CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

102. He asked me for it!

Hej!
Wiadomość dla Anonimka który mówił że teraz ff jest jak w piosence 'Stockholm Syndrome'.. Jest w playliscie, na 19 miejscu :*
Starałam się napisać dłuższe, ale nie wiem czy wyszło i czy spełnia wasze oczekiwania!!
+ Ten rozdział jest z dedykacją dla Pauliny G.. Obiecałam że Cie dodam?! Obiecałam!!

Objaśnienie:
J: - ja (Nath),
B: - Bill,
Z: - Zayn,
P: - Paula!
________________

J: Witaj Bill.. - usiadłam na przeciwko niego. Mężczyzna patrzył na mnie jakby ducha zobaczył.
B: Myślałem że z piekła nie wypuszczają..  - zaśmiał się cicho. - No no no, nawet mnie nabrałaś.. - kolejny sztuczny śmiech.
J: Sądzę ze po mnie powinieneś się spodziewać wszystkiego.. - odwzajemniłam takim samym śmiechem. - W końcu po tatusiu to mam. - spojrzał na mnie gniewnie.
B: Miałaś
tak nigdy w żuciu na mnie nie mówić! I czego chcesz?! - uniósł głos, przez co niektórzy goście na niego spojrzeli.
J: Wiele rzeczy, najbardziej Twojej śmierci. - powiedziałam prawdę.
B: Mamy jednak wiele wspólnego. - napił się wina, nie odrywał ode mnie wzroku, nie wiedział czego może się po mnie spodziewać.
J: Taak.. Nie masz dość?! - warknęłam przez zęby - Przed chwilą wybiłam trzech kolejnych. - powiedziałam prawdę.
B: Nie wierze Ci. - zaśmiał sie nerwowo, w tym samym momencie na jego telefonie pojawiła się wiadomość. Odczytał ją zaciskając mocniej szczękę.
J: Miałam racje? Ja zawsze ja mam Bill, na Ciebie też przyjdzie pora! Obiecuje Ci to jako Twoja córka! - warknęłam i wstałam szybko od stołu. Wyszłam z restauracji i mogłam odetchnąć, on mnie wychował, a od prawie roku na mnie poluje. Wiedziałam, że kiedyś będzie moim wrogiem, ale nie sądziłam że ojciec będzie chciał mojej śmierci! Wróciłam do swojego mieszkania i powędrowałam do łazienki, rozebrałam sie do naga i stanęłam pod prysznicem..
N: Kocham Cie Nathalie.. - słyszałam w głowie jego słowa, tęskniłam za nim, chciałam by tu teraz przy mnie był, bym mogła znów poczuć jego ciało, ciepło i dotyk. Jego gorące wargi spotykające się z moimi, jego dłonie złączone z moimi, jego ramiona wokół mnie. Mam już dość ukrywania się, a do tego te wszystkie informacje od Zayna. Niall jest w rozsypce, do tego zaczął polować na jakiś gości. Malik stara sie to wszystko jakoś łagodzić, ale słabo mu to wychodzi. Blondyn nie odpuszcza, chce zemsty, a ja wiem, że to prowadzi go na śmierć. Nie mogę na to pozwolić, muszę wszystko wyprzedzać! Każdy ich
Paula Jonson!
ruch! Do tego mam wrażenie że Tomlinson nie utrzyma tego w tajemnicy, mimo ze minęło już około 3 tygodni to dalej mam takie uczucie. Nie kontaktuje sie z nim, tylko Zayn mi mówi jak jest, a jest słabo! ..Wyszłam z łazienki, ubrałam na siebie jakieś dresy i usiadłam przed komputerem, zajęłam się szpiegowaniem, aż w końcu przerwał mi to mój telefon.
J: Halo? - odebrałam spoglądając wcześniej na wyświetlacz, to Mulat.
Z: Znasz niejaką Paulę Jonson? - odezwał się bez żadnego przywitania.
J: Niee..  - od razu zaczęłam jej wyszukiwać, ale za cholerę nie widniała w żadnej bazie danych.
Z: Kręci się koło Nialla, i twierdzi że jest jego daleką kuzynką. - poinformował.
J: Myślisz że od Billa? - w sumie to mogło być nawet stwierdzenie.
Z: Myślę że tak. Coraz częściej jest blisko Horana, sądzę że może coś kombinować. - był podejrzliwy. - Ja jestem czujny, ale Niall nie.. Spotykają się, myślę że nawet dobrze się z nią dogaduje, zapomina już o zemście, jeśli tego nie chcesz wróć. - powiedział jakby z błaganiem w głosie.
J: Sprawdzę ją, jeżeli ściemniasz żebym ujawniła się blondynowi to pożałujesz! - warknęłam i się rozłączyłam.. Przed komputerem sprawdziłam niemal cała nockę, ale dowiedziałam się kim jest owa Paula. Może i ma połączenie z rodziną mojego narzeczonego, ale nie podaruje jej jeśli coś jemu sie stanie. Nie będę miała skrupułów!
    W ciągu kolejnego tygodnia zajęłam sie obserwowaniem tej dziewczyny, Zayn miał racje. Spędzają dużo czasu razem! Nie wierze że on tak szybko o mnie zapomniał i mimo że to może być jego rodzina, to świetnie się z nią bawi. Rozsadzała mnie wściekłość! Chyba czas uciąć sobie z nią małą pogawędkę! Rozstała sie właśnie z moim blondynem i skierowała sie w stronę swojego auta. Siedziałam w swoim cudeńku i ruszyłam za nią. Zatrzymała się przed jakimś hotelem, wysiadłam za nią, rozmawiała przez telefon.
P: Myślę że dobrze, śmieje się ciągle, jakby zapomniał.. - miałam wrażenie że mówiła o

moim Niallu. Dotarłam za nią do jej pokoju, i ledwo zamknęła za sobą drzwi ja od razu zapukałam. - W czym mogę pomóc? - otworzyła niemal natychmiast. Bez zaproszenie weszłam do środka.
J: Trzymaj sie od niego z daleka! - warknęłam przez zaciśnięte zęby.
P: Od kogo? - pytała zdziwiona.
J: Nie rób ze mnie idiotki! Masz zostawić Nialla w spokoju! - podchodziłam w jej stronę, cofała się.
P: Nie zastraszysz mnie! - stanęła w miejscu i wrogo na mnie spojrzała - Kim ty jesteś że możesz mówić mi co mam robić?! - prychnęła
J: Nie takie na drodze mi stawały! Jestem Nathalie Horan! Narzeczona Nialla! - prawie krzyknęłam, mina jej zrzedła. Nie spodziewała się chyba!
P: Jego narzeczona nie żyje!
J: A jednak.. Odwal sie od niego, bo będzie po Tobie! - kierowałam sie w stronę drzwi - Masz szczęście, że naprawdę jesteś jego rodziną. - powiedziałam z fałszywym uśmiechem.
P: Poczekaj! - zawołała gdy złapałam za klamkę, odwróciłam sie w jej stronę zaskoczona. - Porozmawiajmy.. - powiedziała łagodnie i wskazała żebym usiadła. Zrobiłam to i czekałam na to co ma mi do powiedzenia. - Nie mam zamiaru wchodzić między was.. - zaczęła, i masz szczęście! - ..Po prostu zadzwonił do mnie Harry i chciał żebym spędziła trochę czasu z Niallem..
J: Styles? - weszłam jej w słowo
P: Tak.. ale nie chciał źle.. Wie że dla kuzyna ważna jest rodzina, więc tak chciał mu pomóc. A ja, zgodziłam się..
J: Ile Ci zapłacił? - zaśmiałam sie cicho.
P: Jak mogłabym za przebywanie z kuzynem brać pieniądze?! - oburzyła sie.
J: To za co ci zapłacił?! 

...
______________
Paula podobał się?! Pewnie jeszcze sie ta postać pojawi! 
A ogólnie wam, jak sie podoba?! i czy w ogóle?!
Myślę, że 20 komów jest spoko!! <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

środa, 26 sierpnia 2015

101. I can't believe it.. !!

Hej!! <3
Macie 101 rozdział <3 Piękna liczba <3 <3
Przez weekend nic nie dodam!! :/

Objaśnienie:
J: - ja (Niall, potem Nathalie)
Z: - Zayn,
Lou: - Louis,
B: - Bill.
________________

*Wciąż oczami Nialla*
J: Byliście tam z nią! I nie pomogliście jej?! Czemu wam nic nie jest?! Czemu pozwoliliście jej zginać?! - łzy spłynęły po moich policzkach.
Z: Nie wiem czemu Niall, nie denerwuj się.. Ułoży sie, zobaczysz.. - że co kurwa?!
J: Jaja sobie ze mnie robisz?! Jakbyś sie czuł jakby zabili Ci narzeczoną? I jakbym ja był wtedy z nią i miał jej pomóc? Nienawidzę was! Wypierdalać! - wrzasnąłem i pokazałem na drzwi. Nie chciałem ich widzieć, pozwolili umrzeć mojej Nath. Nie chce, nie mogę w to uwierzyć.
Lou: Niall, ale to..

J: Głuchy byłeś?! Nie chce was widzieć! - przerwałem mu, spuścili głowy i wyszli. Miałem ochotę coś rozwalić, rozwalić siebie.. Po co mam żyć, skoro nie ma mojej miłości przy mnie, może życie nie będzie miało sensu! Czemu ja jej pozwoliłem wyjść?! Wplątałem palce we włosy i pociągnąłem za nie. Co ja teraz zrobię?! Nie ma Nathalie, nie ma mojej miłości, nie ma mnie! Zszedłem szybko na sam dół i chciałem wejść do strzelnicy, drzwi za cholerę nie chciały sie otworzyć, nie działały na mój skan palca! Wróciłem na górę i
znalazłem się w jej sypialni, znów zacząłem szukać broni, pamiętam kryjówki z których je wyciągałem, ale nie było ich, poszedłem do swojej, też nigdzie nie było żadnej broni. FUCK! Wyszedłem na podwórze i z nieba zaczął padać deszcz, idealnie! Tego właśnie potrzebuje, dość ze łzy leciały z moich oczu to jeszcze z nieba! - Dlaczego mi ją zabrałeś?! - mówiłem patrząc w niebo. Nie spiesząc sie poszedłem do altanki nad jeziorkiem, usiadłem na ławeczce przed nią i.. I no właśnie nic.. Nie miałem w głosie niczego prócz niej, nawet nie zdążyłem jej tego pokazać! Jak oni mogli mi ją zabić, dlaczego w ogóle ona sobie na to pozwoliła? Przecież zawsze wychodziła z tego cało, a teraz jeszcze był z nią Zayn i Louis.. Nie wierze w to, nie chce w to wierzyć! Ona musi żyć! Nie uwierzę póki nie zobaczę jej ciała! Wróciłem biegiem do pałacu, spojrzałem na wielki zegar w salonie, było już po 11pm, dzisiaj nic nie zdziałam. Wziąłem prysznic, założyłem szorty i położyłem sie na jej miejscu w łóżku. Targały mną emocje, z jednej chce by to było kłamstwo, pragnę tego wręcz, a z drugiej, jeśli okaże się to prawdą to nie przeżyje bez niej.
    Ranek przychodził strasznie długo, męczyły mnie koszmary, miałem dziwne obrazy w głowie. Podniosłem sie z łóżka i kolejny raz wróciła do mnie świadomość, że jej nie ma. Wykonałem szybko poranne czynności, ubrałem się i bez śniadanie pojechałem do Zayna! On musi mi to powiedzieć, on musi mi chociaż pomóc zemścić się na mordercach mojej ukochanej. Nie pozwolę by tak bezkarnie chodzili po świecie! Nawet jeśli miałbym zginąć.
J: Zayn?! Jesteś? - wszedłem bez pukania do środka. Chłopak stał w salonie i rozmawiał przez telefon.. Gdy mnie zobaczył trochę sie przestraszył.
Z: Musze kończyć, Niall przyszedł.. - powiedział jakby znacząco. Rozłączył się i spojrzał na mnie ze smutkiem. - Jak sie trzymasz? - zapytał  z troską w głosie.
J: Nie trzymam się wcale.. - mruknąłem cicho - Musisz mi pomóc. - zacząłem od razu i usiadłem na kanapie.
Z: W czym? - zdziwił się.
J: Chce zabić tych co zabili mi ją. - mój głos był pewny, sam nawet nie wiem skąd we mnie tyle odwagi.
Z: CO?! - był zaskoczony - Nie możesz! Nathalie nie chciałaby żebyś narażał swoje życie..
J: Nie mów mi co ona by chciała a czego nie! - krzyknąłem i poczułem łzy zbierające się w moich oczach.
Z: Chcesz latać z bronią po mieście?
J: Chce im wymierzyć sprawiedliwość!
Z: Nie jest to konieczne, oni nie żyją.. Zabiliśmy ich z Louisem.. - albo mówił prawdę, albo chciał żebym odpuścił, ale NIE!
J: Może ich zabiliście, ale Bill dalej chodzi po tym świecie.. - powiedziałem z obojętnością.
Z: Porywasz się z motyką na słońce. Nawet nigdy nie używałeś broni! Zapomniałeś już jak zastrzegałeś nam że nigdy nie wejdziesz w takie życie jak my?! - miał wyrzuty.
J: Kurwa Zayn! Zabili mi narzeczoną! A była nią od dwóch dni! - warknąłem na niego
Z: Rozumiem Cie, ale to niej jest rozwiązanie..
J: Albo mi pomagasz, albo sam sobie poradzę.. - rzuciłem wstając.
Z: Stawiasz mnie pod ścianą.. - westchnął
J: Odpowiedź jest prosta, tak albo nie.. - mruknąłem
Z: Oczywiście że cie w tym nie zostawię, ale obiecaj że nie będziesz śledził Billa i jego ludzi.. - spojrzał na mnie prosząco.
J: Jak mam ich zabić bez tego? - denerwowałem się jeszcze bardziej.
Z: Ja będę to robił.. - pozwolić przyjacielowi narażać życie za mnie?
J: Nie zgodzę się na to, nie możesz aż tak sie poświęcać.. - zaprzeczyłem
Z: Niall zrozum! - podniósł głos - Ja w tym siedzę, mam pewne doświadczenie, a Ty? - spojrzał na mnie znacząco.

J: Będziesz po prostu pomagał.. - stwierdziłem i wyszedłem z jego domu. Czułem się potwornie, nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić.. Wsiadłem w samochód i wróciłem do pałacu, było około południa, a ja? Siedziałem na kanapie i wpatrywałem się w jej zdjęcie, łzy mimowolnie spływały po moich policzkach.. Nigdy w życiu nie czułem się tak koszmarnie, nawet wtedy gdy mała Nathalie zniknęła z mojego życia, a teraz.. Teraz gdy była moja, gdy nic by już nie stało nam na przeszkodzie ona nie żyje. Życie jest niesprawiedliwe, wszystko co sprawia że jestem szczęśliwy i to co kocham znika.. Prędzej czy później i tak do niej dołączę, ale chyba zrobię tak, że będzie prędzej..

*Oczami Nathalie*
    Rozmawiałam z Zaynem, powiedział mi jak zareagował Niall, czułam się strasznie, ranie go w ten sposób, ale tak na razie będzie lepiej. Załatwię kogo trzeba i wrócę do niego. Oby mi wybaczył i do tego czasu niczego sobie nie zrobił, niczego głupiego nie zrobił i w nic się nie wpakował. Kocham go najmocniej na świecie i nie darowałabym sobie gdyby mu się coś stało..
Namierzyłam kolejnych dwóch Sokołów, niestety lub stety byli od siebie o kilka kilometrów. Z pierwszym poszło nadzwyczaj łatwo, drugi stawiał opór i się mnie spodziewał. Wyszłam prawie bez szwanku, lekkie muśnięcie kuli na ramieniu, da się przeżyć.. Rana na sercu bardziej bolała i chyba żaden fizyczny ból nie będzie większy od tego psychicznego. Zabijając Erica myślałam że zabijam Tommiego, to jedno z najgorszych morderstw w moim życiu. Do tego świadomość że Niall teraz cierpi, jeśli nie zginę do czasu aż do niego wrócę i mu to wszystko wytłumaczę to nie opuszczę już go nigdy w życiu. Mam nadzieje, że zrozumie i dalej będzie mnie kochał.. Wróciłam do swojego starego mieszkania na obrzeżach Londynu, opatrzyłam drobną ranę i usiadłam na kanapie. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, moje i Nialla zdjęcie.. Aż zakuło mnie w sercu. Musze jak najszybciej zabić kogo mam i wracać do niego. Nie wytrzymam długo bez jego ciepła, spojrzenia, dotyku.. Bez niego całego..
    Mijały dni, a nawet tygodnie.. Nie pokazałam się jeszcze Horanowi, Zayn mówi że jest coraz chudszy, coraz bardziej załamany i w coraz groźniejsze sytuacje sie pakuje. Ale nic nie mogę zrobić, mogłabym to zatrzymać i pokazać mu się, wyjaśnić wszystko ale jeszcze Bill żyje! Nie mogę tego przerwać puki on chodzi po świecie. Na moim telefonie pojawiła sie informacja że Mafioza ma być dzisiaj w restauracji, nie mojej, do mojej się nie zapuszcza. Włożyłam szybko odpowiedni strój, pochowałam bronie, magazynki.. Ostatnie dwa.. Musze pojechać do pałacu jak Nialla tam nie będzie.. Wsiadłam w auto i pojechałam do lokalu. Weszłam do środka i odszukałam Billa, przy ludziach, a przynajmniej przy takiej ilości nic mi nie zrobi, a ja nie mam zamiaru do niego teraz strzelać.
J: Witaj Bill.. - usiadłam na przeciwko niego. Mężczyzna patrzył na mnie jakby ducha zobaczył.
B: Myślałem że z piekła nie wypuszczają..  - zaśmiał się cicho. - No no no, nawet mnie nabrałaś.. - kolejny sztuczny śmiech.
J: Sądzę ze po mnie powinieneś się spodziewać wszystkiego.. - odwzajemniłam takim samym śmiechem. - W końcu po tatusiu to mam. - spojrzał na mnie gniewnie.
B: Miałaś..
...
_______________
A więc jest!! Oby nie był nudny! Bo moje pisanie jest naciągane, niby w głowie są pomysły, ale jak zaczynam pisać to wszystko ucieka!! 
+ Dłuższy?!
Ale 20 komów dacie rade uzbierać!!!!!!!!!!!! <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



 

Naat

niedziela, 23 sierpnia 2015

100. Niall she doesn't live..

Hej <3 
I mamy 100 rozdział!! Sama nie sądziłam że się takiego FF doczekam, ze stworze dzieło na ponad 100 rozdziałów, i jak już to komuś będzie się podobać! A tu prosze!! <3
Dziękuje że jesteście, że czytacie, komentujecie.. <3 Dziękuje za ponad 40 000 wyświetleń.. Dziękuje za prawie 1 130 komentarzy!! <3 Kocham każdą z was <3

Objaśnienie:
J: - ja (najpierw Zayn, potem Niall),
N: - Nathalie,
Lou: - Louis,
Z: - Zayn.
__________________

*Wciąż oczami Zayna*
J: Po wszystkim.. ? - spytałem bardziej siebie, nie patrzałem na Louisa, to co zrobił było i pomysłowe i wredne. Przykucnąłem przy Nathalie i sprawdziłem puls.. Oddycha! Odetchnąłem, niemal skakałem ze szczęścia, ona jest niezniszczalna. Rozpiąłem jej bluzę i z przerażeniem ściągnąłem jej kamizelkę, było w niej chyba z 8 pocisków.
Lou: Musiałem Zayn.. - powiedział cicho obok mnie i pomógł mi.
J: Nathalie?!
- potrząsałem nią. Musi się ocknąć, mogła od siły uderzenia stracić przytomność.
Lou: Zayn, naprawdę.. - spojrzałem na niego. Nie wiedziałem co mam mu powiedzieć.
N: Dobra.. Nie rozczulajcie sie.. - wymruczała. Podnieśliśmy ją i przytrzymałem żeby się nie przewróciła. Oddychała ciężko, trzymała dłoń na mostku i starała sie uspokoić. Rozglądała się, sam to zrobiłem, trupy dookoła, ale na jeden patrzała cały czas. Na tego Tommiego, podeszła do niego, wyrywając sie z moich rąk. Przykucnęła przy nim i zaczęła go przeszukiwać. - To niemożliwe żeby on wtedy nie umarł.. - mówiła bardziej do siebie. - Kurwa jaka ja byłam głupia.. - wyprostowała sie z portfelem w ręku.
J: Co sie stało? - podszedłem do niej. Brunetka pokazała mi dowód tożsamości owego Tommiego. Tylko że on miał ba imię Eric.. - Jak to możliwe?
N: Normalnie.. To jest brat bliźniak Tommiego.. Czemu ja tego wcześniej nie przejrzałam.. Mogłam sie domyślić.. - była zła na siebie.
Lou: Zapomniałaś że twój były miał brata bliźniaka? - prychnął, dziewczyna spiorunowała go wzrokiem.
N: Tommi nigdy o tym nie mówił, nie utrzymywał z nim kontaktu.. Z resztą Tomlinson, nie muszę ci sie tłumaczyć.. - warknęła i zaczęła wychodzić. Poszliśmy za nią, a w głowie cały czas miałem tą akcje, dawno na takiej nie bylem, mógłbym sie przyzwyczaić..
J: Co teraz zamierzasz ? - dorównałem jej kroku.
N: Powiecie Niallowi i reszcie że zginęłam..
Lou: Oszalałaś? Jak zamierzasz sie ukryć?
N: U Ciebie.. Nienawidzisz mnie więc nikt nie będzie nawet myślał że mógłbyś mi pomóc.. - powiedziała bez przejęcia. Tommo na chwile przystanął, ale zaraz sie ocknął.
Lou: Zabawne.. - zaśmiał sie cicho -.. Myślisz że jak miałem propozycje zlikwidowania Ciebie to nie skorzystam jak będziesz u mnie?! - Nathalie spojrzała na niego.
J: Louis! - powiedziałem znacząco.
N: Myślę że narzeczonej swojego przyjaciela nie zabijesz.. - uśmiechnęła się do niego złośliwie.
Lou: Teoretycznie żyć nie będziesz. - widziałem jak jej szczeka sie napina ze złości.
J: Nathalie może lepiej jak nie będziesz udawać? - chciałem by zabrzmiało to najłagodniej jak tylko potrafię, teraz jej oczy były na mnie. - Pomyśl o Niallu.. - złagodniała. Niesamowite jak działa na nią tylko jego imię.

N: Nie, trzeba to zrobić.. - powiedziała z trudem. Widziałem że nie chciała ranić blondyna.
Lou: I u mn..
N: Nienawidzę cie Tomlinson. - wyszła z budynku nie zwracając uwagi na jego słowa. Mamrotał coś pod nosem..
J: Jesteś kretynem Loui.. - dogoniłem ją, ale sie nie odzywałem. Wsiedliśmy do auta, ruszyła z piskiem opon, nikt w samochodzie sie nie odzywał, Nathalie myślała, Louis pewnie tez.. Swoją drogą nie rozumiem czemu on taki dla niej jest. Nic mu nie zrobiła, a że ma taką naturę to inna sprawa. Niech pomyśli o tym że daje szczęście naszemu Horanowi, a nie ciągle jej docina.. Po około 20 minutach wysadziliśmy Louisa pod jego domem, nawet sie nie pożegnał i coś czuje że będę z nim poważnie rozmawiał, musi sie zmienić.. Choćby dla Nialla..
J: To co zrobisz? - spojrzała krotko na mnie.
N: Jeszcze nie wiem, ale do domu nie wrócę, niech pomyślą że nie żyje.. Zrób coś żeby Tomlinson sie nie wygadał. Nialler i wszyscy dookoła, szczególnie Bill muszą uwierzyć że mnie zabili. - skinąłem głową na 'tak' - Tylko proszę Cie dopilnuj żeby Niallowi się nic nie stało, żeby nikt go nie dopadł. Ja będę likwidować z ukrycia, ale ty przy nim bądź, albo któryś z was.. - bała się o niego, a to znaczy że naprawdę go kocha, zależy jej na nim i na jego bezpieczeństwie, chociaż zawsze jej na tym zależało, zawsze poświęcała siebie by go chronić. Musze jej pomóc, ona odwalała całą naszą robotę..
J: Ale kontaktuj się ze mną.. - powiedziałem prosząco, dziewczyna uśmiechnęła się lekko i zatrzymała się pod moim domem.
N: Pojedź do niego wieczorem i mu powiedz.. A Louis.. On niech najlepiej sie nie wtrąca. - zgodziłem sie i wyszedłem. Odjechała, nawet nie wiem co zamierza zrobić, gdzie sie zatrzyma, ale to Nathalie Horan, na pewno coś wymyśli. Wszedłem do domu i łaziłem w kółko po salonie. Wziąłem telefon i wybrałem do odpowiedni numer.
Lou: Halo? - odebrał ze złością.
J: Louis musimy poważnie porozmawiać. - powiedziałem stanowczo.
Lou: Nie mam czasu. - rzucił obojętnie
J: Nie interesuje mnie to, zaraz u Ciebie będę. - rozłączyłem sie, zabrałem kluczyki i wyszedłem z domu. Niecałe 15 minut byłem u przyjaciela, nie miał najlepszej miny.
Lou: O czym chcesz rozmawiać? - usiadł zrezygnowany na kanapie.
J: O Nathalie i Niallu.. Musimy jej pomóc rozumiesz? - zająłem miejsce na przeciwko niego - Zobacz co ona robi by wybić wszystkich co chcą zabić Nialla, nawet chce udać że ją zabili, żeby mieć większe szanse na zamordowanie tego Billa. - chłopak nawet na mnie nie patrzał.
Lou: Ale co ja mam do tego?! - warknął
J: Nic, ale też nie utrudniaj jej tego.. Zachowaj w tajemnicy, że to tylko ściema.. Bądź przyjacielem i wsparciem dla Nialla.. - poprosiłem, jego mina złagodniała.
Lou: Zrobię to tylko dlatego ze Ty mnie prosisz.. - uśmiechnął sie słabo.
J: Dzięki, a teraz chodź, musimy mu powiedzieć.. - wstałem i czekałem na niego.
Lou: Będę ci tylko towarzyszył, sam mu powiesz.. - zgodziłem się i pojechaliśmy. Nie chciałem szybko tam dojechać, ale z każdą ulicą byliśmy bliżej, serce waliło mi coraz bardziej, jak ja mu to powiem!? Zadzwoniłem dzwonkiem i po chwili brama się otwierała, a zarz potem pukałem do drzwi..

*Oczami Nialla*
Otworzyłem bramę, to pewnie Nathalie i może jest ranna ze nie ma sił zeskanować palca.. Potem usłyszałem pukanie, z rozmachem otworzyłem drzwi, to nie była ona.
J: Co Wy tu robicie? - zdziwiłem sie widząc chłopaków. Nie byli najszczęśliwsi..
Z: Też sie cieszymy że cie widzimy.. - zaśmiał sie słabo.
J: Wejdźcie.. - wpuściłem ich do pałacu, Louis nic się nie odzywał, miałem jakieś dziwne przeczucia. - Gdzie Nathalie? Widzieliście się może z nią? - pytałem ze strachem. Chociaż małe prawdopodobieństwo że ja widzieli..
Z: Tak.. - byłem zaskoczony i przerażony.
J: Gdzie ona jest? - zapytałem z paniką.
Z: Niall, ona.. - zamilkł na chwile. Nie! On nie chce mi tego powiedzieć!
J: GDZIE. ONA. JEST?! - warknąłem przez zaciśnięte zęby.
Z: Nie denerwuj się..
J: Jak mam się nie denerwować? Gdzie jest moja narzeczona? - poczułem łzy zbierające się w oczach.
Z: Nie żyje. - powiedział krótko.
J: Co?!
Z: Przykro mi Niall, nie mogliśmy nic zrobić. Było ich zbyt wielu.. - tłumaczył, podszedł do mnie o kilka kroków ale się cofnąłem, to nie może byś prawda!
J: Byliście tam z nią! I nie pomogliście jej?! Czemu wam nic nie jest?! Czemu pozwoliliście jej zginać?! - łzy spłynęły po moich policzkach.
Z: Nie wiem czemu Niall, nie denerwuj się.. Ułoży sie, zobaczysz.. - że co kurwa?!
J: Jaja sobie ze mnie robisz?! Jakbyś sie czuł jakby zabili Ci narzeczoną? I jakbym ja był wtedy z nią i miał jej pomóc? Nienawidzę was! Wypierdalać! - wrzasnąłem i pokazałem na drzwi. Nie chciałem ich widzieć, pozwolili umrzeć mojej Nath. Nie chce, nie mogę w to uwierzyć.
Lou: Niall, ale to..

...
__________
I jak?! Dłuższy? Może być taki 100 rozdział?!
Będzie 18 komów?! 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!! 




Naat

środa, 19 sierpnia 2015

99. I want explanations Tommi!!

Hej! 
I przepraszam!!
Wiem, że długo czekaliście, ale w końcu napisałam.. Może nie długi, ale nie wiem jak podzielić pisanie z pracą.. Staram sie was nie zaniedbywać i coś jednak dodawać, w pracy myślę o akcjach jakie mógłby by się dziać, tylko żeby FanFiction nie zrobiło się nudne.. :) 
Chcielibyście dłuższe rozdziały, staram się!!
What else?!
Aaa..  Na blogu zaraz będzie 100 rozdział, cieszycie się ze taka liczba i jeszcze nie koniec? :) 
DZIĘKUJE ZA KAŻDY KOMENTARZ! ZA WYŚWIETLENIA!!! <3

Objaśnienie:
J: - ja (Nath, potem Zayn),
Lou: - Louis, 
Z: - Zayn,
M: - Matt,
L: - Luke,
T: - Tommi,
N: - Nathalie.
_______________________

J: ..Nie musisz wstawać! - zaśmiałam sie ironicznie kiery Matt poderwał sie z miejsca na mój widok. Broń chowałam za sobą, nie chciałam szybko go zabić, musi mi powiedzieć kto to był, że był tak podobny do Tommiego. Apropo, właśnie tu z nim był, do tego też Luke.
M: Nathalie Horan.. Tym razem bez brzucha?! - zakpił, zabijałam go spojrzeniem, i czasami żałuję że tak nie potrafię.
J: Jak widać, trzymam formę.
L: Pamiętasz go?
- odezwał sie nowy współpracownik Billa, wskazał na Tommiego. Serce zabiło mi szybciej.
T: Nathalie.. Naprawdę Cie przepraszam.. - tłumaczył sie. Jego spojrzenie, oczy, usta, na sam widok wróciły wspomnienia. Czułam, że jeśli szybko tego nie zakończę, to zmięknę.
M: Zaskoczona co? - zaśmiał się szyderczo.
J: Milcz! - uniosłam się - Chce wyjaśnień! Jak to się stało że on żyje! - złość rozsadzała mnie od środka, każde wspomnienie związane z Tommim odeszło gdzieś daleko.
L: Co tu wyjaśniać? Dopadliśmy Cię, mamy powód dla którego zginiesz. Proste. - wzruszył ramionami.
J: Żebyś sie nie zdziwił. - cofnęłam sie o krok i otworzyłam drzwi, Zayn i Louis weszli do środka. Stanęłi obok mnie, Matt i ta cała reszta się nie odzywali tylko przyglądali się chłopakom.
M: No nie wierze! - prychnął - Co jak co, ale po Tobie nie spodziewał bym się że będziesz z kimś współpracować, na  pewno nie z dilerami.. - zaśmiali się, widziałam kątem oka jak szczęka Zayna się napina.
J: Ludzie się zmieniają.. - chciałam brzmieć spokojnie, ale marnie mi to wychodziło.
L: Koniec tej zabawy! - warknął i wymierzył we mnie swoim pistoletem, od razu ja wyjęłam swoją broń i mierzyłam mu między oczy. Zabije go jak psa!
M: Spokojnie Luke.. - Matt opuścił broń swojego kolegi, nie spodziewałam się tego po nim. - Niech się dowie jak to się stało że nasz Tommi żyje.. - zaśmiał się cicho. - Tommi opowiesz? - wszyscy spojrzeliśmy na niego.
T: Nie mam ochoty. - mruknął.
J: Mów kurwa! - wydarłam sie.
L: Nie zabij go przed wyjaśnieniami.. - zaśmiali sie, grali na czas i na moich nerwach. Mało brakuje do mojego wybuchu największej złości.
T: Zagrozili mi.. - zaczął cicho - ..Bill zagroził że jeśli nie zrobimy tego to cię zabiją, nie miałem innego wyjścia..
J: Nie pierdol że tak było.. Wolałeś ukartować swoja własną śmierć i pozbyć się własnego dziecka?! - warczałam, łzy w oczach przysłaniały mi widok.
Z: Co? - był zdziwiony, ale zignorowałam Zayna.
T: Nie wiedziałem że zabiją nasze dziecko! - powiedział głośniej i w końcu spojrzał w moje oczy.
Lou: Śmieszny jesteś?! Nie wiem o co chodzi, ale jakby mieli zabić ją.. - wskazał na mnie - ..to dziecko też by umarło.. - stawił sie za mną.
T: Masz racje, ale..
J: Dość! - znów wyciągnęłam broń w ich kierunku, miałam już za dużo łez na swoich polikach. - Albo zginiecie wy, albo ja.. - powiedziałam bardziej do siebie, nikt się już nie odzywał, mierzyliśmy się wzrokami i czekaliśmy na to kto wystrzeli pierwszy..
M: Tomlinson?! - odezwał sie po jakimś czasie. Brunet spojrzał na niego, coś ukrywa? Jego wzrok nie wróży niczego dobrego.. - Moja propozycja jest aktualna. - powiedział znacząco, Louis stał najbliżej niego. Patrzał raz na mnie i Zayna, a zaraz potem na Matta i spółkę.

Lou: Chyba jednak skorzystam.. - powiedział zadowolony i celował we mnie. WHAT THE FUCK!!?
Z: Louis?! Co Ty wyprawiasz?! - był mocno zaskoczony, sama sie tego nie spodziewałam, chociaż mogłam, on mnie nienawidzi!
J: Hah.. No tak.. - zaśmiałam sie ironicznie i zza paska od spodni wyjęłam drugą broń i mierzyłam w Tomlinsona. Malik stał obok mnie i z przerażeniem w oczach patrzał na przyjaciela, nie wierzył w to, nie chciał wierzyć. - Wiedziałam że zawsze o tym marzyłeś.. - znów się zaśmiałam i pierwszy pocisk wylądował w ciele Luke'a trafiłam go w szyje, zaraz potem czułam jak w moją klatkę wbijają się pociski. Rozpętałam wojnę, kątem oka widziałam jak Zayn sie chowa, Tomlinson pomimo swoich wrogich gestów w stosunku do mnie strzelał w Matta i Tommiego. Moja kamizelka dostała sporo kulek, ale wytrzymała jak na razie. Leżałam na podłodze i starałam się oddychać, nadmiar ucisków po kulach był strasznie duży i z trudem mi przychodziło branie wdechów. Mrużyłam oczy udając że mnie trafili śmiertelnie, Matt chciał uciec, ale podniosłam swoją broń i wystrzeliłam, trafiłam do w plecy, chyba cały magazynek w niego władowałam. Wszystko wydawało sie trwać kilkadziesiąt minut, nagle poczułam kolejny pocisk w sobie i ostatkiem sił widziałam jak Tommi nade mną stoi..

*Oczami Zayna*

    Nie mogłem uwierzyć, że on tak po prostu nad nią stanął i wystrzelił jej prosto w serce, zabił ją z zimną krwią. Nie wahałem się gdy moje pociski kierowane były w jego ciało. Nie miałem skrupułów, zabił narzeczona mojego przyjaciela!
J: Po wszystkim.. ? - spytałem bardziej siebie, nie patrzałem na Louisa, to co zrobił było i pomysłowe i wredne. Przykucnąłem przy Nathalie i sprawdziłem puls.. Oddycha! Odetchnąłem, niemal skakałem ze szczęścia, ona jest niezniszczalna. Rozpiąłem jej bluzę i z przerażeniem ściągnąłem jej kamizelkę, było w niej chyba z 8 pocisków.
Lou: Musiałem Zayn.. - powiedział cicho obok mnie i pomógł mi.
J: Nathalie?! 

...
_______________
Powiedzcie, że wam się podobało.. Ja sama nie wiem czy spełniam jeszcze wasze oczekiwania.. :/
Ostatnio jakaś dziewczyna, amatorka w pisaniu, tak jak ja.. Oceniła mnie i powiedziała, że mam złą gramatykę, i ogólnie popełniam błędy, ale pomysł dobry.. Dziana amatorko!!

Myślę że 16 komów będzie git!! <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

czwartek, 13 sierpnia 2015

98. Could You help me, Zouis?!

Hej! 
Jest 22:37, już dawno powinnam spać, bo jutro do pracy, ale nie musiałam dodać w końcu rozdział!!
Przepraszam ze musicie długo czekać, że są krótkie, ale jak tylko przyjdzie ten wspaniały weekend nadrobie z pisaniem i będą dłuższe!!
Kocham was!!!!!!!!!!!!!

Objaśnienie:
J: - Ja (Nath),
N: - Niall,
Lou: - Louis,
Z: - Zayn,
M: - Matt,
L: - Luke.
________________________

 ..Diamencik na moim palcu miał prawie identyczny kolor co jego tęczówki, zawszę będę to tak właśnie kojarzyć.
J: Zauważyłam.. - zaśmiałam się. Podniosłam się i zaczęłam wychodzić z łózka.
N: Nie możesz jeszcze przez chwile zostać?
- zapytał z taką nadzieją w oczach. Pochyliłam sie nad nim i ucałowałam jego wargi.
J: Nie, mam ważną sprawę do zrobienia. - podeszłam do szafy i wyjęłam odpowiednie ubrania.
N: Bałem sie wczoraj.. Bałem się że już Cie nigdy nie zobaczę. - stanął za mną i objął mnie ramionami.
J: Niall nie pozwolę im Cie skrzywdzić, nikt mi Ciebie nie odbierze. - odwróciłam sie do niego. W jego oczach było tyle miłości, szczerości i radości. - Zrobię wszystko byś był szczęśliwy. - położyłam dłoń na jego szyi.
N: To zostań dzisiaj ze mną.. - uśmiechnął się słabo, bał sie odpowiedzi. Wiedział jaka ona będzie, nie mogę siedzieć bezczynnie w domu. Musze dorwać Luke'a i Matta, muszę się dowiedzieć jak to sie stało że Tommi żyje!
J: Tego dzisiaj nie mogę zrobić.. - przyznałam ze smutkiem, Niall posmutniał jeszcze bardziej, nie mogłam na to patrzeć. Ymm co sie ze mną dzieje?! - Okay, popracuje w domu, ale jeśli będę musiała wyjść to zrobię to..
N: Jesteś kochana.. - przytulił mnie do siebie szczęśliwy, ucałował mój policzek i wyciągnął z sypialni. Śmiałam sie na głos widząc jak on sie cieszy, to najwspanialszy widok.. Zjedliśmy w miłej atmosferze śniadanie, blondyn posprzątał a ja zaszyłam sie w biurze. Nie wiem co przez ten czas robił Niall, ale ja już po kilu godzinach wiedziałam gdzie jest Matt z kumplami. Mogłam jechać i ich pozabijać! Wymorduje ich z zimna krwią! Za to co mi zrobili te kilka lat temu. Jednak jest ich zbyt wiele w jednym miejscu, mogę ponieść wiele większe obrażenia niż wcześniej. Założyłam na siebie kamizelkę

kuloodporną, wygodniejsze ubrania z mnóstwem kieszeni, skrytek na bronie. Byłam uzbrojona po zęby, zeszłam na dół, zabrałam kluczyki od Range Rovera i poszłam do salonu gdzie siedział właśnie mój narzeczony.
J: Nie czekaj na mnie.. - podeszłam do niego i pochyliłam sie nad nim by złożyć buziaka na jego usteczkach. Chłopak przedłużył pocałunek.
N: Mam sie martwić? - zapytał z troską.
J: Nie. Nigdy tego nie rób. - uśmiechnęłam sie słabo. - Musze iść.. - skierowałam się w stronę wyjścia, czułam ze on idzie za mną.
N: Kocham Cie.. - usłyszałam za sobą.
J: Wiem Niall.. - szepnęłam spoglądając na niego. Nic nie odpowiedział, wyszłam i z wyrzutami sumienia wsiadłam do auta.
Z: Halo? - odebrał z niepewnością.
J: Pamiętasz jak mówiłeś, że mogę na was liczyć? - czemu głos mi zadrżał?
Z: O to Ty Nathalie. - już był weselszy - Tak, pamiętam..
J: Jeśli to aktualne to potrzebuje sprawnego zabójcy.. - źle się z tym czuła, zawsze działałam sama, a do tego jeszcze to jest przyjaciel Nialla.
Z: Jasne, podaj adres gdzie sie spotkamy i z Louisem będziemy. - miałam wrażenie że się uśmiecha.
J: Ym.. Nie wiem czy chce Louisa, ja i on nie mamy najlepszych stosunków, nie lubię kiedy ja rządzę.. Będę po Ciebie za 20 minut, weź kamizelkę.. - rozłączyłam sie nie czekając na odzew chłopaka. Przeklinałam sie w głowie za to ze go poprosiłam o pomoc, ale tak będzie łatwiej, może czas też zmienić niektóre zasady. Jeszcze przed czasem podjechałam do Malika, nawet nie zdążyłam zapukać, bo drzwi mi otworzył Tomlinson.
Lou: Wejdź.. - nie uśmiechnął się, nie był wściekły. Taki obojętny,
J: Zayn jesteś gotowy? - zapytałam gdy weszłam do salonu.
Z: Tak, jesteśmy gotowi.. - ten się wyszczerzył.
J: Mówiłam Ci..
Lou: .. że mnie nie lubisz? - przerwał mi.
J: Nie, że oboje mamy ze sobą na pieńku.
Lou: Nathalie posłuchaj.. - westchnął - .. Po prostu mów co robić i będzie okay.. - uśmiechnął się słabo.
J: Chodźcie. - wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do mojego samochodu - .. Pamiętacie tych Sokołów którzy porwali Nialla? - skinęli głowami - ..To ich małą armie trzeba dzisiaj zabić, jeden z nich, Matt, ja rozprawie się z nim osobiście, Luke'a możecie zabić, jak każdego innego.. - słuchali mnie z poważnymi minami.


Z: A ten chłopak, co tak na niego zareagowałaś?
J: To wyjaśni mi ten Matt, a potem i tak ich zabije. - uśmiechnęłam sie bardziej do siebie. Jednak w głowie pojawił mi sie całkiem inny pomysł. Myślałam nad nim długo, ale zanim zdecydowałam sie na niego dotarliśmy pod odpowiedni budynek za miastem. - Poczekajcie.. - zatrzymałam ich zanim zdążyli wysiąść. - Mam pewien pomysł.. - spojrzeli na mnie. - Jeżeli coś pójdzie nie tak i jakimś cudem Matt i ten Luke przeżyją, spowodujemy ukartowanie mojej śmierci..
Lou: Co?! - zdziwił się i oboje posłali mi zaskoczone spojrzenie.
J: No to co słyszałeś.. Nie wiem, może niefortunnie mnie postrzelisz, a widzę że byś tego chciał Tomlinson.. - zaśmiałam sie, na co brunet się skrzywił. - Żartowałam, ale to by mogło nam wtedy pomóc, jeśli oni by uwierzyli to było by ich prościej wtedy zabić..
Z: A co z Niallem? - wszedł mi w słowo, właśnie to jest ta moja jedyna blokada przed tym pomysłem.
J: On by też musiał myśleć że nie żyje.. - stwierdziłam
Lou: I myślisz że to będzie dobre?
J: Nie wiem, to jest plan jakby nie udało mi sie zabić Matta. - wysiadłam z auta a zaraz za mną oni. Podeszliśmy do drzwi, wyjęłam broń i spojrzałam na nich znacząco. Zayn wszedł pierwszy, ja wiedziałam gdzie oni dokładnie są wiec od razu go wyprzedziłam. Jak najciszej weszliśmy na odpowiednie piętro i znajdowało się tam mnóstwo drzwi, otwieraliśmy każde po kolei sprawdzając czy ktoś tam jest. Zarówno ja, jak i chłopaki mieliśmy zakręcone tłumiki na pistoletach, nie potrzebujemy szybkiego poinformowania wrogów o naszej obecności.
Z: To już ostatni.. - szepnął Malik i wsłuchiwaliśmy się przez chwile. Słyszałam Matta, wściekłość we mnie buzowała. Poza wrogiem numer 1 było jeszcze ich trzech.
J: Wejdę pierwsza, a jak dam wam znak to dołączycie, nie wpuszczajcie też tu nikogo i nie wypuszczajcie. - poilustrowałam ich cicho i weszłam do pomieszczenia. - Nie musisz wstawać! - zaśmiałam sie ironicznie kiery Matt poderwał sie z miejsca na mój widok. Broń chowałam za sobą, nie chciałam szybko go zabić, musi mi powiedzieć kto to był, że był tak podobny do Tommiego. Apropo, właśnie tu z nim był, do tego też Luke.
M: Nathalie Horan.. Tym razem bez brzucha?! - zakpił, zabijałam go spojrzeniem, i czasami żałuje że tak nie potrafię.
J: Jak widać, trzymam formę.
L: Pamiętasz go?
...
___________
Jeszcze raz wybaczcie, i mam nadzieje ze chociaż 15 komów będzie!!!!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

niedziela, 9 sierpnia 2015

97. Niall is MINE and I kill you if I lose him!

Aloha!!
Jutro idę już do pracy, więc rozdziały będą rzadziej, ale myśle że będę dodawać jak tylko będą warunki spełniane!!
Ogólnie mamy już 97 rozdziałów, jak było 80 to myślałam że jeszcze 30 i będzie koniec, ale teraz myślę że będzie ich o wiele więcej.. :) Cieszycie się, czy macie dość?!

Objaśnienie:
J: - ja ( Nathalie),
N: - Niall,
Z: - Zayn,
M: - Matt,
L: - Luke,
Lou: - Louis.
__________________

..Straszna ciemność, ale gdy wsłuchałam sie w tą ciszę, wiedziałam że blondyn musi tu być. Jego niespokojny oddech dawał o sobie znać. Zapaliłam latarkę w telefonie, a po chwili któryś z moim pomocników włączył swoją. Niall siedział na krześle w rogu pomieszczenia i był zakneblowany, oczy miał zasłonięte więc nas nie widział.
J: Niall.. - podeszłam do niego i zdjęłam mu tą chustę z twarzy.
N: Nathalie. - szepnął, Zayn odwiązał mu ręce i zaraz po tym tulił sie do mojego ciała. Odwzajemniłam uścisk z podobnym uczuciem. - Nawet nie wiesz jak się bałem. - powiedział przy mojej szyi.
Z: Możesz podjechać, garaż numer 78. - usłyszałam głos Zayna, ale nie było to ważne teraz.
J: Chodźmy stąd, bo coś czuje że to nie koniec. - chłopak odsunął sie ode mnie i z nim w środku w naszym kółeczku wychodziliśmy stamtąd. Coś jednak nie dawało mi spokoju, za łatwo poszło. Wyszliśmy z garażu i już wiedziałam że miałam racje. Zaraz za Liamem przejechał bardzo szybko jakiś samochód, od razu schowałam Nialla za siebie i wyciągnęłam broń. Zaparkowali znacznie dalej, chowając się przy innym, większym budynku.
M: No proszę! Jednak żyjesz! - wrzasnął Matt. Nienawidzę go!! Zabije! Zaczęłam podchodzić do nich, nie był sam! Kojarzę tego typa, to ten co Bill z nim ostatnio współpracuje, Luke!
J: Zabierzcie stąd Nialla! - powiedziałam do chłopaków za mną.
N: Ale..
J: Już! - warknęłam. Nie odwracałam się, muszą go zabrać bo dzisiaj chyba umrę razem z Mattem i Luke'iem.
Z: Nie zostawimy Cie. - stanął obok mnie a po drugiej stronie był Louis. Usłyszałam jak samochód z Niallem i resztą odjeżdża, nie spojrzałam na nich, mierzyłam sie wzrokiem z Mattem.
M: Nie mało Ci? - krzyknął do mnie.
L: Porwanie Nialla to był początek! - zaśmiał się ten drugi. Nie zastanawiałam się, pociągnęłam za spust trafiając w jednego z ich kolegów.
J: A wam nie mało?! - warknęłam i schowaliśmy się za jednym z garaży. Chłopaki oddychali szybko, wychyliłam się do przeciwników gdy ich strzały ustały.
Matt!

M: Spójrz Nathalie.. - rzucili broń na ziemię, ale ja dalej celowałam w nich. Coś jednak się w ich towarzystwie zmieniło. - Poznajesz tą buźkę? - pokazał mi jednego z nich. Niemożliwe!
J: Co?! - upadłam na kolana, to niemożliwe! Przecież on nie żyje od kilku lat!!
L: Widzimy się później! - zaśmiali się i odeszli. Ten ktoś, tak niesamowicie podobny do mojej dawnej miłości, niemożliwe żeby żył! Tommi nie żyje! Nie ma go! Nie ma już tego co było! Chłopak jednak patrzał na mnie tak jak kiedyś, nie odezwał sie, poszedł razem z nimi.
Z: Nathalie! - potrząsnął mną.
Lou: Musimy wracać do Nialla. - podnieśli mnie z ziemi i zaprowadzili do samochodu.
Z: Zawieść Cie do domu? - spytał w czasie jazdy
J: Nie, do restauracji.. - zarządziłam.
Lou: Jest późno, pewnie twój przyjaciel zamknął. - stwierdził.
J: Nie jestem głupia Louis. - powiedziałam przez zęby. Nie odezwali się, podjechaliśmy po restauracje i od razu wysiadłam z ich auta.
Z: Może w czymś Ci pomóc? - wysiedli za mną.
J: Nie.
Lou: Jesteśmy teraz rodziną, możesz liczyć na naszą pomoc. - złapał mnie za rękę zmuszając do zatrzymania się.
J: Nie potrzebuje waszej pomocy! - syknęłam, a on co? Przyciągnął mnie do siebie i oplótł ramionami. Tak Louis, który mnie nienawidzi tak samo mocno jak ja jego, właśnie mnie przytula chcąc pocieszyć. - Dość.. - odsunęłam go od siebie. - Jeśli chcecie pomóc, to po prostu.. - zamilkłam, co ja mam im powiedzieć?! - .. Ymm, dajcie spokój. - powiedziałam zrezygnowana w wsiadłam do mojego autka na awaryjne sytuacje. Widziałam jak ze smutkiem patrzą jak odjeżdżam, ale nie chce ich pomocy. Zawsze dawałam sobie rade sama! - Niall wróciłam! - krzyknęłam od razu gdy weszłam do pałacu.
N: Nic Ci nie jest? - znalazł się przy mnie z prędkością światła, a jeszcze szybciej przyciągnął mnie do siebie.
J: Nie, ale to był ciężki dzień, chodźmy spać.. - odsunął sie lekko z nieznanym mi dotąd uśmiechem, spojrzał w moje oczy.
N: Wiesz.. To nasze zaręczyny i może by tak.. - wpiłam sie w jego usta, nie dając mu skończyć, wiedziałam co ma na myśli, pragnęłam go! Mimo że wróciły wspomnienia, mamy minimum dwóch Sokołów na głowie, ale chce go! Chłopak z podobnym pożądaniem oddawał pocałunek. Szybko znaleźliśmy się w salonie, leżałam pod nim na kanapie, blondyn powoli mnie rozbierał, a ja nie zamierzałam mu przeszkodzić..
    Obudziłam się w sypialni, Niall słodko się uśmiechał przez sen, jego ręce były na moim nagim brzuchu. Ale naga nie byłam, miałam majteczki i jego koszulkę, to czemu na nagim brzuchu? Podwinął mi t-shirt niemal pod same piersi. Ja robiłam podobnie, też uwielbiam się tulić do jego nagiego torsu. Przekręciłam się ostrożnie w jego stronę, dotknęłam jego policzka i lekko gładziłam jego skórę. To była wspaniała noc! Uśmiechałam się szerzej widząc ozdobę na serdecznym palcu, on jest już MÓJ, a ja JEGO!! Nie pozwolę by nas coś rozdzieliło i zabije każdego kto będzie chciał mi go zabrać, albo skrzywdzić!
N: Wiesz jak miło jest się obudzić i widzieć Cie przy sobie.. - wychrypiał gdy otworzył swoje oczka. Diamencik na moim palcu miał prawie identyczny kolor co jego tęczówki, zawszę będę to tak właśnie kojarzyć.
J: Zauważyłam.. - zaśmiałam się. Podniosłam się i zaczęłam wychodzić z łózka.
N: Nie możesz jeszcze przez chwile zostać?
...
_______
To może by tak 15 komów i dalej? <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!
+ zapraszam waz na STONKĘ <-klik, w której jestem adminką..




Naat

czwartek, 6 sierpnia 2015

96. I know who it was!

Hej :D
Nie wiem jak to jest!! Dodaje posty, częściej, wolniej są komy!
Dodaje rzadziej bo nie mam czasu, komy są szybko!!

Objaśnienie:
J: - ja (Nath),
N: - Niall,
Lou: - Louis,
Z: - Zayn,
H: - Harry,
Li: - Liam.
_____________________


Blondyn założył na mój palec przecudowny pierścionek i znalazł się na wysokości mojej twarzy. Wpił się w moje usta tak jak jeszcze nigdy, nie spieszył się, dominował nad tą namiętnością. Liczyliśmy sie tylko my, nie interesowało mnie to że mamy tylu gapiów, a gdy usłyszeliśmy brawa i wiwaty to poczułam jak Nialler się uśmiecha. Oderwał sie ode mnie i oparł swoje czoło o moje, dalej jego dłonie leżały na moich policzkach. - Kocham Cie.. - szepnął z uśmiechem
J: Moja odpowiedź jest najlepszym dowodem, że czuje to samo.. - skomplikowałam swoją odpowiedź, jakoś nie jestem gotowa powiedzieć mu tych dwóch, konkretnych słów.. Po chwili dookoła nas byli wszyscy goście, składali nam gratulacje, życzyli szczęścia, a ja miałam dziwne wrażenie, takie uczucie że coś może się wydarzyć. Rozejrzałam się i zauważyłam zamykające się drzwi od lokalu, ale w środku nie było nowej twarzy, wyrwałam się z tłumu i podeszłam bliżej. Spostrzegłam na podłodze leżącą jedną czerwoną róże, podniosłam ją i już wiedziałam od kogo ona jest! Zawsze na imieniny dostawałam od NIEGO czerwoną różę z białą wstążką! Bill tu był i na pewno widział jak Niall mi się oświadcza. Spojrzałam mimowolnie na pierścionek na palcu.
N: Coś się stało? - usłyszałam za sobą jego głos, odwróciłam sie do niego.
J: Nie, podziwiam biżuterię.. - uśmiechnęłam się - Jest takiego koloru jak Twoje oczy. - zauważyłam tą drobną cechę.
N: A to on kogo? - zaciekawił się pokazując na kwiat.
J: Nie wiem, pewnie skądś spadła.. - skłamałam. On nie musi wiedzieć że mamy jeszcze bardziej przejebane.
N: Wątpię.. Sam wybierałem kwiatki. - zmarszczył czoło.
J: Nie zadręczaj się, bawmy sie dziś. - uśmiechnąłem sie przekonująco i pociągnęłam go na parkiet.. Tańczyliśmy, śmieliśmy się i zapominaliśmy o tym co złe. Nie chciałam dzisiaj pamiętać, że już jutro znów muszę mordować przyszłych zabójców mojego narzeczonego! Jak to pięknie brzmi! Jeszcze nigdy tak się nie czułam! Taka kochana! Zabawa trwała w najlepsze, większość gości już miało zbyt dużo alkoholu we krwi, Niall i jego kumple nie pili. Ja i Vik z resztą też, musiałam być czujna, tym bardziej, że Bill się tu kręcił!

Tańczyłam właśnie z Tomlinsonem! Tak z Louisem, nie chciałam sie z nim przy Niallu kłócić więc odpuściłam dzisiaj kąśliwe uwagi do bruneta.
Lou: Nie skrzywdzisz go? - zapytał nagle.
J: A czy moje przyjęcie tych zaręczyn nie jest wystarczającą odpowiedzią? - chłopak się już nie odezwał, tylko tańczył ze mną dalej. Znów miałam dziwne uczucie. Zaczęłam sie rozglądać i nie widziałam żeby Niall dalej tańczył z Sophią. - Gdzie Niall? - zatrzymałam sie w tańcu i z większą paniką zaczęłam patrzeć na wszystkich gości.
Lou: Może poszedł tylko do kibelka.. - chciał mnie pocieszyć i z powrotem złapał moje dłonie. Może faktycznie panikuje.
H: Odbijany. - podszedł wyszczerzony Hazz i teraz z nim tańczyłam. Wciąż blondyna nigdzie nie było. - Co Ty taka spięta? - zaśmiał sie cicho.
J: Nigdzie nie ma Nialla. - odsunęłam sie od niego i podeszłam do Zayna. Pociągnęłam go za rękę i odeszłam w bardziej cichsze miejsce.
Z: Co jest?
J: Niall, widziałeś go? - byłam śmiertelnie poważna.
Z: Nie, ale może do łazienki poszedł. - to samo.
J: Raczej nie siedział by tak 15 minut! - warknęłam.
Z: Może tańczy, jest w kuchni..
J: Słuchaj, był tu Bill, widział zaręczyny..
Z: Skąd wiesz że tu był? - przerwał mi
J: Czerwona róża z biała wstążką. - wyjaśniłam, ale on nie wiedział o co mi chodzi. - Zawsze na imieniny dostawałam taką od niego. - przez Mulata oczy przebiegł strach. Zaraz koło nas pojawiła się reszta jego przyjaciół.
Z: Musimy znaleźć Nialla! - rozkazał. Ja poszłam do Viktora i kazałam mu zostać z gośćmi. Nie pytał na szczęście o co chodzi. Wleciałam jak poparzona do biura i całe szczęście że miałam tu swoje ubrania. Przebrałam sie w spodnie i zwykłą koszulkę i zaczęłam wyciągać ze wszystkich kryjówek broń. Powkładałam ją w spodnie i gdzie sie dało i z telefonem wyszłam na sale gdzie byli chłopaki.
J: Wiecie coś?
Li: W łazienkach go nie ma.
H: Kuchnia też pusta.. - fuck! Włączyłam odpowiednie strony w telefonie i odpaliłam nadajnik GPS w naszyjniku Nialla. Już dawno wiedziałam że to może się sprawdzić.
J: Jedziemy! - rozkazałam gdy na mapce pokazała mi sie lokalizacja Horana. Posłusznie poszliśmy na parking. - Zayn jadę z Tobą, a wy mam nadzieje, ze macie broń. - chłopaki pokiwali głowami na tak i pędziliśmy na drugą stronę miasta w jakieś opuszczone garaże.
Z: Wszystko będzie dobrze.. - chciał brzemieć pocieszająco, ale chyba sam w to nie wierzył.
J: Szybciej! - ponagliłam go, chłopak sie nie odezwał już. A kilkanaście minut później dojechaliśmy na miejsce.
J: Niech któryś z was zostanie w samochodzie, i jak go znajdziemy podjedzie po nas. - zarządziłam.
Li: Ja zostanę. - usiadł za kierownicą dużego samochody Stylesa. Skinęliśmy tylko głowami i ruszyliśmy.
Lou: Masz jakiś plan? - spytał ze strachem. Bali sie o przyjaciela.. Ja sama umierałam ze strachu o niego! Rozejrzałam sie po całym terenie, mimo ciemności wszystko było idealnie widać, mnóstwo świateł i lamp.
J: Tak, nie wchodzicie mi w drogę. Wiem gdzie on jest, więc trzymacie sie za mną! - kolejny rozkaz w moich ust. Od razu zaczęłam iść w stronę odpowiedniego garażu. Przez chwile szłam jako pierwsza, ale po tych kilku sekundach zauważyłam że Malik i Tomlinson dorównują mi kroki i tak jak ja z wyciągniętą bronią szukają miejsca gdzie jest Niall. - To ten. - zatrzymaliśmy się przed budynkiem, Harry podszedł do drzwi i przysłuchiwał sie przez chwile. Spojrzałam na telefon i on musiał tam być. Odsunęłam Stylesa od drzwi i otworzyłam je. Nie zwracałam na nic uwagi, przeszłam przez wszystkie graty które tu były i kierowałam się do kolejnych drzwi.
H: Ostrożnie.. - szepnął, kretyn czemu sie odzywa?! Tu może ktoś być, a na pewno pilnują


Nialla. Spiorunowałam go wzrokiem i ostrożniej otworzyłam drewniane zabezpieczenie. Moja broń jako pierwsza znalazła się w środku, nic nie słyszałam, nic nie widziałam.. Straszna ciemność, ale gdy wsłuchałam sie w tą ciszę, wiedziałam że blondyn musi tu być. Jego niespokojny oddech dawał o sobie znać. Zapaliłam latarkę w telefonie, a po chwili któryś z moim pomocników włączył swoją. Niall siedział na krześle w rogu pomieszczenia i był zakneblowany, oczy miał zasłonięte więc nas nie widział.
J: Niall.. 
...
_________
Będzie więcej komów?!
Może by tak chociaż 12?!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

niedziela, 2 sierpnia 2015

95. Will You MARRY me Nathalie?!

To się doczekaliście rozdziały z tym właśnie pytaniem!!
Chyba też jeden z dłuższych rozdziałów :D <3
I ZAKOCHAŁAM SIĘ W 'DRAG ME DOWN'!! <3

Objaśnienie:
J: - ja (Niall, potem Nath)
N: - Nathalie (potem Niall),
V: - Viktor,
Lou: - Louis,
Li: - Liam,
H: - Hazz,
Z: - Zayn,
B: - Bruno.

___________________________

*Wciąż oczami Nialla*
J: ..Ja będę miał pretensje do Ciebie bo zepsujesz najważniejszy dzień w moim życiu, a Ty co dalej zrobisz, to nie moja sprawa.. Ale to restauracja Nathalie, więc ona ma świetnych kucharzy to nie mamy się o co martwić, prawda? - spojrzałem na Carla.
C: Jasne że nie macie. - uśmiechnął się słabo - .. To jakie ma być danie główne? - zapytał mnie.
J: Najlepsze. - zaśmiałem sie - Nie znam się na tym, ja potrafię tylko naleśniki. - teraz to oni się zaśmieli - Zdam się na was. - wyszliśmy z Vikiem z kuchni.
V: Wiesz już jak to zrobisz?
- dobre pytanie.
J: Tak, ale jak znam życie, to nic z tego co wiem, nie wyjdzie.. Martwię się tylko jej odpowiedzią.. - mruknąłem ciszej.
V: To chyba nie masz się o co martwić. - klepnął mnie w ramie - ..Masz czas?
J: Tak, na razie tak..
V: To pomożesz nam? - uśmiechnął się zachęcająco.
J: Jasne.. - zająłem się dekoracją tak jak pozostali, przestawianiem stołów, tak by wszystko wyszło idealnie. Nawet nosiłem kwiaty w wazonach, białe róże, moje ulubione.. Ale dla Nath mam specjalny czerwony bukiet! Nim się spostrzegłem musiałem wracać do pałacu, była już 6pm, a o 8pm ma się zacząć uroczysta kolacja. Wykąpałem się, ubrałem na siebie uszykowany wcześniej garnitur, zapiąłem muchę i z bólem brzucha wracałem do restauracji. Moje nerwy były takie mocne że nie mogłem się nawet skupić na prowadzeniu auta. Dojechałem przed ustalonym czasem na miejsce,moi przyjaciele na szczęście już byli. - Masz? - spytałem Louisa gdy tylko się przy nim znalazłem. Zaraz koło nas pojawili się pozostali przyjaciele.
Lou: Jakie przywitanie.. - oburzył się, ale i uśmiechnął.
J: Wybacz Tommo, strasznie się denerwuje.. - zaśmiałem się nerwowo.
H: Widzę właśnie, cały się trzęsiesz. - zauważył.
Li: Nie masz się o co martwić. - uspokajali mnie
J: Łatwo wam powiedzieć, to nie wy prosicie o rękę najniebezpieczniejszą osobę w naszym otoczeniu.. - teraz to wybuchnęli śmiechem.
Z: Jesteś odważny Horan.. - śmiali się, porozmawiałem jeszcze chwile z nimi i poszedłem do Viktora.
J: Okay, pousadzaj gości a ja jadę do Nathalie.. - skinął głową - I trzymaj za mnie kciuki.. - mruknąłem

V: Nie muszę.. - zaśmiał się. Wyszedłem z lokalu i pojechałem do restauracji w której teraz jest Nath. Szybko pokonałem dzielącą nas odległość, i trzęsącymi dłońmi wszedłem do środka. Rozejrzałem się i zauważyłem moją piękność. Nathalie była w białej sukience, z tego co wiem to nie używa telefonu w tym dniu, a ona uśmiechała się do ekranu..

*Oczami Nathalie*
    Ten dzień był inny niż w poprzednich latach. Miałam skupiać się na tym co zawsze, na przeszłości, ale nie. Ja układałam przyszłość, chciałam ją mieć, chciałam by w niej był Niall. Moje dzisiejsze myśli krążyły tylko dookoła niego, to jak zmienił moje życie, jest czymś niesamowitym. W końcu uległam i wyjęłam telefon, oglądałam nasze zdjęcia, kochałam na nie patrzeć, one sprawiały że serce sie radowało, chciało mi sie dla niego żyć lepiej! Nagle poczułam że ktoś mnie obserwuje, niemal stoi za mną. Podniosłam wzrok znad ekranu i odwróciłam się, zauważyłam elegancko wyglądającego blondyna. Stał i szczerzył się do mnie, nerwowo podniosłam sie z miejsca i poprawiłam swoją sukienkę, co on tu robi?!
N: Witaj Skarbie.. - podszedł do mnie zniewalającym krokiem i ucałował mój policzek, dosłownie jak muśnięcie skrzydłami motyla.
J: Co tu robisz? Skąd wiedziałeś że tu będę.. - zadawałam pytania.
N: Nie ty jedna jesteś dobra w szpiegowaniu. - zaśmiał się cicho i złączył moją dłoń z jego. Długie palce Nialla oplotły moje i zaczął wyciągać mnie z lokalu.
J: Co ty wyprawiasz? - pytałam zaskoczona.
N: Zabieram Cie stąd. - jaki on stanowczy dzisiaj. Zachichotałam i poddałam się jego władczej osobowości. Otworzył mi drzwi od strony pasażera i pomógł wsiąść, sam zajął miejsce za kierownicą i ruszył. Na początku nie miałam pojęcia gdzie jedziemy, a na jego twarzy pojawiał się uśmieszek, mówiący o samozadowoleniu. Rozpoznałam kierunek i już wiedziałam że zaraz będziemy w Midnight Memories.. Nie myliłam się, zaparkował auto na

niemal całkowicie zapełnionym parkingu, nie miałam pojęcia o co chodzi. Nawet jeśli w restauracji jest dużo klientów to rzadko co, nie ma miejsc wolnym na parkingu. Spojrzałam z pytającym spojrzeniem na blondyna, ale on tylko się uśmiechnął i znów złączył nasze palce, prowadząc mnie do środka. Przepościł mnie w drzwiach, muzyka gdy tylko weszłam zaczęła grać, rozejrzałam sie po restauracji, wszyscy goście, obsługa, Vik, byli ubrani podobnie do Nialla i mnie, elegancko, jakby miała przyjechać królowa.. Spojrzałam zaskoczona na blondyna, a ten tylko wskazał głową żebyśmy weszli dalej. Sala restauracyjna wyglądała jak z bajki, dużo białych róż, nawet był Bruno ze swoim zespołem i to właśnie on grał tą muzykę, uśmiechały się do mnie dziewczyny chłopaków, miałam nawet wrażenie że ich oczy były pełne łez. Podszedł do nas Viktor i poprowadził mnie do stolika.
J: Możesz mi powiedzieć co sie dzieje? - powiedziałam do bruneta, ten tylko się zaśmiał i odszedł od nas.
N: Nic strasznego, zobaczysz że sie wszystko wyjaśni. - uśmiechnął się do mnie.
J: Co wyjaśni Niall? - zaczynało mnie to denerwować - To są tylko imieniny, nie musieliście organizować takiego przyjęcia. - mówiłam poważniej.
N: To nie są tylko imieniny. - zaprzeczył - ..Ta okazja, przez którą dzisiaj tu jesteście.. - Zaczął głośniej stając przodem do gości. - Jest czymś co zmieni moje, Nathalie i zapewne moich przyjaciół życie.. - ja nic nie rozumiałam, podniosłam się z krzesła i stanęłam obok Nialla uważnie na niego patrząc. On dalej coś pieprzył o tym że mam imieniny, że kolacja będzie czymś niesamowitym, widziałam też jak katem oka na mnie patrzy, ale nie powiedział do końca powodu dlaczego to wszystko ma miejsce. - Możecie powrócić do swoich rozmów.. - pozwolił gościom i jakby ta jego przemowa nie miała miejsca, jakby im w ogóle nie przerwano. Ja dalej stałam i patrzałam na niego, nic nie powiedział. Miałam dość, odeszłam od stolika nie informując go o tym i poszłam do swojego biura. Siedział w nim Vik i całe szczęście, on musi mi powiedzieć.
V: Nath, a co ty tu robisz?! - zapytał zaskoczony - Powinnaś być na sali i cieszyć się tym wszystkim..
J: Ale czym Vik?! - warknęłam - Wiesz że nienawidzę takich sytuacji, szczególnie dzisiaj kiedy miałam wszystko sobie układać.. - brunet uśmiechnął się słabo
V: Wiem Nath, ale uwierz że ułoży się wszystko w jedną logiczną całość, a teraz idź tam i daj się ponieść chwili. - doradził, czułam że on ma racje, podeszłam do niego i cmoknęłam jego policzek wtulając się w niego. Na pewno się tego nie spodziewał, ale odwzajemnił. - Jeśli dzięki niemu jesteś właśnie taka, to ja chce go w naszej rodzinie. - zaśmiał się przy moim uchu.
J: Czubek jesteś wiesz.. - odsunęliśmy się od siebie.
V: Chodź.. - wyszliśmy z biura i postanowiłam skorzystać z jego rady, cieszyłam się tym że mam Nialla i że on nie zrezygnował ze mnie po tym wszystkim.. Bawiłam się świetnie, kolacja była pyszna, tańce z Niallem romantyczne, jego słowa tuż przy moim uchu.. Mogłabym się przyzwyczaić!
B: A więc nadeszła ta wyczekiwana przez nas wszystkich chwila.. - usłyszałam Bruna, spojrzał on znacząco na mojego towarzysza, przez co i ja spojrzałam na Irlandczyka. W tle grała spokojna melodia, każdy patrzał tylko na naszą dwójkę, a ja znów czułam że moje zdenerwowanie sie pojawia.
J: Niall, powiesz mi o co chodzi?! - szepnęłam do niego, on tylko sie uśmiechnął i złapał moje dłonie w swoje ręce.
N: Nathalie, ty i ja to.. - zaciął się jakby szukał odpowiedniego słowa - ..to jak, mieszanka wybuchowa która w każdej chwili może eksplodować. Różnimy się, nawet bardzo, ale wiem, że bez Ciebie moje życie było by niczym, nie miało by sensu. Było by tylko zwykłym, szarym życiem dawnej gwiazdy, ale dzięki Tobie w moim życiu się dzieje, czasami aż za dużo, ale jestem pewny że przetrwamy już razem wszystko.. - jego słowa do czegoś prowadziły, nie były zwykłym wyznaniem miłości.. - Chciałbym żebyś choć w połowie kochała mnie tak mocno jak ja kocham Ciebie.. - zacytował słowa z ich piosenki i w tej chwili melodia zmieniła sie na tą z Little Things. Po chwili usłyszałam słowa, byłam niemal pewna że to z płyty, ale nie, chłopaki stali na wcześniejszym miejscu Bruna i śpiewali, słuchałam ich z szybszym biciem serca, gdy przyszła kolej na Nialla, chłopak patrząc prosto w moje oczy zaśpiewał swój fragment, nie wytrzymałam już, po moich policzkach spłynęły łzy radości. Najpiękniejszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam, a to tylko moje imieniny! - Więc Nathalie, - zabrał ponownie głos gdy skończyli śpiewać -
Pierścionek *-*
..Pozwól mi być przy Tobie do końca naszego życia.. - chłopak zaczął grzebać w swojej kieszeni i po chwili klęknął przede mną, co on wyprawia?! - ..i wyjdź za mnie! - otworzył małe czerwone pudełeczko, byłam w szoku! On mi się oświadczył?!! Zakryłam usta dłońmi, miałam nadzieje że to pomoże mi trzeźwo myśleć, ale byłam tak szczęśliwa i wzruszona, że tylko skinęłam głową na 'TAK'! Najwspanialszy dzień w moim życiu! Blondyn założył na mój palec przecudowny pierścionek i znalazł się na wysokości mojej twarzy. Wpił się w moje usta tak jak jeszcze nigdy, nie spieszył się, dominował nad tą namiętnością. Liczyliśmy sie tylko my, nie interesowało mnie to że mamy tylu gapiów, a gdy usłyszeliśmy brawa i wiwaty to poczułam jak Nialler się uśmiecha. Oderwał sie ode mnie i oparł swoje czoło o moje, dalej jego dłonie leżały na moich policzkach. - Kocham Cie..
...
___________________
Czyli, że co?! Nathalie się zgodziła! Ktoś z was myślał, że się nie zgodzi?! 
Ogólnie myśle, że jeśli się zgodziła to bloga można zamykać.. ? Yes or no?! <3
Wiem, że 15 komów będzie idealne :D <3 !!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 
Zdjęcie oglądane przez Nathalie.. <3 xx


Naat