CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!

sobota, 30 maja 2015

66. Where he is?!




Hej kochani.. !!
Patrzcie daje rade pisać!! :*
Tylko muszą być spełniane warunki!! :D

Objaśnienie: 
J: - ja (Nathalie),
N: - Niall, 
V: - Viktor.
____________________________

N: Jak było dzisiaj w pracy? - zapytał gdy siedzieliśmy już w salonie.
J: Duży ruch dzisiaj był w restauracji, ale nie miałam problemu by wszystko ogarnąć. - w jego oczach dostrzegłam że nie oto chodziło. Chłopak bał sie tego całego polowania. Oni polują na Nialla, a ja na nich! - Teraz przez kilka dni zapewne będziesz bezpieczniejszy.. Powoli kończą sie Billowi ludzie.. - zaśmiałam sie, to był pocieszający fakt, że ja jedna niszczę wielką armie.
N: Czyli że mogę spotkać sie z przyjaciółmi?
- nadzieja przepełniała jego głos.
J: Nie. - powiedziałam stanowczo. - Wspominałam Ci kiedyś że to nie jest dobre! - 

dlaczego on nie może pojąc, że pomimo tego i tak jest niebezpiecznie?! Zdenerwował mnie, moje nerwy wzbiły sie na wyższy poziom.
N: Zrozum że muszę mieć jakiś kontakt z nimi.. Nie widziałem ich jakieś dwa miesiące - powiedział cicho.

http://24.media.tumblr.com/ae4a2c0fc02db0be3b43f32d62880b53/tumblr_mzpkq9b6zV1rkht2vo1_250.gifJ: Wiesz jakie jest moje zdanie i nie chce rozmawiać już na ten temat! - podniosłam sie z miejsca i poszłam do swojego biura. I wpatrywałam sie w zgaszony komputer, odpaliłam go po jakimś czasie i sprawdzałam system Billa. Nienawidzę go za to co mi robi!! Co robi Niallowi!! Odpuściłam sobie to, nie miałam sił na szpiegowanie go. Zabrałam sie za załatwianie spraw związanych z restauracją. Wzięłam telefon i wyszłam z biura zamykając go.
J: Viktor! - powiedziałam od razu
V: Szefie?
J: Trzeba zamówić do kuchni jakiś nowy sprzęt?
V: Wiesz.. Mogłabyś zamówić mi nowe noże.. - zaproponował.
J: A nie zamawiałam ci nowych jakoś dwa, trzy miesiące temu? - rozmawiając z nim łaziłam po domu. Nialla nigdzie nie widziałam.
V: Taak..
J: Wiesz, że każdy szanujący sie kucharz używa przez całe życie jednych noży? - zaśmiałam sie
V: Wiem i na szczęście nie gotuje w twojej restauracji.. - on też sie zaśmiał
J: A teraz na poważnie.. - zajrzałam do sypialni blondyna, nie było go tam..
V: Jutro mamy ważnego gościa, pamiętasz?
J: Ta. - mruknęłam, gdzie jest ten chłopak?!
V: Wiec pewnie spędzisz w kuchni cały dzień..
J: Viktor zajmij sie wszystkim.. Zamów wszystko co potrzeba, ustal menu, a jak nie będziesz czegoś wiedział to dzwoń.. - powiedziałam szybko. Nigdzie nie mogłam znaleźć Nialla. Weszłam z powrotem do biura i włączyłam monitoring.
V: Sam? - zapytał zdziwiony, zaskoczony i przerażony.. W kuchni go nie ma, w salonie pusto.. Włączyłam ekran z ogrodu i już wiem gdzie on jest. Odetchnęłam.. - Nath.. - upominał sie
J: Dobra.. Mogę ci pomóc, co bierzesz na siebie? - usiadłam już o wiele spokojniejsza na fotelu i wpatrywałam sie w ekran monitora. Niall wydawał sie przygnębiony, smutny.. Schował twarz w dłonie, moje serce mięknie, ale nie mogę pozwolić mu na spotkanie sie z przyjaciółmi bez żadnej ochrony. Bill na pewno będzie o tym wiedział zanim on w ogóle pomyśli o swoim bezpieczeństwie.
V: Słuchasz mnie?


J: Vik przepraszam.. - oparłam głowę o dłoń.
V: Wybaczam.. Zrób menu, a jak będziesz wiedzieć jakie składniki, daj mi znać..
J: Czekaj na wiadomość.. - rozłączyłam sie i rzuciłam telefon na biurko. Dlaczego tak bardzo przejmuje sie tym chłopakiem?! Mogłabym pójść do niego, pocieszyć, przytulic, ale nie potrafię. Nie umiem pokazywać swoich emocji, życie nauczyło mnie, że to ściąga tylko same krzywdy, więc nie robię tego. On sam wpakował sie w to bagno! A mógł żyć swoim własnym życiem! A ja.. Ja bym mogla z czasem bez żadnych słabych stron rozprawić sie z armią Billa..
By zapomnieć o tym zabrałam sie za rozpisywanie menu. Wykwintne dania dobierałam z pasją, uwielbiałam to. Zapominałam przy tym o wszystkim, cały świat znikał! Kilka godzin później Vik dostał listę potrzebnych rzeczy i produktów. - Wysłałam ci już wszystko łącznie z menu.. - powiedziałam gdy tylko odebrał.
V: Szybko Ci poszło. Zabieram sie do roboty..
J: Do jutra..
V: A Nath.. - zatrzymał mnie - Jesteś świetną szefową..
J: Dzięki.. - mruknęłam
V: Człowiekiem też. - dodał
J: Na razie.. - rozłączyłam sie i zeszłam do kuchni po wodę. Jest już po 10pm. więc trzeba iść spać.. Szybko przebrałam sie w piżamkę i położyłam we własnym łóżku, dzisiaj samotna noc, bez Nialla, bez tulenia sie do niego. On musi w końcu zrozumieć powagę sytuacji.. Kolejne dni były prawie takie same, Niall sie nie odzywał, prawie wcale go nie widywałam. W restauracji nie mogłam przestać o nim myśleć. To było koszmarne! Tak bardzo jak chciałam go wyrzucić z głowy, tak mocno on tam siedział. Uzależniłam sie od jego osoby, a to w moim przypadku nie jest dozwolone.. Weszłam do domu i od razu poszłam do swojej sypialni. blondyna nie słyszałam i nawet nie wiem co może robić. Wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic, ubrałam się i związując włosy w koka powędrowałam do kuchni. Zaparzyłam sobie kawę i wsłuchiwałam się w przerażającą cisze.. Jest zdecydowanie za cicho, muszę go znaleźć. Pierwsze co sprawdziłam to jego sypialnie, a z niej jego łazienkę, pusto! Przeszłam do biura i sprawdziłam na kamerach, każdy możliwy kont pałacu obejrzałam. Nialla nie ma!! Zniknął! Wzięłam telefon i wybierałam już do niego numer, gdy zauważyłam, ze frontowe drzwi się otwierają..

...
_____________________
Myślę że jest okay.. Blog pomimo mojego braku czasu działa.. :D 
I jakoś tak myślę że 10 komów będzie w porządku!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

czwartek, 28 maja 2015

65. They want to kill Niall, and I'm killing them!!

Kochani!!
Boli mnie wszystko.. W pracy cały dzień stoję, więc rozumiecie! :/ 
Ale jak widzicie udaje mi sie coś pisać, pomimo zmęczenia!!!

Objaśnienie:
J: - ja ( Nathalie),
R: - Rayn,
N: - Niall.
T1,T2: - Typ1, Typ2.
_____________________________

R: Wstrzymać ogień!! - usłyszałam głos Rayn'a. Słyszałam też jego kroki, dużo ludzi mu nie zostało. Zauważyłam po drugiej stronie jakąś ściankę, która mnie doskonale ochroni przed pociskami. Policzyłam w myślach do trzech i wybiegłam zza osłony. W biegu wystrzeliłam masę pocisków tak by zabić jak największą ilość osób. Nie tylko moje pociski fruwały, zanim dobiegłam do ściany poczułam jak coś ociera o moje ciało, potem jak coś się zagłębia.. Dostałam!! Schowałam się ze ścianą i zacisnęłam ranę. To wkurzyło mnie jeszcze bardziej! I myślę że już tylko Sokół został.. Zdusiłam w sobie ból i wychyliłam sie ostrożnie. Nie było go, same trupy!
J: Kurwa. - warknęłam do siebie i wyszłam zza ściany, szybko przeszłam przez drzwi do kolejnego pomieszczenie i zauważyłam jak w kolejnych drzwiach znika Rayn. Strzeliłam w jego kierunku zanim zniknął i usłyszałam jak syknął. Musiał dostać! W miarę swojego stanu doszłam do niego i zauważyłam że trzyma sie za plecy i ucieka. Wystrzeliłam kolejne i było po nim. Upadł na ziemie twarzą do dołu, nawet nie miałam siły do niego podchodzić. Wróciłam sie, słyszałam jakieś głosy, sprawdziłam ilość pocisków. Jeden tylko, wymieniłam magazynek i weszłam do pokoju pełnego martwych ciał.
T1: Nie ruszaj sie!! - krzyknął gdy tylko mnie zobaczył. Bez żadnego odzewy władowałam w niego ze dwa pociski i szłam dalej.
J: Nie mam czasu na pogaduszki! - powiedziałam do siebie i dalej kierowałam sie do wyjścia. 

http://3.bp.blogspot.com/-VsTT1XvnVJ8/UqBY4mcb2hI/AAAAAAAAFrY/xb3VTi6wOxM/s1600/tumblr_lvqlisHZ0C1r5z4sho1_500_large.gif
T2: Stój, bo strzelam! - kolejny typ wyszedł nie wiadomo skąd.
J: Ja strzele! - mówiąc to faszerowałam go amunicją. Chce już stąd jak najszybciej wyjść.. Wsiadłam do samochodu i starając sie nie zemdleć jechałam do pałacu. Z trudem, ale po jakiś 2o minutach byłam pod domem. Weszłam tylnymi drzwiami by nie spotkać po drodze i ukrytą winka wjechałam na piętro gdzie była moja sypialnia. Szybko przeszłam do łazienki i rozebrałam sie z poplamionych ubrań. Otarły mnie dwa pociski.. - Fuck.. - powiedziałam do siebie i zaczęłam je odkażać. Jedną ranę trzeba zszyć, wyjęłam odpowiednie przyrządy, zagryzłam jakiś ręcznik i zaczęłam mój zabieg. Po około 15 minutach byłam już opatrzona, zakleiłam plastrem i mogłam sprzątać i wziąć prysznic. Znowu będę musiała przyklejać nowy opatrunek! Mimo to wykąpałam sie i zawinięta w ręcznik wyszłam z łazienki. Ubierając sie myślałam o Billu i tym co on wyprawia. Wysyła na mnie moich dawnych znajomych! Rayn'a poznałam go kilka lat temu, chciał połączyć ze mną siły jak jeszcze w tym siedziałam. Nie działałam w duetach, więc odrzuciłam jego propozycje, jak każdą inną od Sokołów. Przez to narobiłam sobie więcej wrogów i tylko czekają na okazje by sie zemścić. A to co proponuje im Bill jest najodpowiedniejsze.. Do tego, że działałam sama to jeszcze byłam najlepsza. To drażniło ich najbardziej.. A to że mogą zabić kogoś bliskiego z mojego otoczenia jest najgorszą zemstą jaka może być. Każdy w tej branży wie że utrata kogoż ważnego jest największym ciosem. Ale Rayn już nic nie zrobi i jeśli chodzi o kilka następnych dni to Niall jest bezpieczny. Muszę przewidzieć każdy ruch Billa by chronić Irlandczyka.. Włosy rozczesałam i zeszłam do kuchni, gdzie właśnie był Niall.
J: Cześć. - powiedziałam i podeszłam do blatu, by zrobić sobie kawę.
N: Hej.. Zrobiłem kolacje.. - spojrzał na mnie z niepewnym uśmiechem.


J: Super.. - usiadłam do stołu i Nialler postawił przede mną porcje spaghetti. Ładnie pachniało. Usiadł na przeciwko mnie unikając kontaktu wzrokowego. Wzięłam pierwszy kęs i czułam jak blondyn mi sie przygląda, jakby badał moją reakcje.
N: Nie smakuje Ci? - spytał patrząc prosto w moje oczy, chyba bardzo sie starał by kolacja mu wyszła.
J: Jest bardzo dobre i miło jest zjeść coś z rąk amatora.. - uśmiechnęłam sie. Przez blondyna twarz przebiegła ulga. Przyłożył sie do tego dania, na pewno spędził przy przygotowaniu tego posiłku z pół dnia. A zabijanie może być wyczerpujące, więc miło tak po 'pracy' wrócić do domu i zjeść kolacje nieugotowaną przez siebie samą, taką prostą, nie wymagającą skomplikowanych składników. Dawno nawet ja tak nie gotowałam, ale lata praktyki w mojej restauracji oduczyły mnie od tego. Niall jest jakby czymś nowym dla mnie, powrotem do prostych rzeczy. Zjadłam ze smakiem i posprzątałam po kolacji. Ból był odczuwalny, ale znośny, a nie chciałam mu pokazywać że cierpię.
N: Jak było dzisiaj w pracy? - zapytał gdy siedzieliśmy już w salonie.
J: Duży ruch dzisiaj był w restauracji, ale nie miałam problemu by wszystko ogarnąć. - w jego oczach dostrzegłam że nie oto chodziło. Chłopak bał sie tego c
ałego polowania. Oni polują na Nialla a ja na nich! - Teraz przez kilka dni zapewne będziesz bezpieczniejszy.. Powoli kończą sie Billowi ludzie.. - zaśmiałam sie, to był pocieszający fakt, że ja jedna niszczę wielką armie.
N: Czyli że mogę spotkać sie z przyjaciółmi? 

...
________________________
Pisajcie co sądzicie.. I bądzicie dla mnie wyrozumiali!!!!!
Może by tak z 10 komów!!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

wtorek, 26 maja 2015

64. Auć!!

Hej!! :* 
Jestem już na miejscu.. Pracowałam.. bardzo długo a to wiąże sie ze zmęczeniem i brakiem czasu..
Ale napisałam kilka zdań następnego rozdziału!!
Może krótki ale mam!! :*

Objaśnienie:
J: - ja (Nathalie) 
B: - Bruno,
V: - Vik,
R: - Rayn,
K1,2: - koleś1, koleś2.
______________________________

B: ..Dlaczego wybijasz ludzi Billa? - spojrzałam na niego.
J: Dobrze wiesz, że ci nie powiem.. - zaśmiałam sie sztucznie - Naprawdę Bruno, nie widzę naszej współpracy..
B: Chciałbym żebyś pomogła mi w rozkręceniu mojego nowego zajęcia. - uśmiechnął sie, tego uśmiechu jeszcze nie znałam.
J: To znaczy? - zaciekawiłam się.
B: Ostatnio odkryłem w sobie talent i
chciałbym śpiewać.. I zacząć u Ciebie, to wspaniała restauracja i to było by świetne doświadczenia. - mówił poważnie, a ja nie wiedziałam czy mam sie zacząć śmiać.
J: Ty mówisz serio?! Zacząłeś śpiewać? - dopytywałam dla pewności.
B: Tak.. - zaśmiał sie - Masz, to jest moja płytka.. Posłuchaj i masz mój numer, jeśli ci sie spodoba to zadzwoń.. - podał mi krążek, byłam zaskoczona jego propozycją, na pewno takiej sie nie spodziewałam.
V: Pańskie danie. - przyszedł Vik i podał mu jedzenie a potem z ogromną troską spojrzał na mnie. Wkurza mnie! Tyle razy mówiłam mu ze ma tego nie robić!
J: Smacznego i pozwól że wrócę do pracy. - Bruno skinął z uśmiechem głową i mogłam odejść. Wpierdole mu kiedyś za to zmartwienie w oczach. - Vik do mnie!! - powiedziałam groźnie przechodząc obok niego. Chłopak posłusznie za mną poszedł, wściekła weszłam do biura i czekałam aż on zamknie za sobą drzwi. - Rozumiesz wszystko co do Ciebie mówię?! - warknęłam


V: No jasne. - odpowiedział od razu
J: A kurwa, ile razy mówiłam Ci że masz nie patrzeć na mnie z takimi uczuciami?! Ile razy powtarzałam ze masz sie nie martwić?! - spojrzałam wściekle na niego.
V: Yyy.. Sporo. - podrapał sie po karku.
J: Więc jednak nie rozumiesz jak do ciebie mówię! Mam ci grozić bronią, żebyś zrozumiał?! - wyjęłam jeden pistolet z szuflady w biurku.
V: Nie.. Ale dobrze wiesz ze jesteś dla mnie ważna i boje sie o Ciebie. - podszedł do mnie.
J: Viktor jeszcze raz i będę traktować cie jak na początku naszej znajomości, chcesz tego?! - zapytałam znacząco.
V: Nie, przepraszam. - powiedział cucho i wyszedł z mojego biura. Byłam tak nabuzowana że już dzisiaj bym nic nie ugotowała, zabrałam broń, przebrałam sie z fartucha i wyszłam z lokalu, rzucając Vikowi ostatnie spojrzenie. Szybko na GPS-ie odnalazłam gdzie znajduje sie Rayn i pojechałam tam.. Był w swojej nędznej spelunie, weszłam do środka z bronią przed sobą.
K1: Rzuć broń!! - krzyknął jakiś koleś za mną. Odwróciłam sie powoli przekładając pistolet do jednej reki, drugą bardzo powoli sięgnęłam po nóż za plecami. - Powiedziałem coś! - warknął.
J: Nie gorączkuj sie! Zaraz rzucę.. - uśmiechałam sie co na pewno zbiło go z tropu. Już chciał coś powiedzieć, ale rzuciłam w niego nożem. Upadł na podłogę, z ust od razu zaczęła wypływać mu krew. Niech zginie powoli.. Poszłam dalej szukać Sokoła, otworzyłam jakieś drzwi i ostrożnie tam weszłam, nikogo nie było, ale słyszałam dalej jakieś rozmowy. Dużo osób, zakręciłam tłumik i uszykowałam sobie kolejny magazynek. Jeden może być za mało..
K2: Kim jesteś?! - zauważył mnie następny ktoś. Bez ostrzenia strzeliłam mu prosto w głowę. Chyba było słychać bo po kolei zaczęli sie zlatywać, znalazłam sobie dobrą kryjówkę i po kolei rozwalałam każdego.
R: Wstrzymać ogień!! - usłyszałam głos Rayn'a. Słyszałam też jego kroki, dużo ludzi mu nie zostało. Zauważyłam po drugiej stronie jakąś ściankę, która mnie doskonale ochroni przed pociskami. Policzyłam w myślach do trzech i wybiegłam zza osłony. W biegu wystrzeliłam masę pocisków tak by zabić jak największą ilość osób. Nie tylko moje pociski fruwały, zanim dobiegłam do ściany poczułam jak coś ociera o moje ciało, potem jak coś się zagłębia.. Dostałam!! Schowałam się ze ścianą i zacisnęłam ranę. To wkurzyło mnie jeszcze bardziej! I myślę że już tylko Sokół został..

...
______________________
Mówiłam że krótkie!! Ale chyba skomentujecie?!
Jakieś 10 komów!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

sobota, 23 maja 2015

63. Secret place...

Było ponad 10 komów więc dodaje jeszcze dzisiaj.. Mozolnie mi to szło, ale chciałam zrobić to dla was!! Dla tych którzy tu wchodzą codziennie, komentują i czekają na kolejne!!!!!

Objaśnienie:
J: - ja (Niall, potem Nath),
V: Viktor,
N: - Nathalie,
B: - Bruno.
_________________________

*Wciąż oczami Nialla*
http://img1.stylowi.pl//images/items/o/201410/stylowi_pl_wnetrza_naj-mega_26144706.gif Wziąłem stertę książek z jej biura i zacząłem je wynosić, układałem je na regale w korytarzyku, ostatnio zauważyłem ze robił sie coraz bardziej pusty i już wiedziałem gdzie one sie podziewały. Kilka razy musiałem chodzić po książki aż w końcu zapełniłem każdą półkę.
J: Takie są ciekawe? - zapytałem jej kiedy przechodziła obok mnie.
N: Książki? Tak, ale szukałam czegoś w nich i jak na razie nie znalazłam.. - wpatrywała się w stare okładki.
J: Ta wydaje sie być ciekawa.. - złapałem za jedną i usłyszeliśmy jakieś trzaski.
N: Odsuń sie..
- pociągnęła mnie trochę do tyłu i po chwili regały z książkami sie rozsunęły. Nathalie była zaskoczona, a ja nie mogłem uwierzyć że coś takiego w tym pałacu jest. - Niall znalazłeś! - ucieszyła się.

J: Co? - zdziwiłem sie
N: Wiesz ile ja tego pokoju szukałam?! - była zadowolona, weszła bardzo ostrożnie do środka i zaczęła sie rozglądać. Sam zrobiłem to samo, widać było że w tym pokoju nie było nikogo od kilku lat. Pełno kurzy, pajęczyn.. Prawie jak prawdziwy zamkowy loch.. Zaśmiałem sie cicho do siebie na tą myśl. Nathalie tylko spojrzała na mnie, ale nic nie powiedziała. Widziałem w jakim skupieniu ogląda wszystkie książki, dokumenty, pułki. Naprawdę musiała długo szukać tego pokoju.
J: A to co? - podszedłem do podobnej skrzyni co w mojej altance, ta jednak była otwarta. Brunetka podeszła do mnie i sprawdziła zawartość, były tak jakieś naszyjniki z diamentami, dokumenty.. Myślę że wartościowe, do tego gotówka, bardzo dużo gotówki..
N: Dziadki sie postarali.. - powiedziała bardziej do siebie, mnie jednak zaciekawił kluczyk, wyjąłem go i moja jedyna myśl to, to że pasuje do zamku tej drugiej skrzyni.. - Spędzę tu chyba kolejny tydzień. - uśmiechnęła sie. A mi mina zrzedła, ja chciałem z nią pobyć, a ona sie teraz tu zaszyje. Wyszedłem stamtąd bez słowa i poszedłem na dół do pokoju z konsolą, włączyłem sobie pierwszą lepszą grę i miałem zajęcie na kolejne godziny..

*Oczami Nath*
Znalazł ten pokój! Ciesze sie niesamowicie, ja nie mogłam go znaleźć od początku zamieszkanie tu.. I nawet nie zauważyłam kiedy Niall wyszedł i kiedy słońce zaszło, siedziałam i czytałam wszystkie dokumenty.. Zamknęłam ten pokój, zapamiętałam okładkę książki którą ruszył Niall i powędrowałam do łazienki. Byłam zmęczona i podekscytowana, dawno tak sie nie czułam. Wzięłam szybki prysznic i poszłam do swojej sypialni, blondyna nie było, co mnie zdziwiło. Ale może to lepiej.. Tylko dla kogo?! Ja już nie zasnę bez niego obok!! I on chyba dobrze o tym wie! Położyłam sie pod kołdrę i modliłam sie by przyszedł za jakiś czas. Nie doczekałam sie, ale gdy w nocy się przebudziłam byłam w jego ramionach. Marzyłam by noc trwała jeszcze kilkanaście godzin..


    Szybko znalazłam sie w restauracji. Dzisiaj będzie urwanie głowy, piątek wieczór.. Jak każdy piątek, ale nastawić sie trzeba na dużo roboty.. Viktor co kilkanaście minut odbierał gotowe zamówienia, uśmiechał sie za każdym razem.
J: Idę do biura.. - szybko sie w min znalazłam, było już po 5pm, i musiałam sprawdzić kilka ważnych spraw. Najważniejsza to Bill, dawno nie było żadnego Sokoła, może coś grubszego kombinuje.. Wysłał Sokoła, dopiero z nim rozmawiał, więc wieczorem mogę to załatwić. Sprawdziłam wszystko, łącznie z tym że wiem już kim jest morderca.. Wróciłam do gotowania, ale w mojej głowie ciągle była myśl o Billu, że on jeszcze nie ma dość! Armia mu sie kończy i nie wiem z kim on będzie współpracował jak każdego zabije..
V: Nath, ktoś do Ciebie.. - przyszedł Vik, jego mina nie wskazywała na to ze to zwykły gość restauracji. Wytarłam ręce i poszłam za moim kierownikiem. Przy stoliku zauważyłam Bruna, co on tu robi?!
J: Witaj.. - stanęłam przy nim, skinął znacząco głową bym usiadła. - Co Cie sprowadza?
B: Bill.. - jego ton nie był najprzyjemniejszy.
J: Mógłbyś jaśniej?
B: Wkurwia mnie że tak bezkarnie żyje, po tym jak posłał moją kuzynkę na śmierć.. Do tego mam jeszcze z nim stare zatargi i chciałbym z Tobą..
J: Poczekaj.. - przerwałam mu - Wiesz chyba że ja nie działam w grupie?
B: Wiem, jednak chciałbym z Tobą współpracować. - jego ludzie odeszli od nas. - Ale najpierw coś bym zjadł.. - uśmiechnął sie, jakby cała sprawa nie była ani trochę poważna.
J: Jasne, ale tym razem ja ci ugotuje.. - wstałam z miejsca.
B: Nie. - zatrzymał mnie - ..Nie chciałbym żebyś mi czegoś dosypała. - mrugnął w geście żartu. Mi aż tak do śmiechu nie było.
J: Bruno.. - powiedziałam znacząco.

B: Mówię poważnie, nie chce byś musiała mi usługiwać w jakikolwiek sposób, szanuje Cię i wierze że Twoi kucharze są równie dobrzy co ty.. - usiadłam z powrotem i przywołałam Viktora.
J: Poproszę dla mojego gościa danie specjalne. - Vik zapisał i odszedł, jego wyraz twarzy nie był najlepszy, martwił sie czymś.
B: Wracając.. - przywrócił mnie do żywych - Dlaczego wybijasz ludzi Billa? - spojrzałam na niego.
J: Dobrze wiesz, że ci nie powiem.. - zaśmiałam sie sztucznie - Naprawdę Bruno, nie widzę naszej współpracy..
B: Chciałbym żebyś pomogła mi w rozkręceniu mojego nowego zajęcia. - uśmiechnął sie, tego uśmiechu jeszcze nie znałam.
J: To znaczy? - zaciekawiłam się.
B: Ostatnio odkryłem w sobie talent i..
...
_______________________
Teraz wy obiecująco skomentujcie 11 razy ten post!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



Naat

62. My the best DAY!!

Hejo! :*
Kochani.. Jeszcze tylko jutro!! Jak dzisiaj będzie do wieczora 10 komów to dodam jeszcze jedną część przed moim wyjazdem!!
I mam wielką, ogromną prośbę wręcz i chciałabym żebyście mi na to odpisali!!
Co sądzicie o tym FF? Tak szczerze, nie znudziło was? Jakie waszym zdaniem jest!?
___________________________

*Wciąż oczami Nialla*
Często w nocy nie mogę zasnąć, moja głowa wypełniona jest pytaniami na które tylko ona może odpowiedzieć, ale nie pytam, nie chce ryzykować.. Poczułem jak dziewczyny ręka zjeżdża na linie moich spodenek, serce zabiło mi szybciej jak poczułem że jej palce wślizgują sie pod materiał bokserek. To było dziwne i podniecające, kolejna sprawa o której nie wiem co mam myśleć.. Zdziwiłem sie gdy otworzyłem oczy i ona dalej była w moich ramionach, może dzisiaj zostanie ze mną?! Wyszedłem ostrożnie z łóżka i powędrowałem do łazienki, wykonałem standardowe czynności i wróciłem do sypialni. Dziewczyna dalej była pogrążona w swoich snach, nawet na jej twarzy przeniknął słaby uśmiech. Położyłem sie obok niej i z głową wspartą na łokciu, wpatrywałem sie w nią. Była taka idealna, podniosłem rękę i delikatnie przejechałem po jej nagim ramieniu. 
 https://secure.static.tumblr.com/7f669d4d13455ae30453f036da83871d/qkuaskx/on9neh4v6/tumblr_static_tumblr_static_8ejm2bo6hucc4cgcs8gkow44o_640.gif
Widziałem jak pod wpływem mojego dotyku jej usta wyginają sie w małym uśmieszku. Zbliżyłem swoją twarz do niej i ucałowałem jej czoło, po chwili otworzyła swoje zielonkawe oczy.
N: Nie spisz? - zdziwiła sie ale i uśmiechnęła.
J: Nie, to rzadkość kiedy budzę sie przy Tobie, więc postanowiłem skorzystać..
N: I dlatego musisz sie tak intensywnie we mnie wpatrywać? - zapytała z zadziornym uśmiechem co odwzajemniłem. Przybliżyłem sie do niej i przytuliłem sie, Nath odwzajemniła i poczułem jak znów jej palce wślizgują sie pod gumkę od moich bokserek. Zachichotałem i odsunąłem sie od niej. - Co? - spytała zaskoczona.
J: Nic tylko nie zmusisz mnie do spania nago.. - powiedziałem znacząco.
N: Coo? Przecież ja nic nie mówię.. - podniosła sie do pozycji siedzącej.
J: Niee.. To ja ci najpierw wkładam rękę pod bluzeczkę, a potem pod majteczki.. - pokazałem jej język i również usiadłem. Widziałem jak sie zawstydza, poczułem że to wszystko to jest dla niej coś co wyraża jej uczucie do mnie. Chce być blisko mnie i to może być jedyny sposób na okazywanie tego.
N: Nie śpię więcej z Tobą. - powiedziała krótko i zdenerwowała sie. Wyszła spod kołderki, wyskoczyłem zaraz za nią i złapałem ją za biodra, odwróciłem ją do siebie i przytuliłem mocno. Dziewczyna ku mojemu zdziwieniu nie wyrywała sie i odwzajemniła uścisk, wpadłem na pomysł i włożyłem dłonie pod jej koszulkę. - Ejj.. - oburzyła sie i odsunęła sie ode mnie.
J: No co?! Chciałem spróbować jak to jest.. - wzruszyłem ramionami.
N: Dobra, dobra.. - uśmiechnęła sie i znów wróciła do łóżka. Teraz to byłem w szoku! - Mam dzisiaj wolne, nie patrz sie tak. - naciągnęła na siebie kołdrę i dalej próbowała spać. - Niall? - zapytała z zamkniętymi oczami.
J: Tak? - z mojej twarzy nie chciał zniknąć uśmiech.
N: Będziesz sie cały czas patrzał czy zrobisz jakieś śniadanie? - uśmiechnęła sie ale nie otworzyła oczu. Podeszłym do niej, cmoknąłem ją w policzek i wyszedłem z jej sypialni. To może być najwspanialszy dzień w moim życiu. Zacząłem robić śniadanie i śpiewałem nasze piosenki, słyszałem że zaraz wejdzie do pomieszczenia, odwróciłem sie do niej i patrząc jej prosto w oczy zaśpiewałem swoją solówkę Little Things. 

J: You’ll never love yourself
Half as much as I love you
You’ll never treat yourself right darlin’
But I want you to
If I let you know
I’m here for you
Maybe you’ll love yourself like I love you
Ooh
- to jest dokładnie to co chciałbym jej mówić do końca życia. Skończyłem i podałem jej talerz z naleśnikami.
N: Lubie tą piosenkę.. - powiedziała po chwili i wepchnęła sobie do ust kawałek naleśnika. Zaniemówiłem, ona dzisiaj pobiła wszystko co dotychczas miedzy nami było. Mimo że wiem, że jutro albo jeszcze dzisiaj możemy sie pokłócić ale chce z tego korzystać..
J: To co będziemy dzisiaj robić? - zapytałem gdy byliśmy już w salonie.
N: Nie wiem.. Musze ogarnąć trochę swoje biuro.. - spojrzałem na nią.
J: Miałaś mieć wolne.. - powiedziałem znacząco.


N: Wiem, ale widziałeś jaki jest tam syf?! - uśmiechnęła sie gdy zaprzeczyłem. Ja nawet tam nie mogę wchodzić. - Pomożesz mi. - wstała z miejsca nie czekając na jakakolwiek odpowiedz z mojej strony. Poszedłem za nią i chwile później sprzątaliśmy jej gabinet. Przez cały czas sie śmieliśmy, żartowaliśmy, zaczepiałem ją przy każdym przejściu obok niej. Przypadkowe dotknięcia jej ciała, ukradkowe spojrzenia, wszystko na co nie mogę sobie pozwolić każdego innego dnia. Rozmawialiśmy o czym tylko chcieliśmy, żaden temat nie był dzisiaj tajemnicą, ale nie chciałem zaczynać tematów które są dla niej drażniące.. Wziąłem stertę książek z jej biura i zacząłem je wynosić, układałem je na regale w korytarzyku, ostatnio zauważyłem ze robił sie coraz bardziej pusty i już wiedziałem gdzie one sie podziewały. Kilka razy musiałem chodzić po książki aż w końcu zapełniłem każdą półkę.
J: Takie są ciekawe? - zapytałem jej kiedy przechodziła obok mnie.
N: Książki? Tak, ale szukałam czegoś w nich i jak na razie nie znalazłam.. - wpatrywała się w stare okładki.
J: Ta wydaje sie być ciekawa.. - złapałem za jedną i usłyszeliśmy jakieś trzaski.
N: Odsuń sie..

...
____________________
Pamiętajcie żeby odpisać na moje pytania na początku postu! To dla mnie bardzo, BARDZO WAŻNE!!! A następny rozdział po 10 komach, standard!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

piątek, 22 maja 2015

61. I want you, but I can't..

Ahoj.. :*
Jeszcze tylko 2 dni i mnie nie ma.. ! Tak jak wam mówiłam i powtórze, rozdziały będą o wiele rzadziej, ale licze na was, że będziecie tu zaglądać :*

Objaśnienie:
R: - reporterka,
J: - ja (Niall)
N: - Nathalie.
K: - kobieta ze snu.
______________________________

*Wciąż oczami Nialla*
Włączyłem tv by skupić sie na czymś. Akurat włączyły sie wiadomości.
R: Ciało groźnego gangstera, niejakiego Danny'ego zostało znalezione w starej fabryce.. - powiedziała reporterka, już w mojej głowie pojawiła sie myśl, że to Nath.. - Policja nie wie kto jest sprawcą, ale myślę że po tak wielu latach ścigania go jest zadowolona tym faktem. Danny był seryjnym morderca i dilerem, wyrządził wiele szkód nie tylko w naszym mieście, ale i całym kraju.. - nie chciałem już tego słuchać.
N: Ciężko nie było..
- usłyszałem jej głos, szybko znalazła sie koło mnie i spojrzała w moje oczy, na jej twarzy był delikatny uśmiech. - Tylko coś późno go znaleźli.. - stwierdziła. Byłem przerażony tym faktem, ona podchodzi do tego tak lekko.
J: Jak ci minął dzisiejszy dzień? - zmieniłem temat, nie chciałem rozmawiać o tych gangsterskich sprawach.


N: Spokojnie dzisiaj było w restauracji, ale jutro chyba za to będzie urwanie głowy.. - uśmiechnęła sie, uwielbiałem jej uśmiech, był szczery w takich momentach. Patrzeliśmy
sobie prosto w oczy, było tak magicznie. Nie mogłem sie już powstrzymać i z prędkością światła zmniejszyłem odległość miedzy nami i wpiłem sie w jej usta. Czułem że jest zaskoczona moim zachowaniem, czekałem tylko na odwzajemnienie mojego pocałunku. Nie doczekałem sie, ale zawzięcie starałem sie sprawić by zaczęła mnie całować. Napierałem na jej usta, ale ona nie oddała pocałunku, odsunąłem sie od niej i spojrzałem ze smutkiem w jej oczy. Nic nie powiedziała, podniosłem sie z miejsca i poszedłem do siebie. Tak bardzo pragnę jej miłości, ale ona nie ma zamiaru czuć tego samego. Łaziłem w kółko po swojej sypialni, czułem sie koszmarnie. Kocham ją, ale ona nie kocha mnie, albo strasznie mocno broni sie przed tą miłością.. Byłem już zmęczony, dzisiejszy dzień był pracowity, położyłem sie w swoim łóżku, nie wiem czy dzisiaj chciałbym dobrowolnie pójść do niej i z nią spać. Nie potrafiłbym spojrzeć jej w oczy. Zasypiałem już, kiedy od mojej sypialni otworzyły sie drzwi, chwile później poczułem jak Nathalie wchodzi pod kołdrę. I co ja mam teraz o tym myśleć?! Odtrąca mnie, potrzebując jednocześnie! Brunetka wtuliła sie w moje ciało, nie reagowałem zbyt na jej gesty, udawałem że śpię. Nath kolejny raz włożyła rękę pod moją koszulkę i czułem jak spokojnie oddycha.
N: Musisz mnie zrozumieć, Niall.. - zaczęła cicho - ..Nie mogę odwzajemniać twoich uczuć czy gestów. Za bardzo chce byś był bezpieczny, byś mógł żyć.. - czyli co?! Czyli zależy jej na mnie, ale wprost tego nie mówi.. Zrobiło mi sie lepiej, przekręciłem sie tak bym mógł również przytulić sie do niej. Zamknąłem ją w swoich ramionach i odpłynąłem do swojego świata.. - Piękny zachód słońca, prawda?! - spojrzałem na ślicznotkę obok siebie. Siedzieliśmy tacy szczęśliwi na kocyku na środku wielkiego ogrodu. W powietrzu była miłość, namiętność i żądza posiadania siebie nawzajem. 

K: Tak, jest bardzo miło.. - kobieta wtuliła sie we mnie, objąłem ją ramieniem, przyciągając ją jeszcze bardziej. Kocham ją i widzę że ona też poza mną świata nie widzi..
J: Musze się Ciebie o coś zapytać.. - brunetka po raz pierwszy odwróciła sie przodem do mnie, ale było tak jasno, że nie widziałem jej twarzy. 

K: Słucham.. - ponagliła mnie, stresowałem sie coraz bardziej..
J: Chciałem zapytać, czy.. - mój oddech stał sie cięższy - czy wyjdziesz za mnie? - wyjąłem przed nią piękny pierścionek.

K: Niall, on jest cudowny. - zachwyciła sie
J: Zgadzasz się? - spytałem dla pewności.
K: Taak! - krzyknęła z radością i wpiła sie w moje usta.
.. Podniosłem sie do pozycji siedzącej z znacznie przyspieszonym rytmem serca, zauważyłem że jestem w sypialni. Spojrzałem na drugą część łóżka, które było już puste. W łazience starałem sie przypomnieć sobie kim była ta brunetka ze snu. Nie widziałem jej twarzy, ale jej usta smakowały znajomo. Zszedłem na dół, było cicho i Nathalie jest pewnie w pracy, nie chce nawet myśleć czy w restauracji czy jakoś inaczej pracuje..
Czas leciał mi strasznie szybko w tym pałacu, raz widywałem Nathalie, raz nie, ale na szczęście miałem się czym zająć. Altanka wygląda coraz lepiej i za jakiś czas będę mógł zrobić uroczyste otwarcie.. Co noc powtarzało sie to samo, Nathalie wolała tulić sie do mojego nagiego torsu i dlatego postanowiłem spać bez koszulki. Czułem jej ciepło na swoim ciele, łączy nas coś czego nawet nie jestem w stanie opisać, kocham ją i ona w głębi serca też ma tą miłość, ale boi sie to okazywać. Chyba mogę to zrozumieć, żyje w takim świecie że to jest niebezpieczne. W każdej chwili może zginać i to dlatego że sie w niej zakochałem. Nie posłuchałem gdy mnie ostrzegała i teraz jest jeszcze bardziej narażona.. Jestem tu już ponad 4 miesiące, Nathalie co kilka dni wraca strasznie zmęczona, czasami upaprana w krwi, z jakąś raną. A ja mam już tego serdecznie dość. Z chłopakami widuje się rzadko, ale na szczęście mogę jeszcze do nich dzwonić, jakoś załatwili mi wszystkie meble do mojej chatki nad jeziorem. Nathalie na szczęście się o niej nie dowiedziała i będzie to niespodzianka.. Jest ona ostatnio trochę podminowana, widzę jaka jest wykończona i chciałbym żeby miała w końcu spokój z tymi bandytami.. Często w nocy nie mogę zasnąć, moja głowa wypełniona jest pytaniami na które tylko ona może odpowiedzieć, ale nie pytam, nie chce ryzykować.. Poczułem jak dziewczyny ręka zjeżdża na linie moich spodenek, serce zabiło mi szybciej jak poczułem że jej palce wślizgują sie pod materiał bokserek. To było dziwne i podniecające, kolejna sprawa o której nie wiem co mam myśleć.. Zdziwiłem sie gdy otworzyłem oczy i ona dalej była w moich ramionach, może dzisiaj zostanie ze mną?!

...
_______________
Co sądzicie?! A jak sie czujecie ze świadomością, że będą rzadko rozdziały?! Ja nic nie poradzę!!
Ale komentujcie, jakieś 11 komów potrzebuje do następnego rozdziału!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!



Naat

czwartek, 21 maja 2015

60. Cottage on the lake.. *-*

Aloha!!
To już 60 rozdział!!!!!!!!!!
I tak jak wam wspominałam niedawno to od przyszłego tygodnia będę chodzić do pracy! Więc rozdziały będą pojawiać sie RZADZIEJ!!! 
Więc jeśli chcecie jeszcze do poniedziałku jakieś rozdziały to szybko komentujcie!!

Objaśnienie:
J: - Ja ( Niall),
R: - reporterka,
N: - Nathalie.
__________________________

*Wciąż oczami Nialla*
Nath leży koło mnie, taka bezbronna i niewinna. Zupełne przeciwieństwo tego co jest na jawie.. Przekręciła sie przodem do mnie, kładąc na moją klatkę piersiową swoją głowę i otulając ręką. Sam przycisnąłem ją mocniej do siebie, wtedy dziewczyna dłonią podwinęła moją koszulkę i wsunęła pod nią rękę. Bylem zaskoczony tym gestem, nie wiem czy był świadomy, czy nie, ale na pewno był miły. Nigdy bym sie tego po niej nie spodziewał, widząc jak jest na mnie wściekła czasami, wiem że już nie raz miała ochotę mnie zabić.. Ale bądź, co bądź leżę tu i mam ją w ramionach, przekręciłem sie ostrożnie przodem do niej i otuliłem szczelnie ramionami, jakbym chował ją przed całym światem. Śliczna brunetka swoją rękę ułożyła na moich plecach na wysokości bioder, czułem jak jest mi gorąco, wtuliłem ją w siebie, chciałbym ochronić ją przed każdym złem jakie ją spotyka. Uśmiechnąłem sie do siebie i odpłynąłem w krainę snu..
Rano jak otworzyłem oczy, Nathalie już nie było. Podniosłem sie i opuściłem podwinięty t-shirt, zastanawiałem sie czy to mi sie śniło. Wyszedłem z łóżka i powędrowałem do łazienki, wziąłem orzeźwiający prysznic i wykonałem resztę porannych rzeczy. Dość szybko znalazłem sie w mojej sypialni i ubrałem sie w szare dresy i biały t-shirt, byłem ciekaw czy dziewczyna jest w domu. Było cicho i podejrzewam że jej nie ma.. Wszedłem do kuchni i tak jak myślałem, nie było jej, ale zostawiła kartkę: 'Dzisiaj do wieczora w restauracji.. Pamiętaj o bezpieczeństwie.. '. Przestroga jak zwykle, ale co miałem zrobić, ciesze sie że jest blisko mnie. Zostało mi tylko czekanie na nią. Zjadłem i posprzątałem po sobie, nudziło mi sie strasznie, zszedłem na dół do pokoju z konsolą. Jakieś dwie godziny grałem, ale odechciało mi sie. Zacząłem bez celu łazić po wielkim pałacu, od najwyższego pietra do najniższego, oczywiście chciałem wejść do każdego pokoju, ale większość z nich była zamknięta. Moglem wejść tylko do tych podstawowych pomieszczeń, takich jak są w normalnych domach. Wyszedłem do ogromnego ogrodu, był naprawdę wielki i chyba żeby go zwiedzić potrzebowałbym całego dnia.. Szedłem powoli rozglądając sie dookoła, przeszedłem przez mały lasek kilkaset metrów od pałacu, za nim było małe jeziorko, a po jego drugiej stronie jakaś altanka. Z daleko była bardzo ładna, ale jak podszedłem to totalna ruina.. I chyba dla zabicia czasu zajmę sie tym miejscem.. Będzie jak z bajki! Wróciłem w miarę szybko do domu i znalazłem w garażu potrzebne materiały, jakiś młotek, gwoździe, itp. Na szczęście Nathalie posiadała wózek golfowy, załadowałem wszystko i pojechałem na to miejsce. Dzisiaj było słonecznie więc z oświetleniem problemu nie będzie. Najpierw posprzątałem dookoła tej altanki,

pozbierałem wszystkie połamane gałęzie i deski, śmieci.. Zajrzałem do środka, panował półmrok, ale przez dziury w dachu wpadało słonce, pełno kurzu, w rogu stała jakaś skrzynia, niestety zamknięta, ale chyba dziwić sie nie powinienem. Oprócz ten jednej skrzyni były jakieś polki, regały. Totalny bałagan i żeby to wszystko ładnie wyglądało trzeba sie nieźle postarać. Niestety, lub stety spędzę tu nieokreślony czas więc będę mógł sie tym zając.. Byłem tam do zmierzchu, dzisiejszego dnia udało mi sie tam tylko w połowie posprzątać, wsiadłem do meleksa i ze śmieciami wróciłem do garażu. Za domem stał kontener i mogłem wszystko tam wyrzucić. Zaparkowałem pojazd i poszedłem do swojej sypialni, po drodze spojrzałem na wielki zegar na ścianie: 9:56pm, czyli Nath już powinna być. Zabrałem świeże ubrania i poszedłem do łazienki. Moje włosy, ubrania były całe w kurzy. Rozebrałem sie i wszedłem pod prysznic, czułem sie zmęczony i dawno tak nie pracowałem, ale byłem szczęśliwy. W końcu jest coś co będzie zależeć tylko ode mnie. Musze zastanowić sie jak urządzić to miejsce i jak załatwić wszystkie potrzebne mi rzeczy. Chciałbym żeby Nath sie o tym nie dowiedziała, więc chyba będę musiał porozmawiać z chłopakami. Jest na to jeszcze czas, dlatego śpieszyć się nie muszę.. Założyłem na siebie czarne rurki i szarą koszulkę, roztrzepałem mokre włosy i wyszedłem z pomieszczenia. Bylem niesamowicie głodny więc skierowałem sie od razu do kuchni. W domu było bardzo cicho, na dworze ciemno i przerażała mnie trochę ta cisza, włączyłem sobie wierze, która była w kuchni, bylem zaskoczony widząc nasz krążek w jej malej biblioteczce płyt. Włączyłem FOUR i od razu przypomniały mi sie dawne czasy.
Zacząłem śpiewać razem z dawnymi nami.. No Control było takie żywe i odgrzewając sobie jedzenie śpiewałem na całe gardło. To że jest kolacja znaczyło że Nathalie jest w domu od jakiegoś czasu. Dźwięki z mojego gardła wychodziło tak jak za dawnych lat, poczułem pewien żal że to sie już skończyło i to przez takie sprawy, ciesze sie jednak że nasza przyjaźń przetrwała. Oni są najlepszymi przyjaciółmi na świecie i nie zamienił bym tych wszystkich lat za nic innego.. Coraz bardziej za nimi tęsknie, ten weekend nie spowodował że będzie mi lepiej, wcześniej spotykaliśmy sie niemal codziennie, a teraz muszę siedzieć tu, bo chciałem tylko poznać dziewczynę z identycznym nazwiskiem co moje. Czasami żałuje, ale wiem że moje uczucie do niej rośnie w siłę pomimo tych wszystkich kłótni, chce by była blisko mnie.. Zjadłem pyszna kolacje i poszedłem poszukać pięknej brunetki, pierwsze co przyszło mi do głowy to to że jest w swoim biurze, cicho zapukałem i wszedłem do środka. Panował tam niezły bałagan, pełno papierów, pewnie ważne dokumenty, ale po Nathalie ani śladu, skierowałem sie do jej sypialni, też jej nie było. Zrezygnowałem z tego i wróciłem powoli do salonu, usiadłem na kanapie i włączyłem tv by skupić sie na czymś. Akurat puścili sie wiadomości.
R: Ciało groźnego gangstera, niejakiego Danne'go zostało znalezione w starej fabryce.. - powiedziała reporterka, już w mojej głowie pojawiła sie myśl, że to Nath.. - Policja nie wie kto jest sprawcą, ale myślę że po tak wielu latach ścigania go jest zadowolona tym faktem. Danny był seryjnym mordercą i dilerem, wyrządził wiele szkód nie tylko w naszym mieście ale i całym kraju.. - nie chciałem już tego słuchać.
N: Ciężko nie było..
...
__________________
Co sądzicie?! Będziecie za moimi rozdziałami tęsknić?!
Myślę że następny rozdział po 10 komach!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

wtorek, 19 maja 2015

59. Can I hug You?

Hej!! :*
Okazało sie że mam zdrowe serce :D
Musze wam powiedzieć, że prawdopodobnie jeszcze tydzień i idę do pracy, więc rozdziały będą pojawiać sie rzadziej..  :(

Objaśnienie:
J: - Ja (Nath, potem Niall)
N: - Niall (potem Nathalie),
Z: - Zayn,
Lou: - Louis,
Li: - Liam, 
H: - Hazz.

Przypomnienie: Midnight Memories - restauracja Nathalie.
________________________________

J: Nie wiem czy chce cie widzieć.. To mogłoby się źle dla Ciebie skończyć. - zaśmiałam sie sztucznie.
Lou: Nic mi nie zrobisz..
Nie mogłabyś zabić przyjaciela Nialla.. - powiedział pewny swoich słów i sie rozłączył. Zamorduje go, kiedyś na pewno to zrobię!! Byłam zmęczona, Tomlinson mi dopiekł, i jeśli mi tego racjonalnie nie wyjaśni to nie ręczę za siebie..
    Weekend minął mi na tym co zwykle, jeździłam do Midnight Memories, zabijałam kolejnych Sokołów, drażniłam tym samym Billa, i co najważniejsze tęskniłam za Horanem.. Niby długo ze mną nie mieszka, ale zdążyłam sie przyzwyczaić. Chłopak spełnił moją prośbę i nie kontaktował sie ze mną, wsiadłam w moje czerwoniutkie cacko i

pojechałam po niego. Przenieśli sie do domu Malika, zaparkowałam na podjeździe i wystarczyło poczekać aż mi otworzą.
Z: O cześć Nathalie.. - przywitał mnie Zayn.
J: Hej, Niall spakowany? - nie chciałam przedłużać w żaden sposób tej wizyty.
Z: Tak, ale może wejdziesz? - przepuścił mnie w drzwiach i zaprowadził do salonu.
J: Niall wracamy. - powiedziałam stanowczo.
H: Nathalie a może zostaniesz na obiedzie? - uśmiechnął sie do mnie.
J: Nie mogę. Mam jeszcze dużo pracy.. - wykręcałam sie.
Lou: Co? - odezwał sie - Przecież dzisiaj niedziela, nie daj sie prosić.. - uśmiechnął sie złośliwie, on to robi specjalnie.
J: Może innym razem.. Niall. - spojrzałam na niego, chłopak zrozumiał i ze smutną miną poszedł po swoje rzeczy.
Li: Widzisz jakie to dla niego ważne? - zwrócił sie do mnie gdy blondyn zniknął za rogiem.
J: A czy ty wiesz, że na szczycie tego budynku na przeciwko jest jego kolejny morderca?! - chłopaki wpatrywali sie we mnie z wielkim szokiem - Żartowałam, nie ryzykowałabym tak.. - uśmiechnęłam sie lekko do nich i w tym samym momencie wrócił Niall.
N: Możemy jechać. - uśmiechnął sie do mnie i podszedł do przyjaciół i pożegnał ich przytulałem. Pojechaliśmy prosto do pałacu, blondyn był cały czas przygnębiony, ale chyba mój pomysł go rozweseli. Chłopak szybko zniknął na górze, ja jednak nie chciałam go na razie wołać, przygotowałam wszystko co potrzebne i zastanawiałam sie co dokładnie zrobić.. Zbliżała sie już pora obiadowa i myślę że wspólne gotowanie go rozweseli. Wymyśliłam potrawę i poszłam do niego, weszłam do jego sypialni i już miałam wychodzić, kiedy zobaczyłam otwarte drzwi na balkon. Poszłam tam i zauważyłam, że siedzi pod ścianą i ma schowaną twarz w dłoniach.
J: Niall.. - przykucnęłam koło niego, chłopak spojrzał na mnie.
N: Mogę Cie przytulić? - zapytał cicho, lekko skinęłam głową i po chwili byłam już w jego ramionach. Odwzajemniłam uścisk, nie mogłabym już ignorować takich gestów.
J: Co sie stało? - zapytałam po jakimś czasie.

N: Nic chce na razie o tym mówić.. - powiedział z głową przy mojej szyi.
J: Rozumiem.. Chciałam dzisiaj z Tobą coś ugotować, ale jak nie masz humoru, to w porządku. - pogładziłam jego plecy. Blondyn odsunął sie ode mnie i uśmiechnął sie szeroko. Cały smutek zniknął!
N: Nie odpuszczę takiej okazji.. - zaśmiał sie i łapiąc mnie za rękę zaprowadził do kuchni.. Jak wyglądało nasze wspólne gotowania?! Hmm.. Pełno śmiechów, wygłupów i dużo bałaganu. Ale warte to było największego syfu na świecie.. Niall co chwile spoglądał w moje oczy, uroczo sie uśmiechał, myślę że humor mu sie poprawił.. - Dziękuje Ci za to.. - powiedział ze szczęściem w oczach gdy usiedliśmy już w salonie.
J: Teraz już będziesz potrafił zrobić coś innego niż naleśniki. - zaśmiałam sie
N: Tak.. Ale wiesz że nie oto mi chodziło?! Naprawdę widzę jak wiele dla mnie robisz, poświęcasz wszystko co masz, a nawet własne życie by mnie chronić.. Nie rozumiem jednak dlaczego.. - spojrzał w moje oczy. Dlaczego to robię?! Nawet sama nie znam logicznej odpowiedzi..
J: Kiedyś na pewno ci powiem, ale nie teraz..

*Oczami Nialla*
Nie teraz.. Jak zwykle, ale nie będę sie kłócił, ona sprawia mi wiele szczęścia i radości, nie chce się z nią sprzeczać.. Uśmiechnąłem sie tylko słabo i spojrzałem przez wielkie okno, na dworze było dziś w miarę ładnie.
J: Masz jakieś plany na jutro? - zapytałem po kilku minutach.
N: Musze sprawdzić jak sierociniec sie wywiązuje z umowy, ogarnąć jeszcze sprawy w Midnight Memories.. - wymieniała - A czemu pytasz?
J: Tak tylko.. Jaki sierociniec? - zaciekawiłem sie.
N: Zawarłam umowę z domem dziecka, że przez kilka miesięcy moja restauracja będzie zapewniać im wszystkie posiłki, pod warunkiem że ona za ten zaoszczędzony hajs zrobią tam remont. - wstała z miejsca i podeszła do komody przy ścianie.
J: Wow.. - mruknąłem cicho. - To bardzo szlachetne i dobre z Twojej strony. - podszedłem do niej, brunetka podała mi dokument stwierdzający że mówi prawdę, umowa jest niekorzystna dla niej, bo ona nie zarabia w ten sposób, ale to co robi.. Nie ma takich ludzi!! Gubię sie, im bardziej ją poznaje tym bardziej skomplikowana sie wydaje..
N: Nathalie Horan nie jest tylko zimną suką.. - zaśmiała sie, a ja nie wiedziałem o co jej chodzi.. - Nie ważne.. - odpowiedziała zanim zapytałem o co chodzi - Jestem zmęczona, nie wiem jak ty ale ja idę po relaks. - uśmiechnęła sie i zniknęła za ścianą. Zadziwia mnie z każdą chwilą, ta umowa z tym sierocińcem, jej zmiana w stosunku do mnie.. Poszedłem do swojej łazienki i też chyba potrzebowałem długiej kąpieli.. Jednak wyszedłem z pomieszczenia po niecałej godzinie, nie potrafię długo siedzieć w wannie. Ubrałem sie w mój ulubiony t-shirt i dresowe spodenki i walnąłem sie na swoje łóżko. Później pójdę do Nathalie. Bawiłem sie komórkę, podśpiewywałem sobie. Nawet zacząłem marzyć,

chciałbym żeby ta cała groźna szopka sie skończyła.. Podszedłem do okna, nawet nie zauważyłem że ze swojej sypialni mam widok na zatokę. Było już ciemno, poszedłem do brunetki i położyłem sie koło niej. Długo nie mogłem zasnąć, leżałem w jej sypialni, w jej łóżko, patrząc w pogrążoną ciemnością, przestrzeń.. Tak wiele sie zmieniło w moim życiu.. Nath leży koło mnie, taka bezbronna i niewinna. Zupełne przeciwieństwo tego co jest na jawie.. Przekręciła sie przodem do mnie, kładąc na moją klatkę piersiową swoją głowę i otulając ręką. Sam przycisnąłem ją mocniej do siebie, wtedy dziewczyna dłonią podwinęła moją koszulkę i wsunęła pod nią rękę..
...
___________________________
Komentujcie, piszcie!!
Może by tak 10 komów?! Taak, tyle na pewno dacie rade!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

niedziela, 17 maja 2015

58. At one time I will kill you!!

Hej maluchy!! :*
Dałam rade napisać kolejny rozdział!!

Objaśnienie: 
J: - ja(Nathalie)
N: - Niall,
Li: - Liam, 
Lou: - Louis,
D: - Danny
___________________________

J: Dobra Niall.. Weź spakuj sie na weekend, weź wszystko co potrzebne i jedziemy. - powiedziałam już rozkazująco. Na zegarku była już 5pm, a ja jeszcze muszę zamordować kogoś.
N: Co?!
- zdziwił sie
J: Zawiozę Cie do Twoich przyjaciół..
N: Dziękuje, dziękuje, dziękuje.. - podszedł bardzo szybko do mnie i uściskał podnosząc do góry.


J: Bo sie rozmyśle.. - zagroziłam ze śmiechem, blondyn postawił mnie na ziemi poszedł szybko do swojej sypialni. Ja w tym czasie poszłam dokładnie spojrzeć gdzie w tej chwili jest Sokół, jak na razie u Billa, więc będę musiała go śledzić.. Zabrałam potrzebną broń i zeszłam do salonu. Nie czekałam na Horana długo i już po chwili jechaliśmy do domu Payne'a. - Mam nadzieje, że jesteś w domu? - zapytałam przez telefon zbliżając sie do jego ulicy.
Li: Tak. - odpowiedział krótko - Skąd masz mój numer? Nie podawałem Ci. - zauważył
J: Jesteś sam czy reszta też jest? - zignorowałam jego pytanie.
Li: Nie odpowiedziałaś..
J: Ty też nie. - powiedziałam stanowczo.
Li: Jest u mnie Zayn.. - rozłączyłam sie, tak jak kiedyś wspominałam Malik to dobry obrońca. Podjechałam po jego dom i wysiedliśmy, chciałam jak najszybciej wejść do budynku, jednak Nialler zatrzymał sie przed drzwiami.
N: Dziękuje Ci.. - uśmiechnął sie.
J: Nie daruje im jak coś ci sie stanie.. - mruknęłam bardzo cicho i do siebie
N: Słucham..?!
J: Baw sie dobrze.. - powiedziałam szybko - I nie kontaktuj sie ze mną. W niedziele sie zobaczymy, przyjadę po ciebie.. - wepchnęłam go do środka. Rozejrzałam się, nie było nikogo podejrzanego. Od razu zaczęłam wpisywać odpowiednia kody w telefon by sprawdzić gdzie jest Sokół, blisko, zaledwie ulice stąd. Pojechałam tam i weszłam do starego budynku, słyszałam jakieś rozmowy, kroki gdzieś daleko. Wyjęłam przed siebie broń i na telefonie sprawdziłam gdzie on sie dokładnie znajduje.. Chyba jest na samej górze, poszłam tam co kilka minut sprawdzałam czy jestem już blisko mojego celu. Pomimo tych wszystkich głosów nie minęłam sie z nikim.. Schowałam komórkę, gdy stanęłam przed tymi właściwymi drzwiami, wsłuchałam sie chwile, jest tam.. ale też nie jest sam. Usłyszałam ze 3 różne głosy, cofnęłam sie i z całej siły kopnęłam drzwi. Stało sie tak jak chciałam i wyleciały z zawiasów robiąc wielki hałas. Bez zastanowienia zastrzeliłam gości stojących po bokach pomieszczenia. Po chwili zostałam już sam na sam z.. z Dannym?!
D: Nathalie?! - spojrzał na mnie zaskoczony - Co ty zrobiłaś?! To moi klienci!! - zdenerwował się. Danny to mój dawny bliższy znajomy.
J: Mało mnie to obchodzi. - podeszłam do niego i wymierzyłam w niego bronią.
D: Chcesz mojej śmierci? - zapytał spokojnie.
J: Chcesz śmierci Nialla Horana?! - spytałam denerwując się już, moje serce biło zdecydowanie za szybko.. Danny wyciągnął przed siebie dużą broń, tym samum celując w sam środek mojej klatki piersiowej.
D: Może i tak.. - uśmiechnął się. Zza paska od spodni wyjęłam drugi pistolet i tym też wymierzyłam w niego.
J: W takim razie ja chce Twojej.. - uśmiechnęłam sie w ten sam sposób co on.
D: Co się stało z moją Nathalie?! - powiedział kręcąc głową.


J: Stała sie lepsza! - wystrzeliłam z obu broni i patrzałam jak moje pociski dziurawią jego ciało, krwi było wszędzie, moje ubrania miały czerwone plamki.. Danny leżał na ziemi a obok niego jego broń. Wyszłam stamtąd ścierając jego krew ze swojej twarzy, nawet on sie w to wpakował. Mówił że z tym kończy, że odchodzi z gangsterski.. Danny był mi bliski, jako nastolatka kochałam sie w nim.. Dziwnie sie czułam ze świadomością że pozbawiłam go życia, ale on zagrażał Niallowi, nie mogłam tak ryzykować. Wsiadłam w samochód i pojechałam do pałacu, wzięłam relaksującą kąpiel, musiałam przyswoić do siebie tą myśl.. Wyszłam z łazienki po jakiś dwóch godzinach, związałam włosy w koka i wzięłam telefon.
Lou: Czego chcesz?! - burknął gdy tylko odebrał.
J: Grzeczniej kurwa! - warknęłam.
Lou: Nie będziesz mnie ustawiać! - znów zaczęła wściekłość we mnie buzować.
J: Nie będziesz sie tak do mnie odnosił! Masz traktować mnie z szacunkiem!! - powiedziałam wściekle - Kim ty jesteś że możesz mnie tak traktować?!! Jeśli chcesz to skończy sie dzień dziecka i załatwię ciebie i całą twoją obstawę! Tomlinson pomyśl o tym co dla ciebie i twojego przyjaciela robię!! A nie wkurwiasz wszystkich dookoła swoim dziecinnym zachowaniem! - łaziłam po całym domu wrzeszcząc na niego.
Lou: Uspokój sie! Nie wydzieraj sie na mnie! - zwrócił mi uwagę - Co robisz dla mnie?! Kurwa nic!
J: Nic?! - zaśmiałam sie ironicznie - Wyciągnęłam Cie z więzienia, chronię twojego przyjaciela, chcesz to nie muszę tego robić, Ty sie wszystkim zajmiesz.. Zostawisz swoje brudne interesy! Dilerka pójdzie w odstawkę i zajmiesz się tym co robię ja! Dla niego!! Chcesz tego?!! - byłam na maxa wściekła.
Lou: Przez Ciebie tam trafiłem.. - powiedział już ciszej.
J: Ale Cie ostrzegałam przed pójściem tam.. - zauważyłam
Lou: Tak, masz racje.. - przyznał mi racje. Może coś do niego w końcu dociera. - Możemy sie spotkać? - zapytał z nadzieją?!
J: Nie. - powiedziałam stanowczo
Lou: Dlaczego? - zdziwił sie
J: Chciałeś kurwa spędzić czas z Niallem! - on jest taki głupi czy tylko udaje.
Lou: Tak, nie mówię że teraz.. W poniedziałek. - zaproponował
J: Nie wiem czy chce cie widzieć.. To mogłoby się źle dla Ciebie skończyć. - zaśmiałam sie sztucznie.
Lou: Nic mi nie zrobisz..
...

________________________
Piszcie swoje opinie! Jak myślicie co Nath zrobi w związku z Louisem?!
Dowiecie się po 11 komach!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

sobota, 16 maja 2015

57. Do you know what is good for him?!!

Hej!!
Macie już 57 rozdział!!
Kocham was za to że to czytacie!!!!!!!!!!!!!!!!

Objaśnienie: 
J: - ja ( najpierw Nath, potem Liam, a potem znów Nathalie :D)
V: - Vik,
Lou: - Louis, 
Li: Liam,
H: - Harry,
Z: - Zayn,
N: Niall,
___________________________

V: ..A przez jaki czas będziemy im pomagać? - wstał z mojego miejsca.
J: Myślę, że góra 3 miesiące.. Muszą wyrobić sie w czasie, ale jeśli ta kobieta wzięła sobie moje słowa na poważnie to zdążą.. A teraz do roboty! - wygoniłam do i mogłam zobaczyć kto dzwonił. To Louis..
J: Co chciałeś? - zapytałam od razy gdy odebrał.
Lou: Chcieliśmy spędzić trochę czasu z Niallem, ale
ty jesteś przeszkodą.. - słyszałam po głosie że jest zły.
J: Nie rozśmieszaj mnie, ja przeszkodą?! Gdybyście wtedy wyjechali nie było by tak! - zdenerwowałam się
Lou: Wiesz jaki on jest uparty?! Nie chciał słuchać o przeprowadzkach na drugi koniec świata! - warknął.
J: Dla niego będzie lepiej jak zostanie w pałacu.. - starałam sie uspokoić nerwy
Lou: Lepiej dla niego!? - powiedział przez zęby - Czy może dla Ciebie?! Skąd wiesz co dla niego jest lepsze?!!
J: Kurwa to ja narażam życie i chronię jego tyłka, wy jakoś sie do tego nie kwapiliście!! - krzyknęłam - Więc, kurwa nie mów mi ze nie wiem co jest dla niego dobre a co nie!! - wkurzył mnie, bardzo mocno.
Li: Daj mi ten telefon.. - słyszałam w oddali głos Payne'a. - Nathalie? Proszę Cie, nie denerwuj sie na Louisa.. - mówił łagodnie.
J: Nie będziesz mi mówił co mam robić! - warknęłam
Li: Nie zamierzam.. - zaprzeczył szybko - Chcieliśmy spędzić trochę czasu razem, tęsknimy za nim, całe życie byliśmy razem, a odkąd on mieszka u Ciebie nie mamy z nim żadnego kontaktu. - mówił spokojnie, co spowodowało ze i ja sie trochę uspokoiłam.
J: Nie mogłeś Ty zadzwonić?! Przez Tomlinsona tylko sie wkurwiam.. - opadłam sie o fotel. Słyszałam jak chłopak zachichotał.
Li: Zgadzasz się? - zapytał z nadzieją.
J: Musze posprawdzać pewne rzeczy i wtedy dam Ci znać.. - rozłączyłam sie..

*Oczami Liama*
Panna Horan rozłączyła się, wróciłem do chłopaków i oddałem telefon przyjacielowi.
H: I co? - zapytał od razu
J: Powiedziała że posprawdza jakieś rzeczy i da znać.. - usiadłem na swoim poprzednim miejscu.
Lou: Co za kobieta! - warknął - Ona myśli że wie co dla niego najlepsze! Jakoś jak chciała żeby zniknął z jej życia to zadzwoniła do mnie! Myśli o Niallu?! Chyba raczej tylko o sobie!! - nakręcał sie.
H: Uspokój sie! - warknął na niego loczek.
Z: Nie wydaje mi sie że tak jest.. Może i wtedy tak było, ale pomyśl.. - Louis spojrzał na Zayna - ..Ile razy my zrobiliśmy coś żeby go ochronić?! A ile ona..
Lou: Ale to nie o to chodzi.. - powiedział ciszej niż poprzednio.
J: A o co? - zaciekawiłem sie
Lou: Nathalie ustawia każdego po kątach, to mnie wkurwia.. Ona myśli że wszystko jej wolno.. - znów się zezłościł. - To prawda, może i pomogła nawet mi wyjść z tego więzienia, ale przez nią tam trafiłem.
H: Z tego co pamiętam, mówiłeś że cie ostrzegała i wyganiała stamtąd.. - przypomniał.
J: Tak, ja też coś takiego pamiętam..
Lou: Dobra.. Nie chce sie z wami o nią kłócić.. Ważny jest Niall, jesteśmy jego przyjaciółmi, musimy mu pokazać że na nas też może liczyć, nie tylko na pannę wściekłości. - wyszedł z salony. Nie wiedziałem już jak mam z nim rozmawiać. Dzięki Nathalie oni mogą żyć swoim życiem, co prawda Nialler to nasz brat, a my tego nie pokazujemy!
Z: To jak myślicie? Zgodzi sie? - spojrzałem na Malika, nie miałam pojęcia.
H: Myślę, że tak.. Pannie Horan zależy na szczęściu Nialla, więc przywiezie nam go jeszcze dzisiaj. - powiedział pewny swoich słów. I oby miał racje..

*Oczami Nathalie*
Przez tego stukniętego Louisa, chodziłam nabuzowana cały dzień. Na szczęście nikt nie wchodził mi w drogę, Vik pomyślnie załatwił sprawę z sierocińcem i mogłam wracać do domu. Moja postrzelona noga bolała coraz bardziej, ale nie chciałam brać już leków.. Poszłam prosto do swojej sypialni, zabrałam krótkie spodenki i poszłam do łazienki, ostrożnie zmieniłam opatrunek i założyłam szorty, w samym staniku stanęłam przed szafa w sypialni i zastanawiałam sie nad górną garderobą kiedy otworzyły sie drzwi.


N: Nathalie?! - usłyszałam jego głos. Nie odwróciłam sie, zabrałam pierwszą lepszą rzecz z szafy i założyłam na swoje nagie ciało.
J: Tak? - odwróciłam sie do niego.
N: Co ci sie stało? - zapytał patrząc na moja zabandażowaną nogę. Cholera!!!
J: Mały wypadek w pracy.. - powiedziałam wymijająco.
N: Ciekawe.. - powiedział znacząco. - Chciałem zapytać czy ze mną zjesz? - uśmiechnął sie uroczo, i cała złość po Tomlinsonie zniknęła. On jest moim osobistym szczęściem! Co prawda ukrytym, ale jest!
J: Pozwól mi tylko sie ubrać.. - chłopak skinął głową i zostawił mnie samą, zdjęłam bluzę, i założyłam jakiś t-shirt. Zanim jednak poszłam do kuchni, musiałam sprawdzić czy Bill nikogo na niego nie wysłał. Szybko wpisałam to co potrzebne i szpiegowałam mafioza. Ciągle Sokoły go szukają i może to i dobrze, jakbym pokazała sie z nim na mieście, było by łatwiej.. Oddam go zespołowi, rozmowie sie poważnie z Tomlinsonem i pójdę zabijać. To dobre rozwiązanie.. Zamknęłam komputer i tajemnym przejściem przeszłam do kuchni. Niall akurat nakładał na naleśniki pysznie wyglądające nadzienia.
N: Smacznego.. - postawił przede mną talerz z pokaźnie wielką porcją. Na pewno tyle nie zjem.
J: Dzięki.. - uśmiechnęłam sie słabo i zabrałam sie za jedzenie. - Potrafisz coś jeszcze gotować, piec, smażyć, oprócz naleśników? - zapytałam po jakimś czasie. Blondyn spojrzał na mnie jakby myślał nad odpowiedzią.
N: Nie.. Chyba nie, ale naleśniki wychodzą mi najlepiej. - uśmiechnął sie nieśmiało. - Pewnie nie tak dobre jak Twoje, w końcu jesteś szefem kuchnie, ale..
J: Oszalany jesteś?! - przerwałam mu - Nawet ja takich nie potrafię.. - uśmiechnęłam sie do niego odważniej.
N: No wiesz.. Lata praktyki.. - zaśmiał sie, co i ja zrobiłam. Zjedliśmy do końca w dobrych humorach.
J: Dobra Niall.. Weź spakuj sie na weekend, weź wszystko co potrzebne i jedziemy. - powiedziałam już rozkazująco. Na zegarku była już 5pm, a ja jeszcze muszę zamordować kogoś.
N: Co?!

...
______________________
A teraz czas na was..Wy napiszcie co myślicie!!!!!!!!!!!!!!
Może by tak 10 komów!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat