CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!

sobota, 30 maja 2015

66. Where he is?!




Hej kochani.. !!
Patrzcie daje rade pisać!! :*
Tylko muszą być spełniane warunki!! :D


Objaśnienie: 
J: - ja (Nathalie),
N: - Niall, 
V: - Viktor.
____________________________

 N: A jak w Midnight Memories? - zmienił temat
J: Duży ruch dzisiaj był, ale nie miałam problemu żeby wszystko ogarnąć. - uśmiechnęłam się do Niego - Teraz przez kilka dni będziesz bezpieczniejszy... Powoli kończą sie Billowi ludzie. - zaśmiałam sie, to był pocieszający fakt, że ja jedna niszczę wielką armie.
N: Czyli że mogę spotkać sie z przyjaciółmi? - nadzieja przepełniała jego głos.
J: Nie. - powiedziałam stanowczo. - Wspominałam Ci kiedyś że to nie jest dobre! - 

dlaczego on nie może pojąc, że pomimo tego i tak jest niebezpiecznie?! Zdenerwował mnie, moje nerwy wzbiły sie na wyższy poziom.
N: Zrozum że muszę mieć jakiś kontakt z chłopakami... Nie widziałem ich już jakieś dwa miesiące - powiedział cicho.

http://24.media.tumblr.com/ae4a2c0fc02db0be3b43f32d62880b53/tumblr_mzpkq9b6zV1rkht2vo1_250.gifJ: Wiesz jakie jest moje zdanie na ten temat. Nie chce więcej  rozmawiać na ten temat! - podniosłam sie z miejsca zbyt gwałtownie, bo poczułam ostry ból w biodrze. Zignorowałam to i poszłam do swojego biura. Wpatrywałam sie w zgaszony komputer, odpaliłam go jednak po jakimś czasie i sprawdzałam system Billa. Nienawidzę go za to co mi robi!! Co robi Niallowi!! Nie zmalazłam niczego nowego, więc odpuściłam sobie. Zabrałam sie za załatwianie spraw związanych z restauracją. Wzięłam telefon i wyszłam z biura zamykając je.
J: Viktor! - powiedziałam od razu gdy odebrał.
V: Szefie?
J: Trzeba zamówić do kuchni jakiś nowy sprzęt?
V: Wiesz.. Mogłabyś zamówić mi nowe noże... - zaproponował.
J: A nie zamawiałam ci nowych jakoś dwa, trzy miesiące temu? - rozmawiając z nim łaziłam po domu. Nialla nigdzie nie widziałam.
V: Tak, wiem, ale...
J: Wiesz, że każdy szanujący sie kucharz używa przez całe życie jednych noży? - zaśmiałam sie
V: Wiem i na szczęście nie gotuje w twojej restauracji. - on też sie zaśmiał
J: A teraz na poważnie. - zajrzałam do sypialni blondyna, nie było go tam.
V: Jutro mamy ważnego gościa, pamiętasz?
J: Ta. - mruknęłam, gdzie jest ten chłopak?!
V: Więc pewnie spędzisz w kuchni cały dzień... - nie słuchałam co mówi.
J: Viktor zajmij sie wszystkim. Zamów wszystko co potrzeba, ustal menu, a jak nie będziesz czegoś wiedział to zadzwoń. - powiedziałam szybko. Nigdzie nie mogłam znaleźć Nialla. Weszłam z powrotem do biura i włączyłam monitoring.
V: Sam? - zapytał zdziwiony, zaskoczony i przerażony? W kuchni go nie ma, w salonie pusto... Włączyłam ekran z ogrodu i już wiem gdzie on jest. Odetchnęłam. - Nath..? - upominał sie
J: Jesteś kierownikiem, czy nie? - wpatrywałam się w blondyna na ekranie
V: No jestem, ale...
J: Dobra.. Mogę ci pomóc, co bierzesz na siebie? - usiadłam już o wiele spokojniejsza na fotelu i starałam się słuchać co Vik ma do powiedzenia, ale... Niall wydawał sie przygnębiony, smutny... Schował twarz w dłonie, moje serce mięknie, ale nie mogę pozwolić mu na spotkanie sie z przyjaciółmi bez żadnej ochrony. Bill na pewno będzie o tym wiedział zanim on w ogóle pomyśli o swoim bezpieczeństwie.
V: Słuchasz mnie?


J: Viktor przepraszam. - oparłam głowę o dłoń.
V: Wybaczam. Zrób menu, a jak będziesz wiedzieć jakie składniki, daj mi znać.
J: Czekaj na wiadomość. - rozłączyłam sie i rzuciłam telefon na biurko. Dlaczego tak bardzo przejmuje sie uczuciami Nialla?! Mogłabym pójść do niego, pocieszyć, przytulic, ale nie potrafię. Przeraża mnie pokazywanie swoich emocji. Życie nauczyło mnie, że to ściąga tylko same kłopoty, więc nie robię tego. On sam wpakował sie w to bagno! Mógł żyć swoim własnym życiem! A ja? Ja z czasem rozprawiłabym sie z armią Billa i to bez żadych słabości...
Zabrałam sie za rozpisywanie menu. Wykwintne dania dobierałam z pasją, uwielbiałam to. Zapominałam przy tym o wszystkim, cały świat znikał! Kilka godzin później Vik dostał listę potrzebnych rzeczy i produktów. - Wysłałam ci już wszystko łącznie z gotowym menu. - powiedziałam gdy odebrał.
V: Szybko Ci poszło. Zabieram sie do roboty.
J: Do jutra.
V: A Nath..? - zatrzymał mnie - Jesteś świetną szefową.
J: Dzięki? - mruknęłam
V: Człowiekiem też. - dodał
J: Na razie. - rozłączyłam sie i zeszłam do kuchni po wodę. Jest już po 10pm. więc trzeba iść spać.. Zmieniłam opatrunki, wziełam tabletki i przebrałam sie w piżamkę. Położyłam się w łóżku, dzisiaj samotna noc, bez Nialla, bez tulenia sie do Niego. On musi w końcu zrozumieć powagę sytuacji. Sam wie, że nie zawsze wychodze bez szwanku z tych akcji... 
Kolejne dni były prawie takie same, Niall sie nie odzywał, prawie wcale go nie widywałam. W restauracji nie mogłam przestać o nim myśleć. To było koszmarne! Tak bardzo jak chciałam go wyrzucić z głowy, tak mocno on tam siedział. Uzależniłam sie od jego osoby, a to w moim przypadku nie jest dozwolone... 
Weszłam do domu i od razu poszłam do swojej sypialni. Blondyna nie słyszałam i nawet nie wiem co może robić. Wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic, ubrałam się i związując włosy w koka powędrowałam do kuchni. Zaparzyłam sobie kawę i wsłuchiwałam się w przerażającą cisze.. Jest zdecydowanie za cicho, muszę go znaleźć. Pierwsze co sprawdziłam to jego sypialnie, a z niej jego łazienkę, pusto! Przeszłam do biura i sprawdziłam na kamerach, każdy możliwy kont pałacu i ogrodu. Nialla nie ma!! Zniknął! Wzięłam telefon i wybierałam już do niego numer, gdy zauważyłam, że frontowe drzwi się otwierają...
...
_____________________

Myślę że jest okay.. Blog pomimo mojego braku czasu działa.. :D 
I jakoś tak myślę że 10 komów będzie w porządku!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

czwartek, 28 maja 2015

65. They want to kill Niall, and I'm killing them!!

Kochani!!
Boli mnie wszystko.. W pracy cały dzień stoję, więc rozumiecie! :/ 
Ale jak widzicie udaje mi sie coś pisać, pomimo zmęczenia!!!


Objaśnienie:
J: - ja ( Nathalie),
R: - Rayn,
N: - Niall.
T1,T2: - Typ1, Typ2.

_____________________________

R: Wstrzymać ogień!! - usłyszałam głos Rayn'a. Słyszałam też jego kroki, dużo ludzi mu nie zostało. Zauważyłam po drugiej stronie jakąś ściankę, która mnie doskonale ochroni przed pociskami. Policzyłam w myślach do trzech i wybiegłam zza osłony. W biegu wystrzeliłam masę pocisków tak by zabić jak największą ilość osób. Nie tylko moje pociski fruwały w powietrzu i zanim dobiegłam do ściany poczułam jak coś wbija się w moje ciało. Dostałam!! Schowałam się za ścianą i zacisnęłam ranę. To wkurzyło mnie jeszcze bardziej! I myślę że już tylko Sokół został mi został... Zdusiłam w sobie ból i wychyliłam sie ostrożnie. Nie było go, zwiał!
J: Kurwa. - warknęłam do siebie i wyszłam zza ściany. Szybko przeszłam przez drzwi do kolejnego pomieszczenie i zauważyłam jak w kolejnych drzwiach znika Rayn. Strzeliłam w jego kierunku zanim zniknął i usłyszałam jak syknął. Musiał dostać! W miarę szybko i pomimo swojego stanu doszłam do niego i zauważyłam że trzyma sie za plecy i ucieka. Wystrzeliłam kolejne i było po nim. Upadł na ziemie twarzą do dołu. Nawet nie miałam siły do niego podchodzić. Wróciłam sie, słyszałam jakieś głosy, sprawdziłam ilość pocisków. Jeden tylko, wymieniłam magazynek i weszłam do pokoju pełnego martwych ciał.
T1: Nie ruszaj sie!! - krzyknął gdy tylko mnie zobaczył. Bez żadnego zawahania władowałam w niego dwa pociski i poszłam dalej.
J: Nie mam czasu na pogaduszki! - powiedziałam do siebie i dalej kierowałam sie do wyjścia. 

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgjOstPxn7UiybU8HgXu6zIbimj0B98qyt4PJNo3GiYy6TINXEAgDCot3t6YrRpNgA8he2FQ85Malv3mbK_BrP4PosxiPUtWitEpM0aMi-rxho5P9mXiuvGjHHRNfSE_Je3VWesdSXIoIA/s1600/tumblr_lvqlisHZ0C1r5z4sho1_500_large.gif T2: Stój, bo strzelam! - kolejny typ wyszedł nie wiadomo skąd.
J: Ja strzele! - mówiąc to faszerowałam go amunicją. Chce już stąd jak najszybciej wyjść! Wsiadłam do samochodu i starając się nie zemdleć jechałam do pałacu. Z trudem, ale po jakiś 20 minutach byłam pod domem. Weszłam tylnymi drzwiami, by nie spotkać po drodze Horana i ukrytą windą wjechałam na piętro gdzie była moja sypialnia. Szybko przeszłam do łazienki i rozebrałam sie z nasiąkniętych krwią ubrań. Otarły mnie dwa pociski. Jeden na ranieniu, a drugi na biodrze po tej samej stronie ciała... Ten na ramieniu tak, że brakowało mi kawałka skóry... Będzie paskudna blizna... - Fuck! - powiedziałam do siebie i zaczęłam je odkażać. Ramie musze jakoś zszyć, wyjęłam odpowiednie przyrządy. Zagryzłam jakiś ręcznik i zaczęłam mój zabieg. Po około 25 minutach byłam już opatrzona, przykleiłam zwykły plaster i weszłam pod prysznic. Umyłam się dostatecznie szybko i dokończyłam bandażowanie ran. Zawinięta w ręcznik wyszłam z łazienki. Ubierając sie myślałam o Billu i tym co on odpierdala?! Wysyła na mnie moich dawnych znajomych! Rayn'a poznałam kilka lat temu. Chciał połączyć ze mną siły, jak jeszcze w tym siedziałam. Nie działałam w duetach, więc odrzuciłam jego propozycje. Jak każdą inną od Sokołów. Przez to narobiłam sobie więcej wrogów i tylko czekają na okazje by sie zemścić. Nie dość, że działałam sama to jeszcze byłam najlepsza. To drażniło ich najbardziej, więc propozycja Billa jest dla nich najlepszą okazną...  A to że mogą zabić kogoś z mojego otoczenia jest najgorszą zemstą jaka może być. Każdy w tej branży wie że utrata kogoż ważnego jest największym ciosem. Na szczęście Rayn już nic nie zrobi i jeśli chodzi o kilka następnych dni to Niall jest bezpieczny. Muszę dokładniej inwigilować Billa by skuteczniej chronić Irlandczyka.. 
Włosy rozczesałam i zeszłam do kuchni, gdzie właśnie był Niall.
J: Cześć. - powiedziałam i podeszłam do blatu, by zrobić sobie kawę.
N: Hej.. Zrobiłem kolacje.. - spojrzał na mnie z niepewnym uśmiechem.


J: Super... - wyjęłam tableti przeciwbólowe i usiadłam do stołu. Nialler postawił przede mną porcje spaghetti. Ładnie pachniało. Usiadł na przeciwko mnie unikając kontaktu wzrokowego. Wzięłam pierwszy kęs i czułam jak blondyn mi sie przygląda, jakby badał moją reakcje.
N: Nie smakuje Ci? - spytał patrząc prosto w moje oczy. Widać było, że bardzo sie starał.
J: Jest bardzo dobre i miło jest zjeść coś z rąk amatora. - uśmiechnęłam sie. Przez blondyna twarz przebiegła ulga. Przyłożył sie do tego dania, na pewno spędził przy przygotowaniu tego posiłku z pół dnia. Zabijanie może być wyczerpujące, więc miło tak po 'pracy' wrócić do domu i zjeść kolacje nieugotowaną przez siebie samą. Taką prostą, nie wymagającą skomplikowanych składników. Dawno nawet ja tak nie gotowałam, ale lata praktyki w mojej restauracji oduczyły mnie od tego. Niall jest moim powrotem do prostych rzeczy. Zjadłam ze smakiem i posprzątałam po kolacji. Ból był odczuwalny, ale znośny i nie chciałam mu pokazywać że cierpię.
N: Boli Cię coś? - zapytał gdy siedzieliśmy już w salonie.
J: Hm? - spjrzałam zaskoczona na niego.
N: Zranili Cię? - dopytywał
J: Nie, czemu pytasz? - skłamałam.
N: Brałaś tabletki, do tego widziałem, jak ostrożnie stawiasz lewą nogę. Lewą rękę też mało używasz... - zauważył
J: Nic się przed tobą nie ukryje, co? - zaśmiałam się 
N: Zapomniałaś, że obserwuje Cię od samego początku? - uśmiechnął się - To coś poważnego? Moze pojedziemy do lekarza? - zmartwił się.
J: Nic poważnego, tylko draśniecia... 
N: Co?! - wstał gwałtownie z miejsca. - Myślałem, że może w restauracji się nadwyrężyłaś... 
J: Właśnie dlatego nigdy Ci o niczym nie mówie. - westchnęłam - Nie panikuj! Potrafie opatrywać takie rany. - wrócił na miejsce. 
N: A jak w Midnight Memories? - zmienił temat
J: Duży ruch dzisiaj był, ale nie miałam problemu żeby wszystko ogarnąć. - uśmiechnęłam się do Niego - Teraz przez kilka dni będziesz bezpieczniejszy... Powoli kończą sie Billowi ludzie. - zaśmiałam sie, to był pocieszający fakt, że ja jedna niszczę wielką armie.
N: Czyli że mogę spotkać sie z przyjaciółmi? 

...

________________________
Pisajcie co sądzicie.. I bądzicie dla mnie wyrozumiali!!!!!
Może by tak z 10 komów!!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

wtorek, 26 maja 2015

64. Auć!!

Hej!! :* 
Jestem już na miejscu.. Pracowałam.. bardzo długo a to wiąże sie ze zmęczeniem i brakiem czasu..
Ale napisałam kilka zdań następnego rozdziału!!
Może krótki ale mam!! :*

Objaśnienie:
J: - ja (Nathalie) 
B: - Bruno,
V: - Vik,
R: - Rayn,
K1,2: - koleś1, koleś2.

______________________________

B: Dlaczego wybijasz ludzi Billa? - spojrzałam na niego.
J: Dobrze wiesz, że ci nie powiem. - zaśmiałam sie sztucznie - Naprawdę Bruno, nie widzę naszej współpracy...
B: Chciałbym żebyś pomogła mi w rozkręceniu mojego nowego zajęcia. - uśmiechnął sie, tego uśmiechu jeszcze nie znałam.
J: To znaczy? - zaciekawiłam się.
B: Ostatnio odkryłem w sobie talent i
 chciałbym śpiewać... - powiedział lekko zawstydzony - Chce zacząć u Ciebie, to świetna, prestiżowa restauracja i to byłby idealny start, nie mówiąc o doświadczeniu. - mówił poważnie, a ja nie wiedziałam czy mam sie zacząć śmiać.
J: Ty mówisz serio?! Zacząłeś śpiewać? - dopytywałam dla pewności.
B: Tak. - zaśmiał sie - Masz, to jest moje demo... Przesłuchaj i daj mi znać jeśli ci sie spodoba. Zadzwoń... - podał mi krążek. Byłam zaskoczona jego propozycją, na pewno takiej sie nie spodziewałam.
V: Pańskie danie. - przyszedł Vik i podał mu jedzenie, a potem z ogromną troską spojrzał na mnie. Wkurza mnie! Tyle razy mówiłam mu że ma tego nie robić!
J: Smacznego i pozwól że wrócę do pracy. - Bruno skinął z uśmiechem głową i mogłam odejść. Wpierdole Viktorowi kiedyś za to martwienie się. - Vik do mnie!! - powiedziałam groźnie przechodząc obok niego. Chłopak posłusznie za mną poszedł. Wściekła weszłam do biura i czekałam aż zamknie za sobą drzwi. - Rozumiesz wszystko co do Ciebie mówię?! - warknęłam


V: No jasne. - odpowiedział od razu
J: A kurwa, ile razy mówiłam Ci że masz się mną nie przejmować?! Ile razy powtarzałam że masz sie nie martwić?! - spojrzałam wściekle na niego.
V: Yyy.. Sporo. - podrapał sie po karku.
J: Więc jednak nie rozumiesz co się do Ciebie mówi! Mam ci grozić bronią, żebyś zrozumiał?! - wyjęłam jeden pistolet z szuflady w biurku.
V: Nie. - potarł dłonią twarz - Doskonale wiesz że jesteś dla mnie ważna i boje sie o Ciebie. - podszedł do mnie.
J: Viktor jeszcze raz i będę traktować Cie tak jak na początku naszej znajomości! Chcesz tego?! - zapytałam znacząco.
V: Nie, przepraszam. - powiedział cicho i wyszedł z mojego biura. Byłam tak nabuzowana, że już dzisiaj bym nic już nie ugotowała. Zabrałam broń, przebrałam sie z fartucha i wyszłam z lokalu, rzucając Vikowi ostatnie spojrzenie. Szybko na GPS-ie odnalazłam gdzie znajduje sie Rayn i pojechałam tam... Był w swojej nędznej spelunie, weszłam do środka z bronią przed sobą.
K1: Rzuć broń!! - krzyknął jakiś koleś za mną. Odwróciłam sie powoli przekładając pistolet do jednej reki, drugą bardzo powoli sięgnęłam po nóż za plecami. - Powiedziałem coś! - warknął.
J: Nie gorączkuj sie! Zaraz rzucę. - uśmiechałam sie, co na pewno zbiło go z tropu. Już chciał coś powiedzieć, ale rzuciłam w niego nożem. Upadł na podłogę, z ust od razu zaczęła wypływać mu krew. Niech zginie powoli. Poszłam dalej szukać Sokoła, otworzyłam jakieś drzwi i ostrożnie tam weszłam, nikogo nie było, ale słyszałam jakieś rozmowy. Jest tu dużo osób. Nakręciłam tłumik i uszykowałam sobie kolejny magazynek. Jeden może być za mało...
K2: Kim jesteś?! - zauważył mnie następny ktoś. Bez ostrzenia strzeliłam mu prosto w głowę. Chyba było słychać, bo po kolei zaczęli sie zbiegać. Znalazłam sobie dobrą kryjówkę i po kolei rozstrzeliwałam każdego.
R: Wstrzymać ogień!! - usłyszałam głos Rayn'a. Słyszałam też jego kroki, dużo ludzi mu nie zostało. Zauważyłam po drugiej stronie jakąś ściankę, która mnie doskonale ochroni przed pociskami. Policzyłam w myślach do trzech i wybiegłam zza osłony. W biegu wystrzeliłam masę pocisków tak by zabić jak największą ilość osób. Nie tylko moje pociski fruwały w powietrzu i zanim dobiegłam do ściany poczułam jak coś wbija się w moje ciało. Dostałam!! Schowałam się za ścianą i zacisnęłam ranę. To wkurzyło mnie jeszcze bardziej! I myślę że już tylko Sokół został mi został...

...
______________________

Mówiłam że krótkie!! Ale chyba skomentujecie?!
Jakieś 10 komów!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

sobota, 23 maja 2015

63. Secret place...

Było ponad 10 komów więc dodaje jeszcze dzisiaj.. Mozolnie mi to szło, ale chciałam zrobić to dla was!! Dla tych którzy tu wchodzą codziennie, komentują i czekają na kolejne!!!!!

Objaśnienie:
J: - ja (Niall, potem Nath),
V: Viktor,
N: - Nathalie,
B: - Bruno.
_________________________


*Wciąż oczami Nialla*
http://img1.stylowi.pl//images/items/o/201410/stylowi_pl_wnetrza_naj-mega_26144706.gif Wziąłem stertę książek z jej biura i zacząłem je wynosić, układałem je na regale w korytarzyku, ostatnio zauważyłem ze robił sie coraz bardziej pusty i już wiedziałem gdzie one sie podziewały. Kilka razy musiałem chodzić po książki aż w końcu zapełniłem każdą półkę.
J: Takie są ciekawe? - zapytałem jej kiedy przechodziła obok mnie.
N: Książki? Tak, ale szukałam czegoś w nich i jak na razie nie znalazłam... - wpatrywała się w stare okładki.
J: Ta wydaje sie być interesująca... - złapałem za jedną i usłyszeliśmy jakieś trzaski.
N: Odsuń sie...
 - pociągnęła mnie trochę do tyłu i po chwili regały z książkami sie rozsunęły. Nathalie była zaskoczona, a ja nie mogłem uwierzyć że coś takiego w tym pałacu jest. - Niall znalazłeś! - ucieszyła się.
J: Co? - zdziwiłem sie
N: Wiesz ile tego pokoju szukałam?! - była zadowolona. Weszła bardzo ostrożnie do środka i zaczęła sie rozglądać. Sam zrobiłem to samo, widać było że w tym pokoju nie było nikogo od kilku lat. Pełno kurzy, pajęczyn... . Nathalie spojrzała na mnie, więc do Niej dołączyłem. Widziałem w jakim skupieniu ogląda wszystkie książki, dokumenty, półki. Naprawdę musiała długo szukać tego pokoju.
J: A to co? - podszedłem do podobnej skrzyni co w mojej altance. Ta jednak była otwarta. Brunetka podeszła do mnie i sprawdziła zawartość, były tam jakieś naszyjniki z diamentami i innymi wariościowymi kamieniami, dokumenty... Myślę że wartościowe, do tego była tam też gotówka, bardzo dużo gotówki...
N: Dziadki sie postarali. - powiedziała bardziej do siebie. Mnie jednak zaciekawił kluczyk, wyjąłem go i moja jedyna myśl to, to że pasuje do zamku tej drugiej skrzyni. - Spędzę tu chyba kolejny tydzień. - uśmiechnęła sie. A mi mina zrzedła, chciałem z nią pobyć, a ona sie teraz tu zaszyje? Wyszedłem stamtąd bez słowa i poszedłem na dół do pokoju z konsolą, włączyłem sobie pierwszą lepszą grę i miałem zajęcie na kolejne godziny...

*Oczami Nath*
Znalazł ten pokój! Mało brakuje, żebym skakała ze szczęścia. Ja nie mogłam go znaleźć od początku zamieszkania tu... Nawet nie zauważyłam kiedy Niall wyszedł i kiedy słońce zaszło. Siedziałam i czytałam wszystkie dokumenty. Okazało się że jestem bogatsza o kilka miliardów. Nie wiem jak dziadkowie zgromadzili taki majątek, ale każde pieniądze mogą się przydać w ucieczce od Billa... 
Zamknęłam ten pokój, zapamiętałam okładkę książki, którą ruszył Niall i powędrowałam do łazienki. Byłam zmęczona i podekscytowana, dawno tak sie nie czułam. Wzięłam szybki prysznic i poszłam do swojej sypialni. Blondyna nie było, co mnie zdziwiło. Ale może to lepiej że go nie ma... Dzisiaj za bardzo opuściłam gardę... Tylko dla kogo lepiej?! Ostatnio łapie się na tym, że bez niego ciężko mi nawet zasnąć. I on chyba dobrze o tym wie! Położyłam sie pod kołdrę i modliłam sie by przyszedł za jakiś czas. Nie doczekałam sie, ale gdy w nocy się przebudziłam byłam w jego ramionach. Marzyłam by noc trwała jeszcze kilkanaście godzin...

    Szybko znalazłam sie w restauracji. Dzisiaj będzie urwanie głowy, jak w każdy piątkowy wieczór... Viktor co kilkanaście minut odbierał gotowe zamówienia, uśmiechał sie za każdym razem.
J: Idę do biura. - szybko sie w nim znalazłam, było już po 5pm i musiałam sprawdzić kilka ważnych spraw. Najważniejsza to Bill, dawno nie było żadnego Sokoła. Może coś grubszego kombinuje? Jednak wysłał Sokoła, ale dopiero z nim rozmawiał, więc wieczorem mogę to załatwić. Sprawdziłam wszystko, łącznie z tym że wiem już kim jest morderca... Wróciłam do gotowania, ale w mojej głowie ciągle była myśl o Billu. Czemu on jeszcze nie ma dość?! Armia mu sie kończy i nie wiem z kim będzie współpracował jak każdego zabije...
V: Nath, ktoś do Ciebie. - przyszedł Vik, jego mina nie wskazywała na to że to zwykły kilent. Wytarłam ręce i poszłam za moim kierownikiem. Przy stoliku zauważyłam Bruna, co on tu robi?!
J: Witaj. - stanęłam przy nim, skinął znacząco głową bym usiadła. - Co Cie sprowadza?
B: Bill.. - jego ton nie był najprzyjemniejszy.
J: Mógłbyś jaśniej?
B: Wkurwia mnie, że tak bezkarnie żyje. Po tym jak posłał moją kuzynkę na śmierć... Do tego mam jeszcze z nim stare zatargi i chciałbym z Tobą...
J: Poczekaj. - przerwałam mu - Wiesz chyba że ja nie działam w grupie?
B: Wiem, jednak chciałbym z Tobą współpracować. - jego ludzie odeszli od nas. - Ale najpierw coś bym zjadł... - uśmiechnął sie, jakby cała sprawa nie była ani trochę poważna.
J: Jasne, ale tym razem ja ci ugotuje. - wstałam z miejsca.
B: Nie. - zatrzymał mnie - Nie chciałbym żebyś mi czegoś dosypała. - mrugnął w geście żartu. Mi aż tak do śmiechu nie było.
J: Bruno. - powiedziałam znacząco.

B: Mówię poważnie, nie chce żebyś mi usługiwała, w jakikolwiek sposób. Szanuje Cię i wierze że Twoi kucharze są równie dobrzy co ty. - usiadłam z powrotem i przywołałam Viktora.
J: Poproszę dla mojego gościa danie specjalne. - Vik zapisał i odszedł, jego wyraz twarzy nie był najlepszy, martwił sie czymś.
B: Wracając. - przywrócił mnie do żywych - Dlaczego wybijasz ludzi Billa? - spojrzałam na niego.
J: Dobrze wiesz, że ci nie powiem. - zaśmiałam sie sztucznie - Naprawdę Bruno, nie widzę naszej współpracy...
B: Chciałbym żebyś pomogła mi w rozkręceniu mojego nowego zajęcia. - uśmiechnął sie, tego uśmiechu jeszcze nie znałam.
J: To znaczy? - zaciekawiłam się.
B: Ostatnio odkryłem w sobie talent i..
...
_______________________

Teraz wy obiecująco skomentujcie 11 razy ten post!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



Naat

62. My the best DAY!!

Hejo! :*
Kochani.. Jeszcze tylko jutro!! Jak dzisiaj będzie do wieczora 10 komów to dodam jeszcze jedną część przed moim wyjazdem!!
I mam wielką, ogromną prośbę wręcz i chciałabym żebyście mi na to odpisali!!
Co sądzicie o tym FF? Tak szczerze, nie znudziło was? Jakie waszym zdaniem jest!?

___________________________

*Wciąż oczami Nialla*
Często w nocy nie mogę zasnąć, moja głowa wypełniona jest pytaniami na które tylko ona może odpowiedzieć. Nie ryzykuje kolejną kłótnią, więc o nic nie pytam... 
Poczułem jak dziewczyny ręka zjeżdża na linie moich spodenek. Serce zabiło mi szybciej jak poczułem że jej palce wślizgują sie pod materiał bokserek. To było dziwne i podniecające. Kolejna sprawa o której nie wiem co mam myśleć... Zdziwiłem sie gdy otworzyłem oczy i ona dalej była w moich ramionach, może dzisiaj zostanie ze mną?! 
Wyszedłem ostrożnie z łóżka i powędrowałem do łazienki. Wykonałem standardowe czynności i wróciłem do sypialni. Dziewczyna dalej była pogrążona w swoich snach, nawet przez jej twarz przeniknął słaby uśmiech. Położyłem sie obok i z głową wspartą na łokciu, wpatrywałem sie w nią. Była taka idealna. Podniosłem rękę i delikatnie przejechałem po jej nagim ramieniu. 

 https://secure.static.tumblr.com/7f669d4d13455ae30453f036da83871d/qkuaskx/on9neh4v6/tumblr_static_tumblr_static_8ejm2bo6hucc4cgcs8gkow44o_640.gif
Widziałem jak pod wpływem mojego dotyku przez jej skóre przechodzi dreszcz. Zbliżyłem swoją twarz do niej i ucałowałem jej czoło. Po chwili otworzyła swoje zielonkawe oczy.
N: Nie śpisz? - zdziwiła sie, ale i uśmiechnęła.
J: Nie. Tak rzadko budzę sie przy Tobie, więc postanowiłem skorzystać i na Ciebie popatrzeć... - powiedziałem szczerze
N: Musisz być taki bezpośredni? - zapytała z uśmiechem co odwzajemniłem. Przysunąłem sie bliżej i przytuliłem ją. Nath odwzajemniła i poczułem jak znów jej palce wślizgują sie pod gumkę od moich bokserek. 
J: Chcesz, żebym spał nago? - spytałem patrząc jej prosto w oczy. Na początku była zaskoczona.
N: Coo? Zwariowałeś? - podniosła sie do pozycji siedzącej.
J: Oczywiście, że nie... To przecież ja najpierw wkładam Ci rękę pod koszulkę, a potem pod majteczki... - puściłem jej oczko. Widziałem jak sie zawstydza. Poczułem że to wszystko jest sposobem na wyrażenie jej uczucie. Chce być blisko mnie i może robić to tylko w nocy, to jedyny sposób. 
N: Nie śpię więcej z Tobą. - powiedziała krótko i speszyła sie. Wyszła spod kołdry, wyskoczyłem zaraz za nią i złapałem za biodra, odwrócając w moją stronę. 
J: Pięknie Ci z rumieńcami... - stwierdziłem i przytuliłem ją do siebie. Dziewczyna ku mojemu zdziwieniu nie wyrywała sie i odwzajemniła uścisk. - Może oboje będziemy spać nago? - wypaliłem
N: Zapomnij! - wyrwała się i poszła do łazienki.
J: Chciałem spróbować jak to jest... - krzyknąłem do Niej przez drzwi, ale nie otrzymałem odpowiedzi. 
Po kilkunastu minuach wyszła i nie patrząc na mnie wróciła do łóżka. Teraz to byłem w szoku! 
N: Mam dzisiaj wolne, nie patrz tak na mnie. - naciągnęła na siebie kołdrę i dalej próbowała spać. - Niall? - zapytała z zamkniętymi oczami.
J: Tak? - z mojej twarzy nie chciał zniknąć uśmiech.
N: Będziesz sie cały czas patrzał czy zrobisz jakieś śniadanie? - uśmiechnęła sie, ale nie otworzyła oczu. Podeszłym do niej, cmoknąłem ją w policzek i wyszedłem z sypialni. To może być najwspanialszy dzień w moim życiu. Zacząłem robić śniadanie i śpiewałem nasze piosenki, słyszałem że zaraz wejdzie do pomieszczenia. Odwróciłem sie i patrząc jej prosto w oczy zaśpiewałem swoją solówkę "Little Things". 

J: You’ll never love yourself
Half as much as I love you
You’ll never treat yourself right darlin’
But I want you to
If I let you know
I’m here for you
Maybe you’ll love yourself like I love you
Ooh 
To jest dokładnie to co chciałbym jej mówić do końca życia. Skończyłem i podałem jej talerz z naleśnikami.
N: Lubie tą piosenkę. - powiedziała po chwili i wepchnęła sobie do ust kawałek naleśnika. Zaniemówiłem. Ona dzisiaj zmiażdży mój system... Wiem, że jutro albo jeszcze dzisiaj możemy sie pokłócić, ale chce z tego korzystać całym sobą...
J: To co będziemy dzisiaj robić? - zapytałem gdy byliśmy już w salonie.
N: Nie wiem... Musze ogarnąć trochę swoje biuro. - spojrzałem na nią.
J: Miałaś mieć wolne. - powiedziałem znacząco.


N: Wiem, ale widziałeś jaki jest tam syf?! - uśmiechnęła sie gdy zaprzeczyłem. Ja nawet tam nie mogę wchodzić. - Pomożesz mi. - wstała z miejsca nie czekając na jakakolwiek odpowiedz z mojej strony. Poszedłem za nią i chwile później sprzątaliśmy jej gabinet. Przez cały czas sie śmieliśmy, żartowaliśmy, zaczepiałem ją przy każdym przejściu obok niej... Przypadkowe dotknięcia jej ciała, ukradkowe spojrzenia, wszystko na co nie mogę sobie pozwolić każdego innego dnia. Rozmawialiśmy o czym tylko chcieliśmy, żaden temat nie był dzisiaj tajemnicą, ale nie chciałem zaczynać tematów które są dla niej drażniące... Wziąłem stertę książek z jej biura i zacząłem je wynosić, układałem je na regale w korytarzyku, ostatnio zauważyłem ze robił sie coraz bardziej pusty i już wiedziałem gdzie one sie podziewały. Kilka razy musiałem chodzić po książki aż w końcu zapełniłem każdą półkę.
J: Takie są ciekawe? - zapytałem jej kiedy przechodziła obok mnie.
N: Książki? Tak, ale szukałam czegoś w nich i jak na razie nie znalazłam... - wpatrywała się w stare okładki.
J: Ta wydaje sie być interesująca... - złapałem za jedną i usłyszeliśmy jakieś trzaski.
N: Odsuń sie...

...
____________________

Pamiętajcie żeby odpisać na moje pytania na początku postu! To dla mnie bardzo, BARDZO WAŻNE!!! A następny rozdział po 10 komach, standard!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

piątek, 22 maja 2015

61. I want you, but I can't..

Ahoj.. :*
Jeszcze tylko 2 dni i mnie nie ma.. ! Tak jak wam mówiłam i powtórze, rozdziały będą o wiele rzadziej, ale licze na was, że będziecie tu zaglądać :*


Objaśnienie:
R: - reporterka,
J: - ja (Niall)
N: - Nathalie.
K: - kobieta ze snu.

______________________________

*Wciąż oczami Nialla*
 Włączyłem tv by skupić sie na czymkolwiek. Akurat puścili sie wiadomości.
R: Ciało groźnego gangstera, niejakiego Danne'go Sarnes zostało znalezione w starej fabryce, która okazała się miejscem produkcji narkotyków, hazardu i handlem żywym towarem... - powiedziała reporterka. W mojej głowie pojawiła sie myśl, że to Nath. - Policja nie wie kto jest sprawcą, ale myślę że po tak wielu latach ścigania go, jest zadowolona tym faktem. - kobieta się zaśmiała - Danny był seryjnym mordercą i dilerem, wyrządził wiele szkód nie tylko w naszym mieście ale i całym kraju... - nie chciałem już tego słuchać.
N: Ciężko nie było... - usłyszałem jej głos. Szybko znalazła sie koło mnie i spojrzała w moje oczy. Na jej twarzy był delikatny uśmiech. - Tylko coś późno go znaleźli. - stwierdziła. Byłem przerażony tym faktem, ona podchodzi do tego tak lekko.
J: Nie martwisz się, że znajdą na Ciebie dowody? 
N: Nie. Slyszałeś co powiedziała reporterka. Policja jest wdzieczna za jego śmierć... - wzruszyła ramionami.
J: Czemu jesteś taka spokojna?
N: Niall, gdybyś zabił tyle osób co ja, to...
J: Nie kończ... - przerwałem jej - Jak Ci minął dzisiejszy dzień? - zmieniłem temat, nie chciałem rozmawiać o tych gangsterskich sprawach.


N: Spokojnie dzisiaj było w restauracji, ale jutro za to będzie urwanie głowy... - uśmiechnęła sie, uwielbiałem jej uśmiech. Był szczery w momentach kiedy opowiada o restauracji. Patrzeliśmy
sobie prosto w oczy, było tak magicznie. Miałem wrażenie że coś mnie pcha w jej kierunku, nie mogłem sie już powstrzymać. Z prędkością światła zmniejszyłem odległość miedzy nami i wpiłem sie w jej usta. Czułem że jest zaskoczona moim zachowaniem, czekałem tylko na odwzajemnienie mojego pocałunku. Nie doczekałem sie, ale zawzięcie starałem sie sprawić by zaczęła mnie całować. Nic takiego się nie stało, więc odsunąłem sie od niej i spojrzałem ze smutkiem w jej oczy. Nic nie powiedziała, podniosłem sie z miejsca i poszedłem do siebie. Łaziłem w kółko po swojej sypialni, czułem sie koszmarnie. Kocham ją, ale ona chyba nie kocha mnie, albo strasznie mocno broni sie przed tą miłością... 
Byłem już zmęczony, dzisiejszy dzień był pracowity, położyłem sie w swoim łóżku. Nie wiem czy dzisiaj chciałbym pójść do niej i z nią spać. Nie potrafiłbym spojrzeć jej w oczy, czułem sie zawstydzony. Zasypiałem już, kiedy od mojej sypialni otworzyły sie drzwi. Chwile później poczułem jak Nathalie wchodzi pod kołdrę. 
I co ja mam teraz o tym myśleć?! Odtrąca mnie, potrzebując jednocześnie?! Brunetka wtuliła sie w moje ciało. Nie reagowałem zbyt na jej gesty, udawałem że śpię. Nath kolejny raz włożyła rękę pod moją koszulkę i czułem jak spokojnie oddycha.
N: Musisz mnie zrozumieć Niall... - zaczęła cicho - Nie mogę odwzajemniać twoich uczuć czy gestów. Za bardzo chce żebyś był bezpieczny, żebyś mógł żyć... - czyli co?! Czyli zależy jej na mnie, ale wprost tego nie mówi? Zrobiło mi sie lepiej, przekręciłem sie tak, że mogłem 
sie do niej przytulić. Zamknąłem ją w swoich ramionach i odpłynąłem do swojego świata... 
J: Piękny zachód słońca, prawda?! - spojrzałem na ślicznotkę obok siebie. Siedzieliśmy tacy szczęśliwi na kocyku na środku wielkiego ogrodu. W powietrzu była miłość, namiętność i żądza posiadania siebie nawzajem. 
K: Tak, jest bardzo miło... - kobieta wtuliła sie we mnie, objąłem ją ramieniem, przyciągając ją jeszcze bardziej. Kocham ją i widzę że ona też, poza mną świata nie widzi...
J: Musze się Ciebie o coś zapytać. - brunetka po raz pierwszy odwróciła sie przodem do mnie, ale było tak jasno, że nie widziałem jej twarzy. 

K: Słucham..? - ponagliła mnie, stresowałem sie coraz bardziej.
J: Chciałem zapytać, czy... - mój oddech stał sie cięższy - czy wyjdziesz za mnie? - wyjąłem przed nią piękny pierścionek.

K: Niall, on jest cudowny. - zachwyciła sie
J: Zgadzasz się? - spytałem dla pewności.
K: Taak! - krzyknęła z radością i wpiła sie w moje usta.
...
Podniosłem sie do pozycji siedzącej z znacznie przyspieszonym rytmem serca, spojrzałem na drugą część łóżka, które było już puste. W łazience starałem sie przypomnieć sobie kim była ta brunetka ze snu. Nie widziałem jej twarzy, ale jej usta smakowały znajomo. Zszedłem na dół, było cicho i Nathalie jest pewnie w pracy. Nie chce nawet myśleć czy w restauracji czy inaczej pracuje...
Czas leciał mi strasznie szybko odkąd miałem się czym zająć. Jednego dnia widywałem Nathalie, innego nie. Altanka wygląda coraz lepiej i za jakiś czas będę mógł zrobić uroczyste otwarcie... 
Co noc powtarzało sie to samo, Nathalie wolała tulić sie do mojego nagiego torsu i dlatego postanowiłem spać bez koszulki. Czułem jej ciepło na swoim ciele, łączy nas coś czego nawet nie jestem w stanie opisać. Kocham ją i ona w głębi serca też kocha mnie, ale boi sie to okazywać. Chyba mogę to zrozumieć, prawda? Żyje w tak niebezpiecznym świecie, że to przysporzyło by jej więcej kłopotów. W każdej chwili może zginać i to dlatego że sie w niej zakochałem. Nie posłuchałem gdy mnie ostrzegała i teraz jest jeszcze bardziej narażona... 
Mieszkam w pałacu już ponad 4 miesiące. Nathalie co kilka dni wraca strasznie zmęczona, czasami upaprana w krwi, z jakąś raną. A ja mam już tego serdecznie dość. Z chłopakami widuje się rzadko, ale na szczęście mogę do nich dzwonić. Jakoś załatwili mi wszystkie meble do chatki nad jeziorem. Nathalie na szczęście się o niej nie dowiedziała i będzie to niespodzianka... Jest ona ostatnio trochę podminowana, widzę jaka jest wykończona i chciałbym żeby miała w końcu spokój z tymi bandytami... Często w nocy nie mogę zasnąć, moja głowa wypełniona jest pytaniami na które tylko ona może odpowiedzieć. Nie ryzykuje kolejną kłótnią, więc o nic nie pytam... 
Poczułem jak dziewczyny ręka zjeżdża na linie moich spodenek. Serce zabiło mi szybciej jak poczułem że jej palce wślizgują sie pod materiał bokserek. To było dziwne i podniecające. Kolejna sprawa o której nie wiem co mam myśleć... Zdziwiłem sie gdy otworzyłem oczy i ona dalej była w moich ramionach, może dzisiaj zostanie ze mną?!
...
_______________

Co sądzicie?! A jak sie czujecie ze świadomością, że będą rzadko rozdziały?! Ja nic nie poradzę!!
Ale komentujcie, jakieś 11 komów potrzebuje do następnego rozdziału!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!



Naat

czwartek, 21 maja 2015

60. Cottage on the lake.. *-*

Aloha!!
To już 60 rozdział!!!!!!!!!!
I tak jak wam wspominałam niedawno to od przyszłego tygodnia będę chodzić do pracy! Więc rozdziały będą pojawiać sie RZADZIEJ!!! 
Więc jeśli chcecie jeszcze do poniedziałku jakieś rozdziały to szybko komentujcie!!


Objaśnienie:
J: - Ja ( Niall),
R: - reporterka,
N: - Nathalie.
__________________________

*Wciąż oczami Nialla*
Nath leży koło mnie, taka bezbronna i niewinna. Zupełne przeciwieństwo tego co jest na jawie... Przekręciła sie przodem do mnie, kładąc na moją klatkę piersiową swoją głowę i otulając ręką. Sam przycisnąłem ją mocniej do siebie, wtedy dziewczyna dłonią podwinęła moją koszulkę i wsunęła pod nią rękę. Byłem zaskoczony tym gestem, nie wiem czy był świadomy, czy nie, ale na pewno był miły. Nigdy bym sie tego po niej nie spodziewał! Widząc jak jest na mnie czasami wściekła, wiem że już nie raz miała ochotę mnie zabić... Ale bądź, co bądź leżę tu i mam ją w ramionach, przekręciłem sie ostrożnie przodem do niej i otuliłem szczelnie ramionami. Chciałem ją schował przed całym światem. Śliczna brunetka swoją rękę ułożyła na moich plecach na wysokości bioder. Czułem jak robi mi się  gorąco, nie spodziewałem się tego. Uśmiechnąłem sie do siebie i odpłynąłem w krainę snu...
Rano jak otworzyłem oczy, Nathalie już nie było. Podniosłem sie i opuściłem podwinięty t-shirt.  Wyszedłem z łóżka i powędrowałem do łazienki, wziąłem orzeźwiający prysznic i wykonałem resztę porannych czynności. Dość szybko znalazłem sie w mojej sypialni i ubrałem sie w szare dresy i biały t-shirt. Byłem ciekaw czy dziewczyna jest w domu. Było cicho, więc podejrzewam że jej nie ma... Wszedłem do kuchni i tak jak myślałem, nie było jej, ale zostawiła kartkę: 'Będę dzisiaj do wieczora w restauracji... Pamiętaj o swoim bezpieczeństwie. '. Przestroga jak zwykle, ale co miałem zrobić? Ciesze sie że jest blisko mnie. Zostało mi tylko czekanie na nią. Zjadłem i posprzątałem po sobie, nudziło mi sie strasznie, zszedłem na dół do pokoju z konsolą. Grałem tylko ze dwie godziny, po czym odechciało mi sie. Zacząłem bez celu łazić po wielkim pałacu, od najwyższego pietra do najniższego. Oczywiście chciałem wejść do każdego pokoju, ale większość z nich była zamknięta. Moglem wejść tylko do tych podstawowych pomieszczeń, takich jak są w normalnych domach. Wyszedłem do ogromnego ogrodu, był naprawdę wielki i chyba żeby go zwiedzić potrzebowałbym całego dnia... Szedłem powoli rozglądając sie dookoła. Przeszedłem przez mały lasek kilkaset metrów od pałacu, za nim było małe jeziorko, a po jego drugiej stronie jakaś altanka. Z daleka była bardzo ładna, ale jak podszedłem to okazała się totalną ruiną... Chyba dla zabicia czasu zajmę sie tym miejscem. Będzie jak z bajki! 
Wróciłem szybko do domu i znalazłem w garażu potrzebne materiały, jakiś młotek, gwoździe, itp. Na szczęście Nathalie posiadała wózek golfowy, załadowałem wszystko i pojechałem na to miejsce. Dzisiaj było słonecznie, więc z oświetleniem problemu nie będzie. Najpierw posprzątałem dookoła tej altanki,
pozbierałem wszystkie połamane gałęzie i deski, śmieci. Zajrzałem do środka, panował półmrok, tylko przez dziury w dachu wpadało słonce. Pełno kurzu unosiło się w powietrzu. W rogu stała jakaś skrzynia, niestety zamknięta, ale chyba dziwić sie nie powinienem. Większość rzeczy i pomieszczeń w tej posiadłości jest pozamykane. Oprócz ten jednej skrzyni były jakieś półki, regały. Totalny bałagan i żeby to wszystko ładnie wyglądało trzeba sie nieźle postarać. Niestety, lub stety spędzę tu nieokreślony bliżej czas, więc będę mógł sie tym zając... 
Byłem tam do zmierzchu, dzisiejszego dnia udało mi sie tam tylko w połowie posprzątać. Wsiadłem do meleksa i ze śmieciami wróciłem do garażu. Za domem stał kontener i mogłem wszystko tam wyrzucić. Zaparkowałem pojazd i poszedłem do swojej sypialni. Po drodze spojrzałem na wielki zegar na ścianie: 9:56pm, czyli Nath już powinna być. Zabrałem świeże ubrania i poszedłem do łazienki. Moje włosy, ubrania były całe w kurzy i pajęczynach. Rozebrałem sie i wszedłem pod prysznic. Czułem sie zmęczony i dawno tak nie pracowałem, ale to było dobre zmęczenie. W końcu jest coś co będzie zależeć tylko ode mnie. Musze zastanowić sie jak urządzić to miejsce i jak załatwić wszystkie potrzebne mi rzeczy. Chciałbym zrobić Nathalie niespodziankę. I mam nadzieje, że się o tym nie dowie. Będę musiał porozmawiać z chłopakami potrzebnym materiale. Jest na to jeszcze czas, dlatego śpieszyć się nie muszę... 
Założyłem na siebie czarne rurki i szarą koszulkę, rozczesałem mokre włosy i wyszedłem z pomieszczenia. Bylem niesamowicie głodny, więc skierowałem sie od razu do kuchni. W domu było bardzo cicho, na dworze ciemno i przerażała mnie trochę ta cisza. Włączyłem sobie odtwarzacz, który był w kuchni. Zdziwiłem się widząc nasz krążek w jej małej biblioteczce płyt. Włączyłem FOUR i od razu przypomniały mi sie dawne czasy.
Zacząłem śpiewać razem z dawnymi nami... "No Control" było takie żywe i odgrzewając sobie jedzenie, śpiewałem na całe gardło. To, że jest kolacja znaczyło że Nathalie jest w domu od jakiegoś czasu. Poczułem pewien żal, że One Direction sie już skończyło, ale też byłem wdzięczny, że pomimo ich ciemnych spraw nasza przyjaźń wciąż trwa. Oni są najlepszymi przyjaciółmi na świecie i nie zamienił bym tych wszystkich lat za nic innego. Coraz bardziej za nimi tęsknie. Ten weekend nie spowodował że jest mi lepiej. Wcześniej spotykaliśmy sie niemal codziennie, a teraz muszę siedzieć tu. Tylko dlatego, że chciałem poznać dziewczynę z identycznym nazwiskiem co moje. Kocham ją coraz mocniej, ale czasem tego wszystkiego żałuje. Przede wszystkim przez to, że przeze mnie Ona ryzykuje swoim życiem... 
Zjadłem pysznaą kolacje i poszedłem poszukać pięknej brunetki. Pierwsze co przyszło mi do głowy to, to że jest w swoim biurze, cicho zapukałem, ale nie nie otworzyła mi. Skierowałem sie do jej sypialni, też jej nie było. Zrezygnowałem z poszukiwań i wróciłem powoli do salonu, usiadłem na kanapie i włączyłem tv by skupić sie na czymkolwiek. Akurat puścili sie wiadomości.
R: Ciało groźnego gangstera, niejakiego Danne'go Sarnes zostało znalezione w starej fabryce, która okazała się miejscem produkcji narkotyków, hazardu i handlem żywym towarem... - powiedziała reporterka. W mojej głowie pojawiła sie myśl, że to Nath. - Policja nie wie kto jest sprawcą, ale myślę że po tak wielu latach ścigania go, jest zadowolona tym faktem. - kobieta się zaśmiała - Danny był seryjnym mordercą i dilerem, wyrządził wiele szkód nie tylko w naszym mieście ale i całym kraju... - nie chciałem już tego słuchać.
N: Ciężko nie było...
...
__________________
Co sądzicie?! Będziecie za moimi rozdziałami tęsknić?!
Myślę że następny rozdział po 10 komach!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

wtorek, 19 maja 2015

59. Can I hug You?

Hej!! :*
Okazało sie że mam zdrowe serce :D
Musze wam powiedzieć, że prawdopodobnie jeszcze tydzień i idę do pracy, więc rozdziały będą pojawiać sie rzadziej..  :(

Objaśnienie:
J: - Ja (Nath, potem Niall)
N: - Niall (potem Nathalie),
Z: - Zayn,
Lou: - Louis,
Li: - Liam, 
H: - Hazz.

Przypomnienie: Midnight Memories - restauracja Nathalie.
________________________________


Lou: Możemy sie spotkać? - zapytał z nadzieją?!
J: Nie. - powiedziałam stanowczo
Lou: Dlaczego? - zdziwił sie
J: Chciałeś kurwa spędzić czas z Niallem! - on jest taki głupi czy tylko udaje?
Lou: Tak, nie mówię że teraz... W poniedziałek. - zaproponował
J: Nie wiem czy chce Cie widzieć. To mogłoby się źle dla Ciebie skończyć. - zaśmiałam sie sztucznie.
Lou: Nic mi nie zrobisz... Nie mogłabyś zabić przyjaciela Nialla.- powiedział pewny swoich słów i sie rozłączył. Zamorduje go, kiedyś na pewno to zrobię!! Byłam wykończona, Tomlinson mi dopiekł i jeśli się nie zmieni to nie ręczę za siebie...
    Weekend minął mi na tym co zwykle, jeździłam do Midnight Memories, zabijałam kolejnych Sokołów. Drażniłam tym Billa i co najważniejsze tęskniłam za Horanem... Niby długo ze mną nie mieszka, ale zdążyłam sie przyzwyczaić. Chłopak spełnił moją prośbę i nie kontaktował sie ze mną. Wsiadłam w moje czerwoniutkie cacko i

pojechałam po Niego. Przenieśli sie do domu Malika, zaparkowałam na podjeździe i wystarczyło poczekać aż mi otworzą.
Z: O, cześć Nathalie... - przywitał mnie Zayn.
J: Hej, Niall spakowany? - nie chciałam przedłużać w żaden sposób tej wizyty.
Z: Tak, ale może wejdziesz? - skinęłam głową, przepuścił mnie w drzwiach i zaprowadził do salonu.
J: Niall wracamy. - powiedziałam stanowczo.
H: Nathalie, a może zostaniesz na obiedzie? - uśmiechnął sie do mnie.
J: Nie mogę. Mam jeszcze dużo pracy. - wykręcałam sie.
Lou: Co? - odezwał sie - Przecież dzisiaj niedziela, nie daj sie prosić... - uśmiechnął sie złośliwie, on to robi specjalnie!
J: Może innym razem. Niall? - spojrzałam na Niego. Chłopak zrozumiał i ze smutną miną poszedł po swoje rzeczy.
Li: Widzisz jakie to dla Niego ważne? - zwrócił sie do mnie, gdy blondyn zniknął za rogiem.
J: A czy Ty wiesz, że na szczycie tego budynku na przeciwko był jego kolejny morderca?! - chłopaki wpatrywali sie we mnie z wielkim szokiem 
Z: Co? - przestraszył się 
J: Żartowałam! Już go zabiłam, nie ryzykowałabym tak.  - uśmiechnęłam sie lekko do nich - Jeśli mi nie wierzycie to sprawdźcie, nie posprzątałam... - puściłam im oczko i w tym samym momencie wrócił Niall.
N: Możemy jechać. - uśmiechnął sie słabo, podszedł do przyjaciół i pożegnał ich uściskiem. Pojechaliśmy prosto do pałacu, blondyn był cały czas przygnębiony. Chyba mój pomysł go rozweseli. Chłopak szybko zniknął na górze, ja jednak nie chciałam go na razie wołać, przygotowałam wszystko co potrzebne i zastanawiałam sie co dokładnie przyrządzić. Zbliżała sie już pora obiadowa i myślę że wspólne gotowanie go rozweseli. Wymyśliłam potrawę i poszłam do Niego. Weszłam do jego sypialni i już miałam wychodzić, kiedy zobaczyłam otwarte drzwi na balkon. Poszłam tam i zauważyłam, że siedzi pod ścianą i ma schowaną twarz w dłoniach.
J: Niall? - przykucnęłam obok, chłopak spojrzał na mnie. Jego oczy nigdy nie były takie smutne.
N: Mogę Cie przytulić? - zapytał cicho, lekko skinęłam głową i po chwili byłam już w jego ramionach. Odwzajemniłam uścisk, nie mogłabym już ignorować takich gestów.
J: Co sie stało? - zapytałam po jakimś czasie.

N: Nie chce na razie o tym mówić. - powiedział z głową przy mojej szyi.
J: Rozumiem, jeśli będziesz chciał porozmawiać wiesz gdzie jestem... - uśmiechnęłam się. Czułam jego gorący oddech na skórze. - Chciałam dzisiaj z Tobą coś ugotować, ale jak nie masz humoru, to w porządku. - pogładziłam jego plecy. Blondyn odsunął sie ode mnie i uśmiechnął sie szeroko. Cały smutek zniknął!
N: Nie odpuszczę takiej okazji. - zaśmiał sie lekko i łapiąc mnie za rękę zaprowadził do kuchni... 
Jak wyglądało nasze wspólne gotowania?! Hmm... Było pełno śmiechów, wygłupów i dużo bałaganu. Ale warte to było największego syfu na świecie! Niall co chwile spoglądał w moje oczy, uroczo sie uśmiechał, myślę że humor mu sie poprawił. - Dziękuje Ci za to. - powiedział ze szczęściem w oczach gdy usiedliśmy już w salonie.
J: Teraz już będziesz potrafił zrobić coś innego niż naleśniki. - zaśmiałam sie
N: Tak, ale nie o to mi chodzi... Naprawdę widzę jak wiele dla mnie robisz, poświęcasz wszystko co masz, a nawet własne życie żeby mnie chronić... Nie rozumiem jednak dlaczego? - spojrzał w moje oczy. Dlaczego to robię?! Nawet sama nie znam logicznej odpowiedzi...
J: Ymmm... kiedyś na pewno ci powiem, ale nie teraz... - zbyłam go. Musze poważnie to przemyśleć.

*Oczami Nialla*
Nie teraz...?! Jak zwykle! Nie będę sie kłócił, ona ma wystarczająco dużo na głowie. Nie chce jej jeszcze dokładać... Uśmiechnąłem sie tylko słabo i spojrzałem przez wielkie okno, na dworze było dziś w ładnie.
J: Masz jakieś plany na jutro? - zapytałem po kilku minutach.
N: Musze sprawdzić jak sierociniec sie wywiązuje z umowy, ogarnąć jeszcze sprawy w Midnight Memories i zabi... - urwała w pół słowa, doskonale wiem co chciała powiedzieć - A czemu pytasz?
J: Tak tylko... Jaki sierociniec? - zaciekawiłem sie.
N: Zawarłam umowę z domem dziecka, że przez kilka miesięcy moja restauracja będzie zapewniać im wszystkie posiłki, pod warunkiem że ona za ten zaoszczędzony hajs zrobią remont. - wstała z miejsca i podeszła do komody przy ścianie.
J: Wow. - mruknąłem cicho. - To bardzo szlachetne i dobre z Twojej strony. - podszedłem do niej, brunetka podała mi dokument potwierdzający, że mówi prawdę. Umowa jest 
dla niej niekorzystna, bo ona nie zarabia w ten sposób, ale to co robi.. Nie ma takich ludzi!! Gubię sie, im bardziej ją poznaje tym bardziej skomplikowana sie wydaje...
N: Nathalie Horan nie jest tylko zimną suką... - zaśmiała sie, a ja nie wiedziałem o co jej chodzi. - Nie ważne. - odpowiedziała zanim zapytałem - Jestem zmęczona, nie wiem jak Ty, ale ja idę się zrelaksować. - uśmiechnęła sie i zniknęła za ścianą. Zadziwia mnie z każdą chwilą... ta umowa z tym sierocińcem, jej zmiana w stosunku do mnie... Czyżbym roztopił lód wookół Niej? 
Poszedłem do swojej łazienki i też chyba potrzebowałem długiej kąpieli.Wyszedłem z pomieszczenia po niecałej godzinie. Ubrałem sie w mój ulubiony t-shirt i dresowe spodenki i walnąłem sie na swoje łóżko. Później pójdę do Nathalie. Bawiłem sie komórkę, podśpiewywałem sobie. Nawet zacząłem marzyć,
chciałbym żeby ta cała groźna szopka sie skończyła... 
Podszedłem do okna, nawet nie zauważyłem że ze swojej sypialni mam widok na zatokę. Gdy było już ciemno, poszedłem do brunetki i położyłem sie koło niej. Długo nie mogłem zasnąć, leżałem w jej sypialni, w jej łóżko, patrząc w pogrążoną ciemnością, przestrzeń... Tak wiele sie zmieniło w moim życiu. Nath leży koło mnie, taka bezbronna i niewinna. Zupełne przeciwieństwo tego co jest na jawie.. 
Przekręciła sie przodem do mnie, kładąc na moją klatkę piersiową swoją głowę i otulając ręką. Sam przycisnąłem ją mocniej do siebie, wtedy dziewczyna dłonią podwinęła moją koszulkę i wsunęła pod nią rękę...
...

___________________________
Komentujcie, piszcie!!
Może by tak 10 komów?! Taak, tyle na pewno dacie rade!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

niedziela, 17 maja 2015

58. At one time I will kill you!!

Hej maluchy!! :*
Dałam rade napisać kolejny rozdział!!

Objaśnienie: 
J: - ja(Nathalie)
N: - Niall,
Li: - Liam, 
Lou: - Louis,
D: - Danny

___________________________

J: Niall spakuj się na weekend, weź wszystko co potrzebne i jedziemy. - powiedziałam rozkazująco, gdy posprzątaliśmy kuchnie. Na zegarku było już po 5pm, a ja jeszcze muszę kogoś zamordować.
N: Co?! 
- zdziwił sie
J: Zawiozę Cie do Twoich przyjaciół...
N: Dziękuje, dziękuje, dziękuje! - podszedł bardzo szybko do mnie i uściskał, podnosząc do góry.

J: Bo sie rozmyśle... - zagroziłam ze śmiechem, blondyn postawił mnie na ziemi pobiegł do swojej sypialni. Ja w tym czasie poszłam dokładnie spojrzeć gdzie w tej chwili jest Sokół, jak na razie u Billa, więc będę musiała go śledzić... Zabrałam potrzebną broń i zeszłam do salonu. Nie czekałam na Horana długo i już po kilku minutach jechaliśmy do domu Payne'a. - Mam nadzieje, że jesteś w domu? - zapytałam przez telefon zbliżając sie do willi Payna. 
Li: Tak. - odpowiedział krótko 
J: Jesteś sam czy reszta też jest? 
Li: Z Zaynem.
J: Zaraz będziemy.
Li: Skąd masz mój adres? - zaciekawił się. Nie odpowiedziałam na jego pytanie tylko się rozłączyłam. Podjechałam pod jego dom i wysiedliśmy. Chciałam jak najszybciej wejść do budynku, jednak Nialler zatrzymał sie przed drzwiami.
N: Dziękuje Ci.. - uśmiechnął sie.
J: Nie daruje im jak coś ci sie stanie. - mruknęłam bardzo cicho i do siebie
N: Słucham?
J: Baw sie dobrze. - powiedziałam szybko - I nie kontaktuj sie ze mną. W niedziele przyjadę po ciebie... - wepchnęłam go do środka. Rozejrzałam się, nie było tu nikogo podejrzanego. Od razu zaczęłam wpisywać odpowiednia kody w telefon by sprawdzić gdzie jest Sokół. Blisko, zaledwie ulice stąd. Tak szybko namierzyłby Nialla?! Pojechałam tam i już wiedziałam kim jest zabójca. Znam ten budynek bardzo dobrze. Weszłam do środka, słyszałam jakieś rozmowy, kroki gdzieś daleko. Wyjęłam przed siebie broń i na telefonie sprawdziłam gdzie sie dokładnie znajduje dawny znajomy. Chyba jest na samej górze. Poszłam tam co kilka minut sprawdzałam czy jestem już blisko mojego celu. Pomimo tych wszystkich głosów nie minęłam sie z nikim... 
Schowałam komórkę, gdy stanęłam przed tymi właściwymi drzwiami, wsłuchałam sie chwile, jest tam... ale też nie jest sam. Usłyszałam ze 3 różne głosy, cofnęłam sie i z całej siły kopnęłam w drzwi zapominając że kilka dni temu szyłam rane... Stało sie tak jak chciałam i wyleciały z zawiasów robiąc wielki hałas. Bez zastanowienia zastrzeliłam gości stojących po bokach pomieszczenia. Po chwili zostałam już sam na sam z Dannym! 
D: Nathalie?! - spojrzał na mnie zaskoczony - Coś ty zrobiła?! To moi klienci!! - zdenerwował się. Danny to mój dawny bliższy znajomy.
J: Mało mnie to obchodzi. - podeszłam do Niego i wymierzyłam w Niego bronią.
D: Chcesz mnie zabić? - zapytał spokojnie.
J: Chcesz śmierci Nialla Horana?! - spytałam denerwując się już. Moje serce biło zdecydowanie za szybko. Danny wyciągnął przed siebie dużą broń, tym samym celując w sam środek mojej klatki piersiowej.
D: Może i tak. - uśmiechnął się. - To duży zastrzyk gotówki... Znasz mnie, wiesz co się dla mnie liczy... - zza paska od spodni wyjęłam drugi pistolet i tym też wymierzyłam w Niego.
J: W takim razie ja chce Cie zabić! - uśmiechnęłam sie w ten sam sposób co on.
D: Co się stało z moją Nathalie?! - powiedział kręcąc głową.

J: Stała sie lepsza! - wystrzeliłam z obu broni i patrzałam jak moje pociski dziurawią jego ciało. Krew rozbryzgnęła się na wszystkie strony, całe moje ubranie miało czerwone plamki... 
Danny leżał na ziemi a obok Niego jego broń. Wyszłam stamtąd ścierając jego krew ze swojej twarzy. Nawet on sie w to wpakował. Mówił że z tym kończy, że odchodzi z gangsterski... Ten facet był mi bliski, jako nastolatka kochałam sie w nim... Zawsze wydawał mi się taki dojrzały, stąpał twardo po ziemi, wiedział czego chce... Dziwnie sie czułam ze świadomością że pozbawiłam go życia, ale on zagrażał Niallowi. Nie mogłam ryzykować. Wsiadłam w samochód i pojechałam do pałacu, wzięłam relaksującą kąpiel, musiałam przyswoić do siebie tą myśl.. Wyszłam z łazienki po jakiś dwóch godzinach. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Tomlinsona.
Lou: Czego chcesz?! - burknął gdy tylko odebrał.
J: Grzeczniej kurwa! - warknęłam.
Lou: Nie będziesz mnie ustawiać! - znów wściekłość 
zaczęła we mnie buzować.
J: Lepiej zejdź z tonu, bo w inny sposób się Tobą zajmę. - zagroziłam, czułam jak wściekłość przejmowała nade mną kontrole 
Lou: Nie boje się Ciebie. - odpowiedział stanowczo
J: Może powinieneś zacząć! Kim ty jesteś że tak się do mnie odzywasz?!! Jeśli chcesz to skończy sie dzień dziecka i załatwię Ciebie i całą twoją obstawę!- krzyknęlam - Tomlinson pomyśl o tym co dla Ciebie i twojego przyjaciela robię!! A nie wkurwiasz wszystkich dookoła swoim dziecinnym zachowaniem! - łaziłam po całym domu wrzeszcząc na niego.
Lou: Uspokój sie! Nie wydzieraj sie na mnie! - zwrócił mi uwagę - Myślisz, że tylko Ty jesteś groźna?! Co robisz dla mnie?! Kurwa nic!
J: Nic?! - zaśmiałam sie ironicznie - Wyciągnęłam Cie z więzienia, chronię twojego przyjaciela, chcesz to nie muszę tego robić, Ty sie wszystkim zajmiesz! Zostawisz swoje brudne interesy! Dilerka pójdzie w odstawkę i zajmiesz się zabijaniem! Dla Niego!! Chcesz tego?!! - byłam na maxa wściekła - Albo moze inaczej, ilu ty zabiłeś do tej pory Sokołów, żeby obronić Nialla? Hm? 
Lou: Żadnego... - powiedział cicho.
J: Co mówisz? Powtórz głosniej... 
Lou: Żadnego, okay?! - krzyknął
J: Więc chyba sprawa jest jasna. - powiedziałam już normalnie.
Lou: Przez Ciebie trafiłem do paki... 
J: Ale Cie ostrzegałam przed pójściem tam! - zauważyłam
Lou: Tak, masz racje... - przyznał mi racje. Może coś do Niego w końcu dotrze. - Możemy sie spotkać? - zapytał z nadzieją?!
J: Nie. - powiedziałam stanowczo
Lou: Dlaczego? - zdziwił sie
J: Chciałeś kurwa spędzić czas z Niallem! - on jest taki głupi czy tylko udaje?
Lou: Tak, nie mówię że teraz... W poniedziałek. - zaproponował
J: Nie wiem czy chce Cie widzieć. To mogłoby się źle dla Ciebie skończyć. - zaśmiałam sie sztucznie.
Lou: Nic mi nie zrobisz...

________________________

Piszcie swoje opinie! Jak myślicie co Nath zrobi w związku z Louisem?!
Dowiecie się po 11 komach!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat