból w klatce był tak silny, ze nic innego teraz sie nie liczyło. Nie mogłam myśleć o niczym innym, czy skupić sie na oddychaniu.
V: Nathalie! Nath.. Mała. Oddychaj.. Nie umieraj!!

...
_______________________
Hmm.. Nath została postrzelona, nie wiem czy z tego wyjdzie, może zginie i następnym postem będzie epilog!
Myślę że będzie chociaż 7 komów!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!



Naat